Zielone trawy rozpościerały się na wiele kilometrów. Błękitne niebo dawało znak, że wiosna jest tuż tuż. Pąki na drzewach, śpiewy pierwszych ptaków powodowały, że zatrzymywał się czas i w duchu przychodziła zaduma nad pięknem świata. Wiosna dotarła też do Świętej Katarzyny. Małej wsi pod Wrocławiem. Równo podstrzyżone trawniki, czyste ulice, wypielęgnowany park. Taki krajobraz witał przyjezdnych. Do wsi prowadziła asfaltowa droga w otoczeniu wielu zielonych drzew. Główna brama zbudowana została w XVI wieku przez miejscowych rolników i rzemieślników na znak pokoju. Bramę ozdabiał bluszcz i gdzie nie gdzie kielichy kolorowych kwiatów. Brukowaną drogą dojechać można było do rynku gdzie stał kościółek oraz dom sołtysa. Piękna fontanna przed kościółkiem dawała możliwość odpoczynku po ciężkim dniu pracy lub niedzielnym obiedzie. Kościółek pod wezwaniem Świętej Katarzyny patronki wsi idealnie komponował się z miejską zielenią. Mieszkańcy kochali proboszcza, który od ponad 40-tu lat prowadził parafię.
***
Ksiądz Baltazar był w sędziwym wieku. Przyjął ślubowania tuż po ukończeniu II wojny światowej. Jednak sam nie pochodził z tych stron. Urodził się w 1923 roku w Szczecinie. Jednak by uchronić się od śmierci wraz z rodzicami uciekli do Wrocławia. Podczas wojny młody Baltazar stracił ojca, którego faszyści rozstrzelali w obozie koncentracyjnym. Matka umarła kilka miesięcy później po nieleczonej gangrenie. Baltazar tułał się przez cały rok po całym kraju. Był w Warszawie, Poznaniu, Opolu, Częstochowie. Właśnie tam doznał olśnienia. Rodzina Baltazara zawsze była Bogobojna. Co niedziela całą rodziną chodzili do kościoła, regularnie przestrzegali zasad i przykazań. Bóg zawsze był obecny w życiu Baltazara. Zarówno rodzice chłopca jak i jego najbliżsi żyli zgodnie z zasadami kościoła. Gdy obozował w Częstochowie zrozumiał, że jego powołaniem jest sługa Bogu. Poranne modlitwy sprawiły, że z dnia na dzień jego miłość do Boga była coraz większa. Codzienne wizyty w tamtejszej bazylice napawały go radością.
***
Ta historia nie jest jednak o księdzu Baltazarze, więc wróćmy na kolorowy wiejski rynek. Wraz z księdzem Baltazarem w parafii mieszkał ksiądz Krzysztof - młody kleryk oraz 6 sióstr nazaretanek. Zuzanna, Marianna, Antonina, Magdalena, Krystyna i Laura. Zuzanna była siostrą przełożoną. Była surowa, dyscyplinowała inne siostry, ale zawsze umiała pomóc bliźnim. Marianna uwielbiała gotować, Antonina uwielbiała prace w ogrodzie, Krystyna natomiast szyć i czytać dobrą polską poezję. W każdej sytuacji potrafiła przytoczyć cytaty z wierszy. Magdalena natomiast zajmowała się zwierzętami, które mieszkały w niewielkiej stodole – kogutem Gustawem, pięcioma kurami, dwoma krowami, dwiema kozami, psem Kajtkiem i kotką Mirą. Każda kura, każda krowa miała swoje imię. Laura, najmłodsza z zakonnic miała wspaniały głos, uwielbiała śpiewać oraz miała dobre podejście do dzieci. Mieszkali oni w małej parafii na obrzeżach wsi. Ulicę za kościołem stała nieduża szkoła podstawowa, założona i prowadzona przez proboszcza i zakonnice. Proboszcz zajmował stanowisko dyrektora oraz nauczał historii, kleryk Krzysztof uczył dzieci fizyki i chemii, przełożona nauczała matematyki, Krystyna – języka polskiego, Marianna – biologii, Antonina – geografii, Magdalena – języka angielskiego natomiast Laura nauczała dzieci religii i plastyki. W piątkowe wieczory prowadziła chór, gdzie śpiewali wszyscy parafianie. Laura kochała muzykę i właśnie dzięki niej umiała cieszyć się życiem. Wszystko kojarzyło jej się z muzyką. Śpiew ptaków, szelest liści, szum wody wprawiały duszę Laury w błogi stan. Odczuwała wtedy spokój. Tego też uczyła dzieci, aby wsłuchując się w muzykę natury czerpały z niej to, co najlepsze oraz wraz ze śpiewem ptaków wznieść wysoko głowę i dziękować Bogu za każdą piękną chwilę. Laura była uczynną dziewczyną. W dni powszednie pracowała w szkole oraz w kościele. W weekendy natomiast pomagała w miejskim szpitalu, oddalonym od wsi o jakieś 10 kilometrów. Przejeżdżając tą trasę na swoim starym rowerze, nasłuchiwała śpiewu ptaków, cieszyła się promieniami słońca, powiewem wiosennego wiatru, nawet deszcz nie zmywał z jej twarzy uśmiechu. Dzięki takiemu nastawieniu chore dzieci, ich rodzice, ale również bliskie jej siostry umiały cieszyć się każdą piękną chwilą daną od Boga. Mimo cierpienia, jakie widziała w szpitalu nie poddawała się. Zawsze podtrzymywała maluchy na duchu. Potrafiła przytulić matkę i bez słowa sprzeciwu wysłuchać jej nawoływań. Z pogodną twarzą rozmawiała z rodzicami by nie poddawali się. Po niedzielnej Sumie jeździła do dzieci by obdarować je upominkami od parafian. Modliła się z nimi, czytała im książki, organizowała zajęcia plastyczne. Czuła się tam wspaniale.
***
Laura była skromną dziewczyną, charakteryzującą się długimi blond włosami, niebieskimi oczami, atłasową oraz jasną skórą. Była szczuplutka i niezbyt wysoka. Jej filigranowa budowa ciała, nie jednemu mężczyźnie spędzała sen z powiek. Była młodą zakonnicą, więc nosiła szary habit w odróżnieniu od innych sióstr. Mieszkańcy bardzo szanowali Laurę, a dzieci w szpitalu uwielbiały jej słuchać. Zawsze wiedziała co powiedzieć, jak się zachować. Poznajmy ją jednak bliżej. Laura była dziewczyną skromną i bardzo skrytą. Nigdy nie mówiła nikomu, w jakim jest stanie. Uwielbiała grać na pianinie. Pochodziła ona z ubogiej rodziny. Ojciec Józef pracował, jako kowal w rodzimej wsi, a matka Helena zajmowała się domem. Mieszkali w małym dwupokojowym domku na obrzeżach wsi. Mieli małe gospodarstwo liczące około 500 arów. Gospodarstwo ojciec odziedziczył po dziadku. Razem z nimi w małej przybudówce mieszkała babcia Jadwiga. Sędziwa starsza pani z cukrzycą i nadciśnieniem. Dziewczyna nie skończyła szkoły gdyż we wsi brakowało liceum, a rodziców nie stać było szkołę we Wrocławiu.
***
Poznajmy Laurę zanim postanowiła wstąpić do zakonu. Co ją do tego skłoniło? Była to decyzja podjęta z wyboru czy z przymusu? Gdy skończyła 19 lat wyjechała do Wrocławia, gdzie zdała maturę i dostała się na studia. Dostała się na studia pedagogiczne. Uwielbiała, bowiem przebywać w gronie najmłodszych. Aby zapłacić za szkołę trudniła się, jako opiekunka do dzieci, salowa w miejskim szpitalu. Tak minęły trzy lata. Za każdym razem, gdy przyjeżdżała do domu, nie mogła nacieszyć się widokiem rodziców i kochanej babci. Opowiadała im o życiu w wielkim mieście. Nie mogła przestać używać tego „dziwnego” żargonu, jakim posługują się miejscowi. Mimo tego, że mieszkała w dużym mieście, pełnym perspektyw, ciągle ciągnęło, ją do jej kochanej wsi. Tam się w końcu urodziła, wychowała. Wiele razy chciała porzucić wielkie miasto i wrócić do domu, jednak wiedziała, że jeśli to zrobi zaprzepaści swoje szanse na lepsze życie.
***
Historia Laury zaczęła się pewnego pogodnego wieczoru. Postanowiła przejść się po hałaśliwej starówce. Za każdym razem jak to robiła wspominała jak wiele razy spacerowała po uliczkach wrocławskiej starówki, nasłuchując ulicznego gwaru. Godzinami mogła przedzierać się przez labirynt zakamarków i podziwiać stare, zabytkowe kamienice. Miały one ten swój niezapomniany klimat. Najbardziej lubiła jednak słuchać miejscowych grajków. Zawsze wrzucała im do kapelusza drobne monety. Gdy przechadzała się tak, po zaludnionej uliczce usłyszała jak z oddali dobiega dźwięk gitary. Poszła za jej dźwiękiem. Gdy dotarła do kuszącego miejsca ujrzała grupkę ludzi, którzy przypatrywali się czemuś z wielkim zainteresowaniem. Nagle znowu dźwięk gitary przeszył jej serce. Kochała ten instrument. Gitara kojarzyła jej się z ojcem, który śpiewał jej kołysankę jak miała 5 lat. Akompaniowała mu właśnie stara, zniszczona gitara. Podeszła zdecydowanie bliżej. Jakimś cudem udało jej się przedrzeć do samego centrum. Gdy złapała równowagę, dźwięk gitary znów dotarł do jej uszu. Spojrzała przed siebie. Ujrzała młodego chłopaka. Siedział na murku, z opuszczoną głową i grał na gitarze. Zwróciła uwagę na jego bujną czuprynę. Mimo upału, poczuła jego piżmowy zapach. Grał na gitarze, a obok leżał kapelusik gdzie widoczne były drobne monety. Grał z taką pasją, że Laurze nogi same ruszyły do tańca. Chłopak grał jakąś skoczną melodię, a dziewczynie tak się ona spodobała, że w pewnej chwili zaczęła śpiewać razem z nim. Do uszu chłopaka dotarł głos Laury. Spojrzał w górę szukając właścicielki owego głosu. Gdy spojrzał na dziewczynę oniemiał z wrażenia. Od razu uwagę skierował na jej piękne niebieskie oczy, w których zauważył radość. Lekko rozczochrane włosy, rumieńce na policzkach i ten uśmiech. Jej szczupłe ciało, zwiewna sukienka, w której przed nim tańczyła spowodowały, że nie mógł oderwać od niej oczu. Było w niej coś magicznego. Postanowił, że musi poznać ją bliżej. Uśmiechnął się wesoło i z jeszcze większym impetem szarpnął za struny. Podjudzał Laurę do dalszego śpiewania. Tłum gapiów, tak zachwycił się współpracą tych dwojga, że od razu w kapeluszu pojawiły się srebrzyste monety. Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy przechodnie zaczęli rozchodzić się do domów. Gdy Laura spojrzała na zegarek nie mogła uwierzyć, że jest już tak późno. Ostatni raz spojrzała na chłopaka z gitarą i z rumieńcami na twarzy odwróciła się. Ciepło, które czuła przez cały czas, było, czymś nowym. Poczuła na sobie jego spojrzenie, jednak bała się ponownie odwrócić. Powolnym krokiem zaczęła przedzierać się przez tłum gapiów. Odchodząc uśmiechała się do siebie. Nie mogła zapomnieć tych oczu, które wpatrywały się w nią przez cały czas. Nagle poczuła dziwne uczucie w dole żołądka. Nie wiedziała, co się dzieje. Nagle chłopak zaprzestał gry. Szybkim ruchem zerwał się z ziemi i podbiegł do Laury.
- Poczekaj. – zawołał. Dziewczyna przystanęła. Gdy dotarł do niej dźwięk jego głosu poczuła przyjemne ciepło. Nie odwróciła się jednak. Nasłuchiwała tylko jego oddechu. Podszedł bliżej. – Hej, wszystko ok.? – zapytał dotykając jej ramienia. Przeszył ją przyjemny dreszcz. Postanowiła, że nie stchórzy. Delikatnie odwróciła się do niego, włosy płynnym ruchem opadły na ramiona. Cichym głosem odpowiedziała:
- Tak. – gdy spojrzała mu w oczy, on aż zaniemówił. Niebieskie duże oczy, piękne pełne usta. Nie mógł oderwać od niej spojrzenia. Laurę speszyła ta sytuacja i zaczęła się wycofywać. Nagle rzekł, wyrwany z transu:
- Jestem Wojtek, a Ty? – powiedział wyciągając do niej rękę. Dziewczyna spojrzała na nią lękliwym wzrokiem i podała mu swoją.
- Laura. – wyszeptała cicho. Była sparaliżowana ze strachu. Jeszcze nigdy nie była w podobnej sytuacji. Opuściła nie śmiale wzrok. Musiała w duchu przyznać, że on też jej się spodobał. Zaintrygowały ją jego oczy, figlarne i czarujące oraz czupryna, która falowała na wietrze. Podniosła głowę by sprawdzić czy on jeszcze stoi. Był tam. Wpatrywał się w nią z zainteresowaniem. Serce zaczęło jej bić jak szalone, oddech przyspieszył.
- Czy na pewno wszystko ok.? Blada jesteś. Mam nadzieję, że Cię nie wystraszyłem? – powiedział nagle zdziwiony.
- Nie. To znaczy wszystko ze mną dobrze. Ja, ja, yyy… - nie wiedziała, co powiedzieć - … muszę już iść. - odwróciła się i pobiegła przed siebie. Chłopak chciał ją dogonić, jednak zapamiętał strach w jej oczach.
- Laura, poczekaj! - nagle zauważył, że dziewczyna przystanęła. Odwróciła się w jego stronę. Wpatrywała się w niego długo i z zainteresowaniem. Miał wrażenie, że chciała podejść, lecz za bardzo się bała. Zrobił parę powolnych kroków w jej kierunku. - Zobaczę Cię jeszcze? – zawołał. Ona stała nieruchomo, jednak wiedział, że gdy zrobi jeszcze jeden ruch to ona ucieknie. Intrygowała go ta sytuacja. Chciał poznać jej tajemnicę. Chciał znowu spojrzeć w jej oczy. Po chwili usłyszał dźwięk nadchodzących kroków. To ona. Zrobiła kilka kroków w jego stronę. Z zainteresowaniem wpatrywała się w jego twarz. Chciała dotknąć jego policzków. Chciała, aby ją objął. Nie wierzyła, że właśnie tego chciała. Nie mogła zrozumieć, co się z nią dzieje. Z tej niewiedzy i bezsilności łzy napłynęły do oczu. Szybko je otarła i zrobiła jeszcze jeden krok w jego stronę. Chłopak stał i wpatrywał się w jej sylwetkę czekając na jej krok. Nagle ona odwróciła się i rzekła odchodząc:
- Przyjdę jutro o siódmej. – i odeszła.
***
Laura udała się szybkim krokiem do akademika. Nie mogła zapomnieć jego twarzy. Nie mogła się pozbyć myśli o jego ramionach. Chciała tak wrócić i znów na niego spojrzeć. Chciała, aby ją przytulił. Nie mogła przestać o nim myśleć. Weszła do pokoju. Głośno westchnęła i udała się na swoje łóżko.
- Hej mała.
- O Iza. Nie wiedziałam, że jesteś w pokoju.
- Stało się coś?
- Nie, czemu pytasz?
- Dziwnie wyglądasz.
- Jak?
- Nie wiem, ale jakoś inaczej.
- Wydaje Ci się. Zaliczyłaś wszystko? – musiała zakończyć to przesłuchanie. Nie chciała opowiadać Izie o swoich fanaberiach.
- No nie wiem. Dzwoniła Twoja mama, pytała, o której masz jutro autobus? Laura?
- Tak?
- Słuchasz mnie?
- Tak. Oddzwonię do niej później. Nie wiem czy nie zostanę tutaj na wakacje.
- A co ty będziesz tu robić przez trzy miesiące?
- Nie wiem, poszukam pracy. Zaliczyłaś wszystko? – powtórzyła pytanie.
- Nie, mam warunek u Silskiej. Małpa. Wyobrażasz sobie, że przy całej sali wyjęła moją pracę i zaczęła z ironia ją czytać. Te jej uwago doprowadzają mnie do szału. Co ona sobie myśli? Kurwa, myślałam, że mnie szlak trafi. Ten jej śmiech. Uwzięła się na mnie larwa … mała … mała … czy Ty mnie w ogóle słuchasz?
- Co? Tak. – powiedziała wyrwana z rozmyślań.
- To o czym mówiłam?
- Mówiłaś … o … yyy …
- Nie, no tak ciekawie to ja nie mówiłam. Mała?
- Co?
- A nic. Dobranoc.
- Dobranoc. – niestety Laura nie zmrużyła oka tej nocy. Cały czas myślała o tajemniczym Wojtku. Miała przed oczami jego uśmiechniętą twarz. Słyszała w uszach jego śmiech. Pamiętała melodię którą grał. Co się z nią działo? Nie mogła przestać myśleć o nim nawet na chwilę. Gdy tylko przypominała sobie jego oczy, serce zaczynało bić jak szalone. Nie mogła zrozumieć czemu się tak zachowuje. Co tak naprawdę stało się na tej starówce? Gdy patrzyła w jego oczy czuła się jak zaczarowana. Było w nich coś takiego, że nie mogła wymazać ich ze swojej pamięci. Gdy zamykała oczy widziała jego rozbawioną twarz.
- Mała? Czemu nie śpisz? – zapytała zaspanym głosem Iza.
- Nie mogę zasnąć. Mam nadzieję, że Cię nie obudziłam.
- Laura co się z Toba dzieje?
- Nic. – miała już dość tych pytań, chociaż wiedziała, że Iza pyta się z troski.
- To czemu zachowujesz się dziwnie?
- Wydaje Ci się. Śpij. – udała, że się kładzie, ale nie zmrużyła oka.
***
Nastał kolejny dzień. Gdy Iza się przebudziła Laury nie było w pokoju. Zdziwiło ją zachowanie przyjaciółki. Laura nie mogła zasnąć całą noc. Myślała o chłopaku z gitarą. Chciała go zobaczyć. Wczesnym rankiem zerwała się z łóżka i poszła do łazienki. Spojrzała w swoje odbicie i rzekła:
- Laura co Ci jest? Czemu nie możesz o nim zapomnieć?
Przemyła twarz, nałożyła krem, wytuszowała rzęsy. Nakładając ulubiony błyszczyk na usta zastanawiała się co by zrobiła gdyby ją pocałował. Przeraziła ją ta myśl. Ubrała sukienkę, którą miała na sobie poprzedniego dnia. Po cichu wyszła z pokoju, zeszła po schodach i dotarła do wyjścia. Gdy wyjrzała na zewnątrz, objął ją chłodny wiatr. Mimo mżawki ruszyła przed siebie. Udała się na starówkę. Zastanawiała się, czy znowu go tam zobaczy. Chciała go tam zobaczyć. Znowu poczuła to przyjemne ciepło. Gdy dotarła na miejsce zaczęła nerwowo rozglądać się na wszystkie strony w poszukiwaniu, tajemniczego Wojtka. Nagle usłyszała za swoimi plecami dźwięk gitary. Gdy się odwróciła zobaczyła Wojtka. Stał za nią z poważną, a zarazem figlarną miną. Podszedł bliżej. Laura nie mogła uwierzyć, że znowu go widzi. Serce omal nie wyskoczyło z piersi. Wpatrywała się w jego oczy. Gdy napotkała jego spojrzenie, onieśmielona opuściła wzrok. Chłopak nagle przestał grać. Podszedł jeszcze bliżej i z uśmiechem rzekł:
- Przyszłaś. – nie odpowiedziała. Zarumieniona, wpatrywała się tylko w jego twarz. Chciała jej dotknąć. Chciała zatrzymać tą chwilę.
- Obiecałam Ci to. – odparła wystraszona. Nagle przeszył ją zimny dreszcz. On to dostrzegł i nie odrywając wzroku od jej oczu rzekł:
- Masz ochotę na spacer?
- Tak. Z chęcią. – zdziwiła ją ta odwaga.
- Laura, piękne imię. Takie nietypowe.
- Dziękuję. – uśmiechnęła się mimowolnie.
- Pięknie śpiewasz. Mówił Ci to już ktoś?
- Nie. Nie jestem znowu taka dobra.
- Oj. Już nie bądź taka skromna.
- Czemu chciałeś mnie zobaczyć? – zapytała z nienacka.
Nie mógł powiedzieć, że spodobały mu się jej oczy i figura, bo pewnie znowu by mu uciekła.
- Nie jesteś chyba stąd? – zapytał unikając odpowiedzi na pytanie.
- Nie. Jestem ze Świętej Katarzyny.
- Skąd?
- To taka mała wioska kilkanaście kilometrów stąd.
- Aha.
Przeszli kilka metrów, gdy Laura zapytała:
- Opowiesz mi coś o sobie? – bardzo się zdziwiła na dźwięk tych słów, jednak nie mogła cofnąć już czasu. On spojrzał na nią z ukratka. Spodobała mu się ta spontaniczność oraz jej reakcja. Wiedział, że czuje się niezręcznie. Podobało mu się to. Aby nie trzymać jej w poczuciu wygłupienia się odparł odważnie:
- Jak już wiesz nazywam się Wojtek. Jak pewnie zauważyłaś lubię pobrzdąkać sobie na gitarze. Mam 26 lat. Pochodzę z Warszawy. Przyjechałem tu do rodziny na wakacje. – zastanowił się chwilkę – Uwielbiam również spacerować z pięknymi dziewczynami przy zachodzie słońca. – spojrzał na nią czarującym spojrzeniem. Nie mogła się powstrzymać i odwzajemniła uśmiech. – Myślę, że powiedziałem wszystko, ale jeśli masz jakieś pytania to nie krępuj się, Lauro. – na dźwięk swojego imienia Laura wyprostowała się i westchnęła. – Teraz Twoja kolej.
- Na co? – odparła z przerażeniem w oczach.
- Teraz Ty powiedz mi coś o sobie.
- Co chcesz wiedzieć?
- Powiedz to co uważasz, że powinienem wiedzieć. Nie śpiesz się.
- Ok. Jestem Laura, ale to wiesz. Lubię tańczyć i śpiewać, to też już wiesz .– odparła z uśmiechem – Pochodzę ze Świętej Katarzyny i mam 23 lata. Studiuje pedagogikę na tutejszym uniwersytecie, a w wolnym czasie lubię spacerować po starówce oraz jeździć na rowerze.
- To super.
- Wybacz, że ściągnęłam Cię tu o tak wczesnej porze.
- Nie przepraszaj. Lubię oglądać wschody słońca.
- Ja też.
Przez cały dzień chodzili po mieście, rozmawiali, śmiali się, żartowali, śpiewali. Od czasu do czasu Wojtek grał na gitarze. Czuła się przy nim tak fantastycznie, że zapomniała o swoich lękach. Nie mogła przestać się uśmiechać.
***
Nastał wieczór. Wojtek zaproponował Laurze, że pójdą na dyskotekę. Bawili się świetnie. Tańczyli, wygłupiali się. Dziewczyna czuła się tak, jakby znała go całe życie. W pewnym momencie DJ puścił wolny kawałek. Wojtek niewiele myśląc zaprosił Laurę do tańca. Gdy tak kołysali się w rytm muzyki, chłopak objął Laurę w pasie i przysunął się bliżej. Nagle Laura zrobiła coś czego nie planowała. Spojrzała mu w oczy. Nie mogła powstrzymać tej pokusy. Nagle pocałowała go. Zrobiła to z dużym lękiem, gdyż nigdy wcześniej nie całowała żadnego chłopaka. Wojtek lekko zdziwiony jej zachowaniem, dotknął jej policzka, potem jej włosów. Całował ją łapczywie, ale z nutą delikatności. Gdy dziewczyna zdała sobie sprawę, z tego co właśnie zrobiła wybiegła przerażona z klubu. Chłopak pobiegł za nią. Udało mu się ją dogonić. Zdyszany zawołał:
- Poczekaj! Nie uciekaj mi znowu!
- Przepraszam, ale nie powinnam tego robić. Nie wiem co we mnie wstąpiło. – płakała Laura. Nie wiedziała co się stało z opanowaną, grzeczną Laurą. Chłopak chciał jej powiedzieć, że było to coś cudownego, jednak ona nie dała dojść mu do słowa. Miotała się na lewo i prawo, szukając schronienia. Zdawał sobie sprawę jak musiało być jej głupio. Chciał ją uspokoić jednak ona spojrzała tylko na niego i pobiegła w głąb uliczki. Zapamiętał wyraz jej oczu. Była przerażona, nie wiedziała co robi, jednak bardzo mu się to podobało. Gdy przypomniał sobie ten pocałunek poczuł to przyjemne uczucie. Przypomniał sobie jak zobaczył ją po raz pierwszy. Wołał za nią jednak bezskutecznie. Pobiegł w jej kierunku. Zauważył jakiś cień i pobiegł za nim. Dziewczyna niewiele myśląc pobiegła do akademika. Weszła do budynku i zatrzymała się przed wejściem do pokoju. Wytarła zapłakane oczy. Nie chciała aby Iza coś zauważyła. Weszła po cichu do pokoju. Nagle zapaliło się światło i przed nią wyrosła zdenerwowana Iza.
- Gdzieś Ty była do cholery?!
- Nad stawem. – skłamała.
- Tyle czasu? Mogłabyś kupić sobie wreszcie telefon. Ja tu od zmysłów odchodzę. – nagle Iza zauważyła, że Laura ma całe czerwone oczy. – Co Ci jest?
- Nic.
- Laura, nie wpieniaj mnie! A nie ważne! Czy Ty wiesz, która godzina?! – Laura spojrzała na zegar i nie mogła uwierzyć. Było wpół do drugiej w nocy.
***
Pół godziny później, gdy leżały już w łóżkach Laura znowu nie mogła przestać myśleć o zaistniałej sytuacji. Czuła się jak ostatnia kretynka. Nie mogła pozbyć się tego poczucia wstydu. Rozmyślając o Wojtku, dotknęła ust. Przypomniała sobie ten pocałunek. Nie mogła zapomnieć co wtedy czuła. Nie umiała określić tego stanu, ale było to chyba pożądanie. Przypomniała sobie zapach jego ciała. Piżmowy. Taki jak w momencie kiedy zobaczyła go po raz pierwszy. Mimo poczucia bezsilności, uśmiechnęła się. Było jej dobrze. Mimo, że nic o nim nie wiedziała, czuła się przy nim dobrze. Czuła jego ciepło, jego oddech. Czuła na skórze jego dotyk. Czy to coś złego? Bała się jednak spojrzeć mu w oczy. Bała się usłyszeć od niego złe słowa na swój temat. Nie chciała aby zapamiętał ją w złym świetle. Łzy cisnęły się do oczu. Tym razem nie próbowała ich ocierać. Po kolejnym chlipnięciu, zapaliło się światło. Do łóżka Laury podeszła Iza i zmartwiona zapytała:
- Przepraszam, że tak na Ciebie nakrzyczałam.
- Nie przepraszaj. Miałaś rację.
- Mała, co się dzieje? Nie oszukasz mnie. Widzę, że coś jest z Tobą nie tak.
- Nie … - nie dokończyła gdy poczuła na ramieniu rękę Izy.
- Nie chcesz nie mów, ale ja i tak wiem swoje. – i przytuliła przyjaciółkę. – Czy to znowu ta wywłoka Wiolka?
- Nie. Nawet jej nie widziałam. Chyba wyjechała do domu.
- W takim razie, co się stało? Mała, martwię się o Ciebie. Wczoraj byłaś nieobecna myślami, dzisiaj wyszłaś wczesnym rankiem i wracasz o późnej porze, teraz płaczesz. Hej, co jest?
- Ja … nie wiem co się ze mną dzieje.
- O czym mówisz? – tuląc przyjaciółkę Iza pozwoliła jej się wypłakać i uspokoić. Po krępującej ciszy Laura spytała cicho:
- Iza?
- No?
- Co czułaś gdy po raz pierwszy zobaczyłaś Irka?
- Co czułam? Czułam radość, lekki szok, ale przede wszystkim nie mogłam przestać o nim myśleć – gdy do Izy dotarł sens pytania, spojrzała na Laurę zainteresowanym spojrzeniem - A po co Ci taka wiedza?
- Tak, chciałam wiedzieć.
- Mała? Nie oszukasz mnie. Mów.
- Nie, zapomnij o tym … - machnęła ręką.
- To o to chodzi. Nie teraz to na pewno nie zasnę. Opowiadaj.
- Eh … no dobrze. Wczoraj spacerując po rynku, usłyszałam gitarę. Podeszłam aby sprawdzić kto tak pięknie gra. Gdy przedarłam się do środka zgromadzenia zobaczyłam … Wojtka.
- Jakiego Wojtka? – przerwała jej zszokowana Iza.
- Siedział przy murku, tam koło fontanny, grał na gitarze. Oczy miał zielone, rozczochraną, figlarną czuprynę. Gdy na mnie spojrzał poczułam … - i tu zawstydziła się.
- Co poczułaś? – chciała wiedzieć Iza.
- Ciepło. O tutaj. – i pokazała okolice żołądka. – Oczy miał figlarne a jednocześnie cudne. Nie wiem Iza. Nie wiem co się ze mną stało. Nie mogę przestać o nim myśleć. Nie mogę zapomnieć jego wzroku. Jego uśmiechu. Miałam ochotę się do niego przytulić. Boże, ja nie wiem co ja mam robić.
- Mała?
- Dzisiaj też się z nim widziałam, spędziłam z nim cały dzień, rozmawialiśmy, żartowaliśmy, on przygrywał na gitarze. Zaprosił mnie na dyskotekę.
- Mhm … - słuchała ją bacznie. Laura nie powiedziała Izie o pocałunku. Bała się, że przyjaciółka uzna ją za wariatkę, a sama nie była w najlepszym stanie.
- Nie wiem co się ze mną stało. Gdy jestem z nim, zachowuje się jak idiotka. Ciągle się śmieje, nie mogę przestać o nim myśleć. Podoba mi się jak on śpiewa, jak chodzi. Mam ochotę go przytulić. Mam ochotę go … - tu nie skończyła, gdyż ta przygoda źle się skończyła.
- … pocałować? – dokończyła Iza. Laura nie odpowiedziała, tylko spuściła wzrok. - Powiem Ci co się z Tobą dzieje. Zakochałaś się.
- Bzdury pleciesz. Przecież ja go w ogóle nie znam. Nic o nim nie wiem. To niedorzeczne.
- A jednak. Zakochałaś się i tyle.
Po tych słowach oczy Laury jeszcze bardziej posmutniały. Iza to zauważyła i rzekła skruszona:
- Mała? Czemu się smucisz?
- Może masz rację? Może rzeczywiście się zakochałam. Jednak ja nic o nim nie wiem. To jest dziwne.
- Nie wszystko w naszym życiu jest racjonalne, ale gdy się zakochujesz racjonalność nie ma znaczenia. Uwierz mi. A teraz śpij.
Niestety Laurze nie udało się zmrużyć oka. Nie uspokoiły ją słowa przyjaciółki. Na zegarku wybiła 4:15. Laura ubrała się i po cichu wyszła z budynku. Wolnym krokiem udała się nad staw. Nie mogła zapomnieć wyrazu jego twarzy po pocałunku. Cały czas myślała nad tym co on sobie o niej teraz myśli. Zaczęła nucić pod nosem tą melodię, którą grał wtedy na rynku. Przysiadła na ławce i wpatrywała się w księżyc. Tej nocy była jego pełnia. Siedząc naprzeciwko księżyca zastanawiała się czemu cały czas o nim myśli. Czy rzeczywiście było tak jak mówiła Iza? Czy to rzeczywiście była miłość? Zamknęła na chwilę oczy. Znowu z pamięci wyrwała się myśl o ich wspólnym tańcu. W jego ramionach czuła się jak księżniczka.
- Boże, co ja mam zrobić? – powiedziała cicho.
Nagle zauważyła, że ktoś idzie w jej kierunku. Niewyraźna postać przybliżała się do niej powoli. Wystraszyła się tego lecz nie ruszyła się z miejsca. Nagle z mroku wyłonił się Wojtek. Gdy go ujrzała serce zabiło mocniej. Nie mogła uwierzyć, że to on. Podniosła się powoli z ławki. Przytłumiony blask latarni oświetlał jego twarz. Nie mogła oderwać wzroku od jego ust, oczu. Szedł powolnym krokiem w jej stronę. Wpatrywał się w nią z wielką powagą. Laura poczuła szybkie bicie serca i przyspieszony oddech. Odgarnęła włosy z czoła i spuściła wzrok. Chłopak podszedł do niej. Przystanął i wpatrywał się w jej zakłopotaną twarz. Nagle ona podniosła wzrok. Chciała przeprosić go za swoje wcześniejsze zachowanie. Jednak gdy napotkała jego spojrzenie, zaniemówiła. Nie mogła wydusić z siebie żadnego dźwięku. Z tej bezsilności łza spłynęła jej po policzku. Szybko ją otarła. Nagle rzekła:
- Wojtek? Co Ty tu robisz?
- Nie mogłem zasnąć. - nie spuszczał z niej wzroku.
Przytłaczała ją ta sytuacja. Chciała wykrzyczeć mu w twarz, że to wszystko ją przytłacza. Wczorajsza przygoda bardzo ją zmieniła. Jednak nie miała na tyle odwagi aby się odezwać.
- Nie mogę tak dłużej. – powiedziała Laura spuszczając głowę. Łzy już napływały do oczu.
- Laura …
- Przepraszam. Nie wiem co się ze mną wczoraj stało. Wiem, że nie powinnam tego zrobić. Jest mi głupio i bardzo niezręcznie. Pewnie teraz myślisz sobie, że jestem pierwsza lepsza, ale wierz mi, że taka nie jestem.
- Laura … - próbował coś powiedzieć.
- Nie umiem wyjaśnić czemu się tak zachowałam. – płakała Laura. – Ja taka nie jestem. Nie wiem co się ze mną stało.
- Posłuchasz mnie wreszcie?! – krzyknął. Gdy usłyszała jego głos zamarła. Zbliżył się do niej ostrożnie – Laura nie masz mnie za co przepraszać.
- Jak to? Żartujesz sobie ze mnie?
- Nie. Nic z tych rzeczy.
- Jak nie mam za co Cię przepraszać. Zrobiłam z siebie totalną idiotkę. Pocałowałam Cię.
- Ale …
- Wojtek, ja Cię nie znam! Nic o Tobie nie wiem! Nie rozumiesz?! – nie kryła już łez. Bolały ją te słowa. Stali nieruchomo przez dłuższą chwilę. Chłopak nie wiedział jak ma zareagować. Laura nie mogła dłużej na niego patrzeć. Musiała uporać się z własnymi uczuciami.
- To znaczy, że już Cię nie zobaczę? – zbliżył się stanowczo za blisko. Mimo tego gestu, Laura nie odsunęła się. Spojrzała w jego oczy. Wojtek dotknął jej dłoni. Złożył na niej pocałunek, po czym spojrzał w jej niebieskie oczy. Zauważył w nich strach, zakłopotanie i niemoc. Nie zważał na to, że zaraz mu ucieknie. Odgarnął jej włosy z czoła i musnął dłonią po policzku. Po chwili spojrzał jej głęboko w oczy i ponownie pocałował. Smakował jej usta. Czuł jej zapach, jej aksamitne włosy, jej gładką skórę. Chciał zatrzymać tą chwilę. Laura nie przewidziała takiego zwrotu wydarzeń jednak nie chciała aby ją wypuścił z miłosnego uścisku. Po chwili nie chętnie odsunęła się. Spojrzała mu w oczy.
- Proszę, nie rób tego więcej. – odwróciła się i już miała odejść gdy nagle Wojtek rzekł:
- Nie wiem czemu, ale nie mogę przestać o Tobie myśleć.
- Słucham? – rzekła odwracając się ponownie.
- Cały czas mam Cię przed oczami. Nie mogę zapomnieć Twojego głosu, Twojego uśmiechu.
- Ja … muszę już iść. Przepraszam. – z niechęcią puściła jego rękę. Mając w pamięci pocałunek z przed chwili, odeszła płacząc.
***
Od tej sytuacji minął tydzień. Przez cały ten czas Laura nie mogła przestać myśleć o Wojtku. Próbowała zająć się czymś jednak nie udawało jej się to. Za każdym razem gdy patrzyła w okno przypominała sobie tą noc. Był blisko niej, dotykał jej włosów, całował ją. Odruchowo dotknęła ust. Nie mogła znieść myśli, że w jego towarzystwie czuła się dobrze. Iza obserwowała przyjaciółkę, jednak nie mogła wyciągnąć z Laury żadnej informacji o tajemniczym Wojtku. Pewnego dnia Iza nie wytrzymała i rzekła do Laury:
- Co się z Tobą dzieje?
- O czym Ty mówisz?
- To Ty mi powiedz! Całe dnie przesiadujesz przy oknie. Płaczesz, wzdychasz nie szczęśliwie. Nie można z Tobą normalnie pogadać bo cały czas szybujesz w obłokach.
- To nie prawda. – powiedziała Laura zdziwiona tonem przyjaciółki.
- Nie kłam. Nie zniosę więcej tego Twojego zachowania. Powiedz mi co się dzieje? Mała, martwię się.
Laura spojrzała na Izę rozkojarzonym spojrzeniem. Musiała w końcu wyrzucić z siebie wszystkie emocje. Iza miała rację. Niestety nie odważyła się na ten krok. Wstała z łóżka i przytuliła się do przyjaciółki.
- Powiem Ci wszystko w odpowiednim czasie. Obiecuje.
- Dobrze, ale nie możesz cały czas siedzieć w pokoju. Czy to chodzi o tego Wojtka?
- Nie naciskaj. Proszę. – uśmiechnęła się niemrawo. – Znalazłam pracę.
- I co nic nie mówisz?! Gdzie?
- W kawiarni. Zaczynam w poniedziałek.
- Super. Chodź, pójdziemy się przejść. – Laura z początku opierała się, jednak po chwili dała się przekonać. Szły uliczkami starówki. Udały się w stronę kawiarni, w której miała pracować Laura.
- To tutaj.
- La Rose. Ładnie tu. Ile będziesz zarabiać?
- 8 zł za godzinę.
- 8? U dużo. – przeszły dalej. Poszły na rynek główny. Rozmawiały w najlepsze, gdy nagle usłyszały muzykę. Laura zamarła. To była ta sama melodia co wtedy. Przystanęła. Serce zaczęło bić szybciej. Musiała sprawdzić czy to Wojtek. Nie zważając na to, że ciągnie Izę za sobą podeszła bliżej grajka. Gdy spojrzała na niego nie mogła uwierzyć. To był Wojtek. Siedział na murku, grał tą samą melodię co wtedy. Jednak nie było w niej tego co wcześniej. Nie było już tej radości. Spoglądał na struny, ze smutkiem. Dziewczyna stała i nie mogła oderwać od niego wzroku. Przypomniała sobie tamten wieczór. Jego ciepłe ciało, jego spojrzenie, przeszywające jej serce na wylot. Nie chciała odchodzić. Chciała usiąść przy nim i mocno się przytulić.
- Laura, chodź! Co tam oglądasz? – zawołała Iza. Gdy chłopak usłyszał jej imię podniósł głowę i z oddali napotkał jej wzrok. Wpatrywał się w jej szczupłe ciało. Ucieszył się na jej widok. Natychmiast przestał grać. Szybkim ruchem zeskoczył z murku i skierował się w jej kierunku. Nie przestawał na nią patrzeć. Chciał aby zatrzymał się czas. Chciał znów poczuć jej zapach, smak jej ust. Stanął przed nią i rzekł:
- Witaj, dawno Cię nie widziałem. – dziewczyna nie mogła wyksztusić słowa. Iza to zauważyła i klepnęła Laurę w plecy.
- Cześć. – powiedziała cicho.
- Co u Ciebie słychać? – zapytał jakby nigdy nic.
- W porządku dziękuję. – Iza obserwowała całą sytuację i po zachowaniu przyjaciółki domyśliła się, że ma do czynienia z tajemniczym Wojtkiem. Udawała jednak, że nic nie słyszy. Nagle rzekła:
- Przepraszam, Laura muszę iść. Umówiłam się z Irkiem. – po tych słowach Laura jeszcze bardziej się zdenerwowała.
- Dobrze, do zobaczenia w akademiku. Pozdrów go ode mnie.
- Dobrze. Tak przy okazji jestem Iza. – podała rękę na przywitanie – Miłej zabawy.
Wojtek odwzajemnił uścisk i od razu skierował wzrok na twarz Laury.
- Czemu mnie unikasz?
- Nie unikam Cię. – powiedziała zawstydzona. Unikała go. Nie chciała patrzeć w te zielone oczy. Nie mogła zrozumieć czemu w jego obecności odbiera jej mowę. Chciała mu tyle przecież powiedzieć.
- Masz ochotę na kawę? – zapytał zauważywszy konsternację na jej twarzy. Rozbawiła go ta sytuacja, jednak nie okazał tego.
- Z chęcią. – odparła nie patrząc na niego. Przez całą drogę do kawiarni nie odzywali się do siebie. Wojtek domyślił się, że Laurze musi ciążyć ta sprawa z pocałunkiem. Nie mógł tylko zrozumieć czemu. Jednak mimo tych pytań, nie mógł o niej nie myśleć. Była pierwszą dziewczyną, która tak postrzegała wspólne relacje. Imponowało mu to. Chciał za wszelką cenę, zdobyć jej zaufanie. Spoglądał na nią z pod oka i nie mógł się nadziwić jej urodzie. Jej atłasowa skóra, kusiła. Nie za duży biust, korcił i intrygował. Oczy hipnotyzowały i obezwładniły. Doszli do wyznaczonego miejsca. Usiedli w kawiarnianym ogródku. Wojtek zamówił napoje i z uśmiechem wrócił do stolika. Dziewczyna nie patrzyła na niego.
- Laura, spójrz na mnie. – rzekł Wojtek przerywając niezręczną ciszę. Nieśmiało podniosła głowę i spojrzała mu w oczy. – Nie bój się. Nic Ci nie zrobię. Chciałbym tylko pogadać. Cieszę się, że przyszłaś. Nie spodziewałem się, że Cię jeszcze zobaczę. – uśmiechnęła się mimowolnie na dźwięk tych słów.
- Jak się nazywa ta piosenka?
- Która?
- Ta którą grałeś?
- Nie wiem.
- Jak to, nie wiesz? Grasz coś i nie wiesz co?
- No nie wiem. Wymyśliłem ją kilka dni temu.
- Aha. – w tym momencie kelner przyniósł zamówione napoje.
- Zagrałem to specjalnie. – powiedział po chwili - Miałem nadzieje, że gdy usłyszysz tą melodię przyjdziesz. Nie pomyliłem się. – uśmiechnął się czule i dotknął jej dłoni. Mimo przepełniającego ja strachu nie cofnęła jej.
- Taki zbieg okoliczności. Chociaż rzeczywiście, gdy usłyszałam tą piosenkę od razu podeszłam. – nie patrzyła na niego. – Wojtek? – zapytała upijając łyk herbaty.
- Tak?
- Co Ty o mnie myślisz? – wreszcie na niego spojrzała.
- Co to za pytanie?
- Odpowiedz, proszę. – ukradkiem spojrzała na jego usta.
- Dobrze, skoro sobie tego życzysz. Jesteś … - bała się tego co usłyszy, ale postanowiła, że wysłucha go do końca. - … piękną i niesamowitą dziewczyną. Po raz pierwszy spotkałem taką dziewczynę ja Ty. – spojrzał jej w oczy. Poczuła to samo ciepło jak tamtego wieczoru. Spojrzała na niego śmielej. – Imponujesz mi swoim zachowaniem, swoim urokiem.
- Czym?
- Zachowaniem …
- Nie żartuj sobie ze mnie. Zachowałam się ostatnio jak idiotka.
- Nie mów tak. Było fantastycznie. Lubię spędzać czas w Twoim towarzystwie. Naprawdę. Czuję się wtedy wolny. Czuje, że mogę powiedzieć Ci wszystko.
- Wiesz o czym mówię.
- Wiem. Uwierz mi, że nie zrobiłaś nic niestosownego. Bardzo mi się to podobało. – uśmiechnął się do niej czarująco. Zarumieniła się.
- Naprawdę? – cieszyły ją te słowa.
Nie odpowiedział tylko skinął głową. Coraz częściej łapała się na tym, że myśli o nim jak o swoim chłopaku. Jak to dziwnie brzmiało. Laura i jej chłopak. Laura i Wojtek razem. Myśląc o tym nie mogła przestać się uśmiechać. Chciała aby ta chwila wreszcie nastąpiła. Pragnęła usłyszeć od niego czułe wyznanie. Chciała aby wreszcie spełniły się jej marzenia. Wstali od stolika. Udali się w kierunku stawu. Po drodze rozmawiali. Laura cały czas się śmiała. Dotarła do niej myśl, że jest zakochana. Zakochana nie w kim innym tylko w tajemniczym Wojtku. Doszli na mostek przy stawie. Spojrzała na niego. Uwielbiała przyglądać się jego brodzie, oczom, czuprynie falującej na wietrze. Zastanawiała się co właściwie w nim jest, że ma na nią taki wpływ. On poczuł na sobie jej przenikliwe spojrzenie i odwrócił się.
- Piękny zachód słońca, prawda? – powiedział patrząc na nią. Zauważywszy jego spojrzenie, Laura odwróciła wzrok w kierunku stawu i odparła cicho:
- Tak, rzeczywiście. – miała wrażenie, że to wszystko dzieje się za szybko, ale nie chciała tego zmieniać. Chciała patrzeć na niego, czuć go przy sobie. Nigdy nie zdawała sobie strawy, że miłość może być taka piękna. Aby przerwać tą ciszę rzekła śmielej:
- Od jak dawna grasz na gitarze?
- Od dziecka. Pamiętam, że gdy miałem 10 lat, brat pokazał mi jak należy ją trzymać prawidłowo. Masz rodzeństwo?
- Nie. Niestety nie.
- A ta dziewczyna?
- Która?
- Iza?
- A, to moja przyjaciółka. Mieszkamy w jednym pokoju w akademiku. Zwariowana z niej dziewczyna. – zaśmiała się radośnie.
- Zauważyłem. Czemu pytasz o gitarę?
- Lubię grać na pianinie. Pamiętam jak tata śpiewał mi piosenki i zawsze przy tym pomagała mu stara zniszczona gitara.
- Grasz?
- Czasami mi się zdarza. Jak byłam mała to grałam w szkolnym chórze oraz śpiewałam w kościele.
- Śpiewasz?
- Zdarzyło mi się czasem.
- Zaśpiewasz mi coś? – uśmiechnął się podając jej gitarę.
- Poczekaj. Muszę sobie przypomnieć jak się na niej gra. – zachęcony do dalszego działania Wojtek, stanął za nią i założył jej gitarę na ramię. Poczuła przy tym jego piżmowy zapach. Oszukiwała się, że nie ma to znaczenia, ale nie mogła zapomnieć tego zapachu. Czuła go wszędzie. Położył jej rękę na strunach. Dotyk jego dłoni sprawił, że poczuła jak przechodzi przez jej skórę przyjemny dreszcz. Odsunął się i pozwolił jej na zastanowienie. Laura odwróciła się do niego śmielej. Włosy poruszały się z wiatrem. Za każdym razem gdy widział rozradowaną twarz Laury rosło w nim przekonanie, że czuje do niej coś więcej. Nie chciał jednak tego ujawniać gdyż bał się, że ją wystraszy. Laura spojrzała na struny. Następnie podniosła głowę. Napotkała jego zainteresowane spojrzenie. Pierwsze uderzenie w struny wydało nie przyjemny dźwięk, jednak następny już ruch ręki poprawił jakość muzyki. Zastanowiła się chwilę. Szukała odpowiedniej piosenki, aby wyrazić tkwiące w niej uczucia. Zaśpiewała tak:
"I've heard there was a secret chord
That David played, and it pleased the Lord
But you don't really care for music, do you?
It goes like this, the fourth, the fifth
The minor fall and the major lift
The baffled king composing Hallelujah"
Chłopak słuchał jej z wielkim podziwem. Doszedł do wniosku, że zależy mu na Laurze. Chciał spędzać z nią każdą wolną chwilę. Nie odchodził go fakt, że nic o niej nie wie. Wsłuchując się w piosenkę nie mógł wyrzucić z głowy myśli o jej ciele, o jej ustach oraz o jej spokojnym charakterze. Wcześniej miał do czynienia z krnąbrnymi i zawadiackimi dziewczynami. Po spotkaniu Laury, zmienił do nich stosunek. Nie interesowały go już przebojowe dziewczyny tylko skromna i niedostępna Laura. Nie mógł przestać myśleć o jej delikatnej osobowości. Czuł się za nią odpowiedzialny. Sam do końca nie wiedział czemu, jednak bardzo podobał mu się taki stan rzeczy. Chciał poznać jej pasje. Chciał wiedzieć o niej wszystko. Dziewczyna zauważyła jego rozmarzone spojrzenie. Nagle przerwała występ.
- Czemu przerwałaś? Pięknie śpiewasz. – widząc zadowoloną twarz chłopaka, Laura nie mogła
Powstrzymać uczucia radości. Czarował ją tym spojrzeniem. Na każdym kroku dodawał jej sił. Nie chciała aby ten wieczór się skończył. Chciała aby ta chwila trwała wiecznie.
- Nie kłam. – powiedziała speszona.
- Nie kłamię … - zbliżył się nieco. – … piosenka, Ty, wspaniale. Zrobisz wielką karierę.
- Dzięki.
- Masz głos jak anioł. – oddając mu instrument znowu dotknęła jego ręki. Mimo, lęku uśmiechnęła się. Chłopak spojrzał w jej niebieskie oczy. Już miał ją pocałować gdy nagle zauważyli biegnącą ku nim Izę. Podbiegła bliżej i nie zważając na obecność Wojtka krzyknęła:
- Kurwa mać! Mam dosyć biegania za Tobą po całym mieście! Za pierwszą wypłatę masz kupić sobie telefon!
- Co się stało? – zapytała zszokowana Laura.
- Dzwoniła Twoja mama. – powiedziała zdyszana Iza.
- Po co?
- Twoja babcia miała wypadek.
- Słucham? Jak to?
- Dzwoniła, żeby przekazać Ci, że Twoja babcia jest w szpitalu.
- Boże. Iza pożycz telefon. Ostatni raz.
- Niestety, wyładował mi się. – Laura w popłochu zaczęła rozglądać się za budką telefoniczną.
- Trzymaj. – rzekł Wojtek wręczając jej telefon.
- Dziękuję. - bez namysłu przytuliła się do niego. Pobiegła dalej by zadzwonić do matki. Rozmowa trwała dość długo. Laura nie mogła powstrzymać łez. Babcia była dla niej bardzo ważną osobą. Nie mogła wyobrazić sobie życia bez niej. Gdy się rozłączyła, podeszła do Izy i uśmiechnęła się. Zaniepokojona Iza rzekła do Laury:
- I co?
- Godzinę temu wyszła. Potknęła się o dywan. Ma tylko stłuczone biodro. Nie strasz mnie tak nigdy więcej. – pogroziła palcem Izie.
- Nie wiedziałam. Dobrze się skończyło. Jednak nie zwalnia Cię to z kupienia sobie telefonu.
- Dobrze, obiecuje.
- No. Teraz już pójdę. Wyjeżdżam z Irkiem na całe wakacje. Nie będzie nas. Masz więc cały pokój dla siebie. – i puściła oko do przyjaciółki. Dziewczyna zaczerwieniła się i odruchowo spojrzała na Wojtka. Rozbawiła go jej reakcja. Nie zdawał sobie nigdy sprawy z faktu, że dziewczyny mogą być tak płochliwe. Nie brał pod uwagę tego, że istnieją na świecie dziewczyny tak skromne i delikatne jak Laura. Była ona jak kwiat. Z pozoru silna i niedostępna, a w rzeczywistości delikatna i pokorna. Podobało mu się, że jest za nią odpowiedzialny. Nie umiał tylko zrozumieć co mu się w niej podobało bardziej. Iza odeszła. Laura ze strachem w oczach patrzyła tylko na odchodzący cień dziewczyny.
Minął miesiąc. Laura pracowała w kawiarni La Rose. Co rano wstawała zadowolona z faktu, że znowu idzie do pracy. Lubiła ją. Codzienna praca pozwalała jej realizować marzenia i spotykać ciekawych ludzi. Każdego wieczoru po pracy spotykała się z Wojtkiem. Spędzali ze sobą mnóstwo czasu. Chodzili po pustych ulicach, śmiali się, przytulali. Rozmawiali o wszystkim. Poznawali swoje zalety, wady. Kształtowali charaktery. Zbliżali się do siebie coraz bardziej. Laura z zainteresowaniem słuchała wywodów Wojtka na temat muzyki. On również z wielką chęcią opowiadał o sobie oraz słuchał jej z zapartym tchem. Dziwił się, że tak zadziwia go spokojna i ułożona dziewczyna. Z każdą wspólnie spędzoną chwilą czuł do niej coraz większe uczucie. Pewnego wieczoru chłopak spytał wprost:
- Chcesz pojechać ze mną nad jezioro?
- Kiedy?
- W weekend. Wiem, że masz wolne.
- Tak rzeczywiście. – powiedziała wyraźnie zamyślona.
- Więc jak? – przysunął się bliżej.
- Pojadę z wielką przyjemnością. – przy nim czuła się wspaniale. Kochała go całym sercem. Chciała przebywać z nim cały czas. Nie mogła wyrwać z pamięci pocałunków, ciepła jego ciała oraz dotyku jego dłoni. Za każdym razem gdy o nim myślała robiło jej się ciepło na sercu. Siedzieli na trawie i oglądali gwiazdy. Granatowe niebo oblane złocistymi gwiazdami wprawiało duszę Laury w błogi stan, a obecność ukochanego chłopaka pobudzała w niej różnorakie myśli. Uwielbiała patrzeć w gwieździste niebo i marzyć. Tego dnia jednak nie musiała tego robić, ponieważ był z nią chłopak z jej marzeń. W pewnym momencie Laura opuściła zamyślony wzrok. Chłopak zauważył zadumę na jej twarzy i zaniepokoił się. Dziwił się ale bolało go gdy na twarzy Laury widniał smutek.
- O czym myślisz? – zapytał po chwili.
- O rodzicach. Dawno ich nie widziałam.
- Chciałabyś do nich pojechać?
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
- To jedźmy.
- Naprawdę? – po tych słowach wtuliła się w chłopaka z uśmiechem. Czuła się tak cudownie. Nie umiała wyobrazić sobie życia bez niego. Nie ukrywała już swoich uczuć. Wojtek wiele dla niej znaczył. Miała jednak świadomość, że pod koniec września on wyjedzie. Ta myśl nie dawała jej spokoju. Chciała dobrze wykorzystać ten czas, który im został i spędzić z nim każdą wolną chwilę.
***
Minęły dwa dni. W piątkowy wieczór pojechali do rodzinnego domu Laury. Myśl o tym, że wreszcie zobaczy rodziców napawała ją wielką radością. Jechali samochodem, który chłopak pożyczył od wuja. Przez całą drogę do wsi dziewczyna nie mogła przestać się śmiać. Wojtek wtórował jej w przyśpiewkach. Rozmawiali, śmiali się. Gdy dojechali na miejsce oczom chłopaka ukazała się mała, drewniana chatka. Nigdy nie był w tych stronach. Piękny, zielony krajobraz jaki go przywitał, odebrał mu mowę. Nagle do dziewczyny podbiegł pies. Zaczął się łasić, szczekać. Z domu wyszła zdenerwowana kobieta. Gdy ujrzała córkę oniemiała z zachwytu. Szybko podbiegła do furtki krzycząc:
- Józek! Józek! Nasza córeczka przyjechała! – kobieta nie mogła ukryć łez. Laura była szczęśliwa, że znowu widzi mamę. Z oddali zauważyła jak zbliża się do nich ojciec. Wojtek przypatrywał się zaistniałej sytuacji. Uśmiechnął się gdy tylko zobaczył radość na twarzy dziewczyny. Kochał ją. Wreszcie to do niego dotarło. Zależało mu na jej szczęściu. Powoli, lekko z tyłu zbliżył się do furtki. Laura spojrzała na niego i dostrzegła zakłopotanie na jego twarzy. Chwyciła go za rękę i zaciągnęła na podwórze. Ciepły dotyk jej ręki wprawił go w zadowolenie.
- Patrz, Józiu, Laura przyjechała z chłopakiem. – powiedziała matka spoglądając na Wojtka. Po tych słowach Laura zarumieniła się. Spojrzała zakłopotana na chłopaka. On rozbawiony skinął głową i rzekł:
- Miło mi Państwa poznać. Nazywam się Wojciech Zięba.
- Miło nam chłopcze. – powiedział stanowczo ojciec i uścisnął chłopakowi rękę.
- Pewnie jesteście głodni. Akurat wstawiam ziemniaki.
- Gdzie babcia? – zapytała Laura.
- W pokoju. Idź się przywitaj. – nie czekając na dalsze ponaglanie udała się do małego pokoiku znajdującego się przy schodach. Gdy ujrzała staruszkę nie mogła powstrzymać wzruszenia. Podbiegła do niej, uklękła i rzekła:
- Cześć, babciu.
- Laurusia, skarbie. – powiedziała staruszka gładząc wnuczkę po policzku.
- Ależ mnie wystraszyłaś babciu.
- Potknęłam się tylko o dywan. My starsi ludzie już tak mamy. Niepotrzebnie się martwiłaś kochanie. Kim jest ten młodzieniec, który z Tobą przyjechał?
- To mój kolega.
- Idź do niego, przyjdę do Was za chwilkę.
- Dobrze.
Chłopak stał na podwórzu napawając się pięknem otoczenia. Zauważył gniazdo bocianów na jednym z kominów. Uśmiechnął się na ten widok. Nigdy nie widział tak wspaniałego miejsca.
W pewnej chwili podszedł do niego pies. Ostrożnie obwąchał chłopaka. Gdy upewnił się, że jest w porządku zaczął się z nim bawić. W pewnej chwili dołączyła do niego Laura. Zaczęła gładzić, całować psa w nos. Musiała bardzo go kochać. Uradował go widok roześmianej Laury.
- Jak się wabi?
- Bruno.
- Ładnie. Pięknie tu.
- Prawda? Po obiedzie zabiorę Cię na spacer. Pokażę Ci moje królestwo.
- Dobrze. Widziałem po drodze jakiś staw.
- Tam też Cię zabiorę. – po tych słowach objęła Wojtka i bez żadnego skrępowania przytuliła się. Odwzajemnił uścisk. Pocałował ją w czubek głowy. Dziewczyna niewiele myśląc położyła mu głowę na ramieniu. Ucieszył się na ten gest. Stali tak w blasku słońca, gdy wyszła matka. Już chciała coś powiedzieć, ale powstrzymała się widząc szczęście na twarzy córki. Cofnęła się do kuchni. Odcedziła ziemniaki i podała do stołu. Wszyscy zasiedli do niego z dużym impetem. Po chwili dołączyła do nich staruszka. Rozmawiali, śmiali się. Wspominali dawne czasy i opowiadali co się tu zmieniło przez ten czas. Chłopak z wielkim zainteresowaniem słuchał tych rozmów i raz po raz spoglądał na Laurę.
- Wiesz, kto jest teraz sołtysem?
- Nie. – rzekła spoglądając na matkę.
- Twój ojciec.
- Co?
- Tak, córciu.
- Słyszałeś? – rzekła zdziwiona do Wojtka. On uśmiechnął się radośnie. Zaskoczyła go wspaniała gościna. Mógł poprosić o wszystko i wiedział, że otrzymałby jeszcze nad to o co prosił. Zakochał się w tym miejscu. Panowała tu cisza. Czuł się tu wolny. Nikomu nie musiał nic mówić.
- Wreszcie ludzie nagrodzili Twojego ojca.
- Cieszę się Tato. Naprawdę bardzo się cieszę. Zasłużyłeś na to. Ludzie bardzo Cię szanują i wiem, że nie zawiodą się na Tobie. A jak się czuje ksiądz Baltazar?
- Dobrze. Powinnaś go odwiedzić. Cały czas o Ciebie pyta.
Po obiedzie Laura zabrała Wojtka na spacer po ukochanej wsi. Pokazała mu starą remizę strażacką, w której rodzice wyprawili swoje wesele, stare poniszczone domy, zabytkową bramę oraz miejsca w których bawiła się jako dziecko. Z wielkim zainteresowaniem słuchał jej historii i cieszył się, że wszystko mu mówi. Ujmowała go swoją szczerością, delikatnością i naturalnością. Co rusz witały ją starsze kobiety oraz młodzi chłopcy. Wojtek nie raz złapał się na tym, że czuł zazdrość, jednak nie okazał tego. Dotarli na rynek. Chłopak nie spodziewał się, że to miejsce tak mu się spodoba. Widok spokojnego rynku uświadomił mu, że nic nie wiem o swoim kraju. Kościółek, ukryty miedzy drzewami, dawał poczucie bliskości, wolności i wiary. Cała wieś witała go z miłością i gościnnością. Chłopak zrozumiał, że jest to magiczne miejsce do którego będzie chętnie powracał. Laura zauważyła księdza Baltazara. Sędziwy mężczyzna siedział na ławce przed wejściem do zakrystii:
- Szczęść Boże, ojcze. – rzekła uśmiechnięta dziewczyna.
- Szczęść Boże, drogie dziecko. Laura Kujawiak. Jak miło Cię widzieć.
- Mnie ojca również. Jak się ojciec czuje?
- Dzięki Bogu, dobrze. A jak Ty się czujesz, drogie dziecko?
- Bardzo dobrze. Ojej zapomniałabym. Ojcze, chciałabym przedstawić Wojtka. Wojtek to mój … - tu zawahała się.
- … chłopak. – dokończył za nią Wojtek. Laura spojrzała na niego zaskoczona. Nie mogła uwierzyć w to co usłyszała. Chłopak spojrzał na nią czule i objął w pasie. - Miło mi księdza poznać. – podali sobie ręce.
- Przepraszam Was, ale za chwilę mam mszę. Przyjdziecie?
- Tak, ale później. Miłego dnia, ojcze.
- Z Bogiem moje dziecko. Z Bogiem.
Poszli nad staw. Dziewczyna nie mogła przestać myśleć o słowach Wojtka. Usiedli na trawie w cieniu dużego drzewa. Chłopak rozłożył się na trawie i zamknął oczy. Oddychał powoli napawając się spokojem tego miejsca. Takiego relaksu nie doświadczył od bardzo dawna.
- Słuchaj … - zapytała nie śmiale.
- Tak?
- Dlaczego powiedziałeś, że .. – już wiedział o co chce zapytać. - … że jesteś moim chłopakiem?
- Nie wiem. Jakoś mi się wyrwało.
- Mhm … - zużył konsternację na jej twarzy.
- Laura, chciałbym być Twoim chłopakiem. – powiedział cicho zbliżając się nieco.
- Co?
- Nie przesłyszałaś się. Kocham Cię. – nie wiedziała co powiedzieć. Myślała, że z tej radości serce wyskoczy jej z piersi. Te słowa sprawiły, że jej szczęście sięgnęło zenitu. Nie wierzyła, że dzieje się to naprawdę. Przesłyszała się. Musiała się przesłyszeć. Nie mógł przecież mówić poważnie.
- Słucham?
- Tak, Lauro Kujawiak. Kocham Cię. – jednak się nie przesłyszała. Bóg wysłuchał jej próśb. Jednak nie docierało do niej, że on mówi poważnie. Serce waliło jej jak szalone. Łzy napłynęły do oczu. Gdy chłopak to zobaczył zmartwił się.
- Czemu płaczesz? – dotknął jej policzka. Przyjęła ten dotyk jak ciepły wiatr, który muskał jej twarz. Nie odpowiedziała mu. Patrzyła na niego i nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Iza miała racje. Racjonalność nie ma tu nic do rzeczy. Miłość to wszystko czego szukała. Zauważywszy zaniepokojoną minę Wojtka, bez namysłu pocałowała go. Zrobiła to namiętnie i czule. Chłopak poczuł co chciała mu przez to powiedzieć. Odwzajemnił pocałunek. Całował ją czule, delikatnie a zarazem energicznie i namiętnie. W pewnej chwili przekręcił się na brzuch. Przykrył jej delikatne ciało swoim. Gładził jej włosy. Próbował jak smakuje jej skóra. Po chwili zszedł do szyli. Obdarowywał ją namiętnymi pocałunkami. Spojrzał na nią figlarnie, ale z namiętnością w oczach. Laura wrzała z nadmiaru rozkoszy. Nie mogła powstrzymać tego przyjemnego ciepła. Rozkosz, którą czuła w jego towarzystwie była czymś nowym, ale jednocześnie czymś wspaniałym. Chciała aby trwało to w nieskończoność. Każdy centymetr jej ciała wołał o więcej. Wojtek zaczął całował jej barki gdy nagle dziewczyna poderwała się z trawy. Spojrzała na niego rozkojarzonym spojrzeniem i rzekła:
- Nawet nie wiesz jak cieszą mnie Twoje słowa. – dotknęła jego policzka.
- Laura, jesteś taka piękna. – podniósł się i pomógł jej wstać. Śmiejąc się zaniósł ją na rękach do wody. Dziewczyna wzbraniała się, krzyczała aby tego nie robił, jednak po fakcie, gdy była zanurzona po pas w wodzie nie mogła powstrzymać śmiechu. Z uśmiechem chlapali się wodą. Bawili się znakomicie. Chłopak obdarowywał ją pocałunkami. Nie czuła się skrępowana. Czuła, że teraz będzie coraz lepiej. Zapach jego mokrego ciała, jego radosne, czarujące spojrzenie, ciepło jego dłoni, delikatność pocałunków pozostawionych na jej szyi wprawiały Laurę w stan uniesienia. Wychodząc z wody chłopak nagle przystanął. Wpatrywał się w jej mokre ciało. Uwielbiał jej pytające spojrzenie za każdym razem gdy wpatrywał się w nią z powagą. Usiedli na kocu. W pewnej chwili chłopak chwycił rękę Laury, spojrzał jej czule w oczy i rzekł:
- Będziesz ze mną? – Laura nie mogła uwierzyć własnym uszom. Nie mogła powstrzymać radości, jednak w głębi serca zdawała sobie sprawę, że za miesiąc on wyjedzie i skończy się ich wakacyjna miłość. Bolała ją ta myśl, gdyż nie chciała się z nim rozstawać nawet na chwilę. Marzyła o wspólnym życiu. Śniła, że co rano budzi się u jego boku, że zasypia wtulona w jego ramiona. Chciała czuć jego pocałunki na całym ciele. Pocałowała go delikatnie w policzek i rzekła smutnym głosem:
- Nie zdajesz sobie sprawy jak długo czekałam na te słowa. Jednak nie mogę się na to zgodzić.
- Dlaczego? – zapytał zdziwiony jej wyznaniem.
- Za miesiąc wracasz do domu, do Warszawy. Ja zostanę tutaj. Nie uda się nam to. Jestem bardzo szczęśliwa słysząc to z Twoich ust, bo też bardzo Cię kocham jednak nie mogę zapominać, że wszystko niedługo się skończy. – posmutniała na dźwięk tych słów. Chłopak spojrzał jej w oczy. Miała rację. On również nie chciał się z nią rozstawać. Wiedział, że ta piękna przygoda kiedyś musi się skończyć. Długo nie mógł pogodzić się z tą myślą. Nagle rzekł nie spuszczając z niej wzroku:
- To bądźmy parą przez jeden miesiąc. Jestem z Tobą bardzo szczęśliwy. Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Zmieniłaś całe moje życie. Obiecaj mi, że zostaniesz ze mną przez jeden miesiąc, a potem zobaczymy co przyniesie los. – mówiąc to patrzył jej w oczy. – Kocham Cię Lauro. - nie odpowiedziała tylko wtuliła się w niego.
***
Minęły piękne dwa dni. Laura pożegnała się z rodziną i razem z Wojtkiem wrócili do Wrocławia. Po drodze Wojtek rozmyślał o tym co będzie dalej. Laurze ta myśl również nie dawała spokoju, jednak postanowiła, że spełni daną obietnicę. Dojechali do akademika. Chłopak wyszedł z samochodu jako pierwszy. Otworzył ukochanej drzwi i podał jej rękę, aby pomóc jej wyjść z samochodu.
- Wejdziesz? – zapytała wyjmując torbę z bagażnika.
- Z chęcią, kochanie. – to słowo bardzo cieszyło dziewczynę. Lubiła go słuchać, lubiła z nim rozmawiać. Musiała jednak zostawić mu po sobie jakąś pamiątkę. Długo nad tym myślała. Dziewczyna otworzyła drzwi do pokoju i zaprosiła chłopaka do środka. Postawiła torbę przy szafce i usiadła na łóżku. Wojtek usiadł obok i przytulił ją mocno. Zmęczona całodzienną jazdą zamknęła oczy. Nagle Wojtek zauważył, że Laura śpi. Ułożył ją na łóżku i przykrył kołdrą. Uwielbiał patrzeć jak spała. Ten widok przypominał mu pierwszy pocałunek. Zawsze gdy przypominał sobie tamtą sytuację powijał się uśmiech na jego twarzy. Pogładził policzek Laury i położył się obok niej. Przytulił ją do siebie. Miała takie delikatne ciało. Poczuł ciepło jej skóry, jej oddech niczym powiew wiatru. Pocałował ją delikatnie w policzek i usnął trzymając ją w ramionach.
***
Nastał nowy dzień. Pierwsza przebudziła się Laura. Leżała obok Wojtka pławiąc się w blasku jego śpiącej twarzy. Zaskoczyła ją obecność chłopaka, jednak mimo tego bardzo ucieszyła się, że z nią został. Tego dnia szła do pracy, więc szybko się ubrała i po cichu wyszła z pokoju, aby nie obudzić Wojtka.
***
Chłopaka obudziły promienie słońca wpadające bezczelnie do pokoju przez uchylone okno. Przetarł oczy i ujrzał na poduszce obok małą kartkę z napisem:
„Jestem w pracy. Zostawiam Ci klucze od pokoju.
Przynieś mi je wieczorem. Czekam na Ciebie.
Całuję. Twoja Laura.”
Ujęło go to zdanie. „Twoja Laura”. Wyszedł z pokoju i udał się do domu wuja. Oddał samochód, wziął prysznic i poszedł pokręcić się po mieście. Nie mógł znieść myśli, że niedługo rozstanie się z nią. Chciał wykorzystać czas jaki im pozostał. Nie mógł znieść upływającego czasu. Cieszył się każdą chwilą spędzoną z ukochaną dziewczyną. Wieczorem zabrał gitarę i udał się do kawiarni La Rose. Było po 22. Zauważył jak dziewczyna zamyka drzwi od kawiarni. Zaszedł ją od tyłu i delikatnie szarpnął za struny. Laura nagle się odwróciła. Słysząc dźwięk gitary obróciła się kilkakrotnie wokół własnej osi. Ucałowała ukochanego i udali się do akademika. Rozmawiali o minionym dniu. Śmiali się w najlepsze gdy nagle Wojtek zapytał z nienacka:
- Może masz ochotę pójść nad staw?
- Oczywiście. – rzekła z uśmiechem. Wciąż miała w uszach muzykę z przed chwili. – Pozwól tylko, że wejdę na chwilkę do akademika. Muszę się odświeżyć.
Nie odpowiadając poszedł za nią. Dotarli do celu. Weszli do pokoju i Laura rzekła:
- Nie będziesz miał nic przeciwko jak pójdę się wykąpać. Po całym dniu pracy muszę odzyskać siły.
- Nie, oczywiście, że nie. Poczekam na Ciebie. – uśmiechnięta udała się do łazienki. Nagle chłopak usłyszał szum lejącej się wody. Zastanawiał się jak wygląda nagie ciało Laury. Wyobraził sobie jak dotka jej mokrego ciała. Rozkosz jaką poczuł z tego tytułu napawała go radością. Po chwili dziewczyna wyszła z łazienki i owinięta w sam ręcznik podeszła do niego. Kokieteryjnie spojrzała mu w oczy. Odłożyła gitarę i rzuciła go na łóżko. Zaskoczyło go jej zachowanie.
- Co Ty robisz?
- Nic nie mów tylko mnie pocałuj. – rozkazała dziewczyna. Uczynił co kazała. Zaczęli całować się drapieżnie i z wielkim pożądaniem. Każda część ciała Laury była napięta z rozkoszy. Chłopakowi spodobała się taka postawa dziewczyny. Nie chciał jednak aby czuła się do czegoś zobowiązana. Położył się na niej. Zaczął całować jej twarz, szyję, dekolt. Zaczął odgarniać ręcznik z jej piersi. Nagle dziewczyna poderwała się. Spojrzała na swoje ciało, na chłopaka i z płaczem uciekła do łazienki. Wojtek czym prędzej poszedł za nią.
- Kochanie, otwórz! Laura, skarbie …
- Nie! Znowu zrobiłam z siebie idiotkę. – płakała dziewczyna.
- Kochanie. Proszę Cię otwórz. Chcę Ci coś powiedzieć. – po tych słowach Laura otworzyła drzwi. Stała cała zapłakana w progu łazienki. Chłopak czym prędzej podszedł do niej i przytulił ją mocno.
- Znowu to samo. Jestem beznadziejna.
- Nie mów tak.
- Chciałam abyś po tej nocy pamiętał mnie na zawsze. Jednak nie mogę się przełamać. Nie umiem. Ja … - spojrzała na niego. - … ja jestem … jeszcze nigdy tego nie robiłam! – wpadła w wielką rozpacz. Nie dość że zrobiła z siebie totalną kretynkę na oczach ukochanego to jeszcze wykrzyczała mu w twarz tak intymną rzecz.
- To fantastycznie.
- Co?
- Uwierz mi, że taka dziewczyna jak Ty to rzadkość w dzisiejszym świecie. Dziewczyny się nie szanują. Ty jesteś inna i dobrze o tym wiesz. Jeśli tego nie chcesz … - nie pozwoliła mu skończyć.
- Ja chcę. Wojtek ja bardzo tego chcę. Czuję, że to Ty jesteś tym, jedynym. Tym, któremu mogę zaufać. Chcę, abyś pamiętał mnie na zawsze. – pocałowała go mocniej. Ręcznik upadł na podłogę. Stała przed nim całkiem naga. Nie czuła już wstydu. Zdjęła mu koszulkę i zaczęła całować jego nagi tors. Nie pozostał obojętny. Podniósł ją i delikatnie ułożył na łóżku. Położył się obok niej i całował po kolei jej usta, oczy, szyję oraz dekolt. Smakował każdy centymetr jej ciała. Chciał zapamiętać jego smak. Językiem błądził po jej piersiach, brzuchu. Dotknął sutków, które natychmiast stwardniały prosząc o więcej. Muskał jej skórę delikatnymi pocałunkami. Nie zdawał sobie wcześniej sprawy, z faktu, że seks może być tak wyjątkowy. Miał do czynienia z różnymi dziewczynami, ale jeszcze żadna nie dała mu takiej rozkoszy jak Laura. Kochał ją. Naprawdę ją kochał. Chciał aby czuła się przy nim bezpiecznie, kobieco i dziękował Bogu, że tamtego wieczoru zesłał ją na rynek. Uświadomił sobie, że chce być blisko niej, że każdego dnia chce się nią opiekować oraz udowadniać swoją miłość oraz chronić ją. Całując jej ciało, chciał zasypiać i budzić się przy jej boku. Zależało mu na niej jak jeszcze na nikim. Widząc jej napięte ciało cieszył się że spotkał ją na swojej drodze. Imponował mu również fakt, że był jej pierwszym chłopakiem. Zaufała mu bezgranicznie. Cieszyło go to bardzo. Spojrzał jej w oczy. Wyczytał z nich pozwolenie do dalszego działania. Nie czekał długo. Pocałował ją z jeszcze większym uczuciem i wszedł w nią delikatnie. Laura czuła narastającą rozkosz. Nigdy nie przypuszczała, że to uczucie będzie tak wspaniałe. Nie sądziła, że ta jedna noc zmieni jej życie na zawsze. Miała go przy sobie. Całował ją, pieścił jej ciało, smakował jego każdy centymetr. Serca biły jednym rytmem a ich oddechy stawały się coraz szybsze. Czuła bliskość z jego ciałem. Czuła jedność z jego duszą. Chciała aby ta chwila trwała wiecznie. Ich dynamiczne ruchy przeplatane namiętnymi pocałunkami uświadomiły im, że uczucie jakim do siebie pałają jest wielkie i prawdziwe. Chłopak nie spodziewał się, że widok szczytującej Laury wprawi go w takie zadowolenie. Czuł zapach jej rozgrzanego ciała. Jej przyspieszony oddech był muzyką dla jego uszu oraz podziękowaniem za wspólnie spędzone chwile. Było to zwieńczenie ich wielkiego uczucia. Teraz już wiedział, że nigdy o niej nie zapomni. Była kobietą jego snów. Uśmiechnięty pocałował ją czule kilka razy i zasnęli objęci oraz spełnieni.
***
Od tamtej nocy minął tydzień. Laura nie mogła wymazać jej ze swojej pamięci. Codzienne spotkania z ukochanym wprawiały ją w stan zadowolenie. Gdy się z nim widziała nie mogła przestać go całować ani przytulać. Zachowywała się jak typowa zakochana dziewczyna. Uśmiechała się, cieszyła się z każdej błahostki. Nawet gdy opowiadała Izie o ukochanym nie mogła przestać się śmiać.
Pewnego wieczoru, kiedy zamykała kawiarnię, podbiegł do niej niski mężczyzna i wyrwał jej torebkę. Laura pobiegła za nim wołając z płaczem. Wojtek siedział na murku i przygrywał na gitarze. Grał z radością w sercu, i to wszystko dzięki Laurze. Nagle zauważył jak Laura biegnie za jakimś chłopakiem. Usłyszał mimowolnie jej nawoływanie. Nie wiedziała, że chłopak jest na rynku. Próbowała sama się z tym uporać jednak była za słaba. Wojtek nie wiele myśląc pobiegł za złodziejem.
- Chodź tu! Jak Cię dorwę! – krzyczał biegnąc za rzezimieszkiem. Udało mu się go dogonić i odzyskać ukradziony przedmiot. Po chwili dobiegła do nich zdyszana Laura. Oddał jej torebkę i przytulił Laurę do siebie. Próbował ją uspokoić. W tym celu rzekł:
- Nic, Ci nie jest, kochanie? – już mieli odchodzić, gdy usłyszał zza pleców.
- Wojtek? Wojtek Zięba? – odwrócił się z zainteresowaniem.
- Tak.
- Nie pamiętasz mnie? Wojtek to ja, Łysy.
- Łysy?
- Wojtek, kopę lat. – przywitali się uściskiem ręki. – Sorki, nie wiedziałem, że to Ty.
- Ukradłeś torebkę mojej dziewczynie. – powiedział gniewnie. – Co masz na swoją obronę?
- Nic. Wybacz. Uuu. Witaj ślicznotko. – Laura wystraszona schowała się za ukochanego.
- Nie mów tak do niej. Tak teraz zarabiasz? – odpowiedział poważnie.
- Nie no sorry. Tak wyszło. Nie chciałem.
- Kto to jest? – zapytała wystraszona dziewczyna.
- Nie bój się kochanie. To jest Łysy … eee … to znaczy Piotrek. Piotrek to mój kolega. Jeździliśmy razem na żagle. – tu urwał opowieść.
- Przepraszam panienko. Nie wiedziałem, że jesteś lubą Zięby. Tak a propos … – oho nie wróżyło to nic dobrego - … nie jesteś już z Martą?
- Jak widzisz nie jestem z Martą. – spojrzał na kumpla z gniewem w oczach. Nie przewidział takiego zwrotu wydarzeń.
- Dobra nie wściekaj się. Muszę uciekać. Trzymaj się. Żegnaj ślicznotko i jeszcze raz sorki za wszystko. – pobiegł w głąb ciemnej ulicy. Wojtek stał nieruchomo i zastanawiał się co z tego wszystkiego wyniknie. Z rozmyślań wyrwał go dźwięk upadającej torebki. Odwrócił się zaniepokojony i dostrzegł Laurę zbierającą rzeczy. Nic nie mówiła. Wiedział, że męczy ją tajemnicza Marta. Ukląkł obok i pomagał jej zbierać rozsypane klamoty. Nagle dotknął jej ręki. Spojrzała na niego pytająco.
- Marta to moja była dziewczyna. – rzekł onieśmielony.
- Nie mówisz mi się tłumaczyć. Dziękuję za pomoc, mój rycerzu. – i pocałowała go na znak wdzięczności. Objął ją mocno i poszli w kierunku stawu. Nie odzywali się do siebie. Napawali się swoją obecnością.
Doszli nad staw. Usiedli na ławce i objęci wpatrywali się w rozgwieżdżone niebo. W pewnej chwili Laura ujrzała na środku stawu dwa łabędzie. Łabędzie pływały blisko siebie. Przytulone szyje układały się w kształt serca. Ujął ją ten widok. Wiedziała, że gdy łabędzie wiążą się w pary to na zawsze. Przypomniała sobie, że czas mija nieubłaganie. Za dwa tygodnie ich przygoda skończy się. On wyjedzie do Warszawy, ona zostanie tu. Bała się, że o niej zapomni, że wyrzuci z pamięci ich wspólne chwile, zapomni o pocałunkach i tej nocy, kiedy kochali się po raz pierwszy. Zdawała sobie sprawę, że nie uda jej się o nim zapomnieć. Kochała go całym sercem. Mimo danej obietnicy nie chciała aby wyjeżdżał. Chciała aby został z nią. Przeraziła ją ta egoistyczna myśl. Wiedziała, że ma on tam przyjaciół, rodzinę, pracę. Wiedziała, że sama nie wyjedzie z tych stron. Nie widziała dla siebie miejsca w obcym mieście. Na myśl o rozstaniu łzy napłynęły do oczu. On zmienił jej życie. Uświadomił jej jak piękny może być ten świat, jak piękna może być miłość. Nauczył ją kochać samą siebie. Rozmyślając tak przytuliła się mocniej. Mimowolnie łza spłynęła po policzku. Chłopak to zauważył i rzekł z powagą:
- Skarbie stało się coś?
- Nie.
- To czemu płaczesz?
- Widzisz te dwa łabędzie? – zapytała łkającym głosem.
- Tak, ale chyba nie płaczesz z nich powodu, co? – odsunęła się od niego. Wyprostowała się i rzekła patrząc w księżyc.
- Wybacz mi. – spojrzała na niego. Nie mogła powstrzymać łez.
- Nie rozumiem.
- Wojtek musimy się rozstać. Nie możemy się więcej spotykać. – powiedziała smutna.
- Co? Dlaczego? – zapytał zszokowany jej słowami.
- Nie chce abyś wyjeżdżał, rozumiesz. Nie zniosę tej rozłąki. – rozpłakała się na dobre – Nie umiem bez Ciebie żyć. Kocham Cię. Wiem, wiem, że nie powinnam tego mówić. Wiem, że tam jest Twój dom. Jednak nie mogę znieść myśli, że Cię stracę, że nie będzie Cię przy mnie. Jestem głupia wiem. Wmawiałam sobie, że to będzie trwało wiecznie. Kocham Cię Wojtek. Kocham Cię całym sercem. Dzięki Tobie zrozumiałam, że jestem piękna. Dałeś mi tą nadzieję, że miłość może wszystko. Dzięki Tobie moje życie nabrało sensu. Wybacz mi, ale nie zniosę rozłąki z Tobą. – łzy nie przestawały płynąć. Z każdym słowem było ich więcej. Chłopak słysząc jej płacz przytulił ją. Wiedział, że musi być to dla niej bardzo bolesna sytuacja. Pękało mu serce gdy słyszał jak płacze w jego ramionach. W pewnym sensie miała racje. On też bał się tej chwili.
- Ja tez Cię kocham Lauro. – mówił tuląc ją w ramionach. - Długo nie chciałem się do tego przyznać, jednak przebywanie z Tobą zmieniło mnie oraz moje dotychczasowe postrzeganie wielu spraw. Uświadomiłaś mi, jak wiele może znaczyć zwykły buziak oraz jak wiele można wyrazić przez jeden uścisk. Dałaś mi wiarę w to, że ludzie potrafią być piękni, mądrzy i tacy wspaniali. Jestem przykładem faceta, który miał wszystko. Obracałem się w otoczeniu ludzi, o których nic nie wiedziałem. To Ty pokazałaś mi, że jeden uśmiech wystarczy aby zmienić całe życie. Poznawanie Ciebie było najpiękniejszą rzeczą jaka mi się przydarzyła. Ja również nie chcę się z Toba rozstawać.
- Doskonale wiesz, że musi to nastąpić.
- Nie, wcale nie musi.
- O czym mówisz? – zerknęła na niego przejęta.
- Zostanę tu z Tobą.
- Nie. Nie możesz rezygnować ze swojego dotychczasowego życia. Chciałabym abyś ze mną tu został, ale nie mogę tego od Ciebie żądać. Twój dom jest tam. Tam masz rodziców, znajomych.
- To pojedź ze mną.
- Kochanie, to nie jest takie proste. Moje miejsce jest tu. Ja jestem ze wsi, nie odnalazłabym się w tak dużym mieście. Tak samo Ty nie będziesz czuł się dobrze mieszkając na wsi. Eh … czemu to musi być takie trudne. – dotknął jej policzka.
- Posłuchaj. Zostały nam jeszcze dwa tygodnie. Piękne dwa tygodnie. Wiem, że zarówno dla mnie jak i dla Ciebie jest to mało czasu. Jednak nie poddawajmy się. Może los przyniesie nam rozwiązanie. – po tych słowach pocałował ją. Jeszcze nigdy nie całował dziewczyny z takim bólem w sercu. Bolało go ich rozstanie. Całując ją wspomniał ich wspólną noc. Pozostanie ona w jego pamięci na zawsze. Siedzieli tak do późnej nocy.
***
Następnego dnia spotkali się znowu jednak to spotkanie było jakieś inne. Oboje siedzieli i nie odzywali się za dużo. Docierała do nich myśl o rozstaniu. Laura przez całą noc rozmyślała jak rozwiązać ten problem. Płakała nad sobą, nad ich miłością i zastanawiała się czemu Bóg tak ją każe. Wiedziała, że musi coś zrobić. Nie mogła siedzieć i czekać. Nie mogła uzmysłowić sobie jak mogła żyć przez ten cały czas bez Wojtka. Był dla niej wszystkim. Pewnego wieczoru, gdy rozmyślała o zaistniałej sytuacji zadzwoniła do Izy. Musiała porozmawiać z przyjaciółką. Musiała poradzić się kogoś mądrzejszego.
- Hej Iza.
- No witaj. Co tam? Słyszę po głosie, że jesteś zakochana po uszy.
- Tak. Bardzo. Wojtek jest najcudowniejszym darem jaki dostałam od Boga.
- Cieszę się z Twojego szczęścia. Już wyobrażam Was sobie przed ołtarzem. Obiecaj mi, że będę Twoją świadkową. Muszę być świadkową.
- He, he obiecuje. Jak Irek?
- Oh cudownie. Oświadczył mi się.
- To czemu nie dzwonisz? Czemu się nie cieszysz?
- Jestem bardzo szczęśliwa. Irek jest mężczyzną mojego życia.
- Cieszę się, Izunia. – tu głos lekko jej zadrżał. Była uradowana szczęściem przyjaciółki. Nie mogła jednak dłużej słuchać jaka to ona jest szczęśliwa. Była zazdrosna, że jej się tak wspaniale układa.
- Halo, jesteś tam? – rzekła Iza.
- Tak, tak, zamyśliłam się. Przepraszam.
- Czuje, że Twój telefon nie jest przypadkowy. Co się dzieje?
- Oh Iza. Nie wiesz nawet jak jest mi ciężko. Kocham Wojtka całym sercem. Za dwa tygodnie on wyjeżdża. Wraca do domu. Nie zniosę rozłąki z nim. Chciałabym aby został ale nie mogę doprowadzić do tego, że zrezygnuje ze swoich marzeń. Czułabym się niezręcznie. Myślę o tym i nie mogę uwierzyć, że to się kończy.
- Wcale nie musi. Wszystko zależy od Ciebie.
- Ode mnie?
- Tak. Nie pozwól mu odejść.
- Iza, ja nie mogę … nie mogę stąd wyjechać.
- Pewnie, że możesz. Nie utrudniaj. Skoro wiesz, że Wojtek nie będzie szczęśliwy na wsi to Ty dostosuj się do niego. Pokaż, że Ci na nim zależy. Może właśnie na to czeka. Może czeka na to, że z nim wyjedziesz.
- To nie jest takie proste. Nie mogę zostawić rodziców, babci, Ciebie.
- Przestań. Nie oszukuj się. Doskonale wiesz, że to nieprawda. Po ślubie przeprowadzam się do Irka do Gdyni. Nie będę tu mieszkać. Rodziców zawsze możesz odwiedzać. Istnieje coś takiego jak autobus, pociąg.
- Ale jak ja dziewczyna ze wsi odnajdę się w tak dużym mieście.
- Nie pieprz. Wmawiasz sobie jakieś głupie stereotypy. Jesteś wspaniałą dziewczyną i poradzisz sobie. Będzie przy Tobie Twój ukochany. On Ci pomoże. Uwierz w niego. Skoro kochasz go tak mocno jak mówisz to wydaję mi się, że nie masz podstaw aby zostać tutaj. Pomyśl nad tym.
- Chyba masz rację. Dobrze. Muszę kończyć. Ucałuj ode mnie Irka. Trzymaj się Izunia. No. Pa pa.
Odłożyła telefon na szafkę i pogrążyła się w myślach. Iza ma rację. Musi coś z tym fantem zrobić. Wielu osobom udało się wybić w tej całej Warszawie, więc może jej też się uda. Poszła do łazienki. Biorąc prysznic dotknęła piersi. Przypomniała sobie ciepły język Wojtka, który błądził po jej ciele. Wytarła do sucha ciało i ubrała zwiewną sukienkę. Związała włosy i umalowała usta. Spojrzała w lustro i rzekła:
- Boże, pomóż mi odnaleźć drogę do szczęścia.
Wyszła z łazienki, gdyż usłyszała dzwonek telefonu.
- Halo?
- Dzień dobry czy rozmawiam z Panią Laurą Kujawiak?
- Tak, słucham.
- Mówi Witold Reszka.
- O witam Pana.
- Chciałem Pani przekazać informacje, że z dniem 16 września zostaje Pani zwolniona z pracy w kawiarni. La Rose.
- Ale jak to? Dlaczego?
- Proszę nie zrozumieć mnie źle, jednak muszę zamknąć kawiarnię. Nie przynosi ona pożądanych dochodów. Proszę jutro przyjść do kawiarni po odprawę i odpowiednie dokumenty.
- Dobrze rozumiem. Dziękuję za informację. Do widzenia. – rozłączyła się. Nie zmartwiła ją zbytnio ta informacja. Zaskoczyło ją wręcz to, że cieszyła się z takiego obrotu sprawy. Mogła teraz bez problemu wyjechać z ukochanym. Wkurzało ją, że nie może się zdecydować. Wybiła godzina 14. Laura siedziała w oknie i czytała książkę. Usłyszała pukanie do drzwi. Poprawiając sukienkę otworzyła je. Ucieszyła się na widok Wojtka i zaprosiła go do środka. On wszedł zadowolony i pocałował ją czule.
- Co robisz, skarbie?
- A czytałam sobie.
- Pięknie wyglądasz. – usiadła mu na kolanach. Zaczął całować jej nagie ramiona.
- Jestem głodna. Pójdziemy coś zjeść.
- Właśnie po to przyszedłem. Chodź. – powiedział ciągnąć ją za sobą.
- Dokąd idziemy?
- Zobaczysz, kochanie.
Udali się do domu wuja Wojtka. Chłopak wchodząc do domu rzekł stanowczo:
- Ciociu, wujku, to jest Laura. Moja dziewczyna. Lauro oto moja ciocia Urszula i wujek Janek. – ucieszył ją stanowczy i dumny głos Wojtka. Uśmiechnęła się radośnie.
- Gdzie Ty byłeś Wojtusiu. Martwiłam się. – rzekła ciotka. – Miło Cię poznać kochanie. – i ucałowała Laurę w policzek. – Nazywam się Urszula. Jestem ciocią Wojtka. Moja siostra to jego mama. Może jesteście głodni?
- Miałem nadzieje, że załapiemy się na obiad.
- No pewnie. Siadajcie, już podaje. – chwilę później na stole pojawiła się waza z zupą grzybową i gulasz z kluskami własnej produkcji. Laura jadła z wielką rozkoszą, delektując się smakiem owych potraw.
- Wojtuś, dużo nam o Tobie opowiadał, kochanie. Rzeczywiście jesteś śliczna.
- Ciociu. – zwrócił jej uwagę zarumieniony chłopak. Laura dotknęła jego ręki. Kochała ten jego zawstydzony wyraz twarzy.
- Czym się zajmujesz drogie dziecko?
- Studiuje pedagogikę na uniwersytecie. Jestem na drugim roku studiów magisterskich.
- Fantastycznie. Słyszałam, że nie jesteś stąd.
- Tak. Jestem ze Świętej Katarzyny. – powiedziała dumna Laura.
- Oh tak Wojtuś wspominał. No jedzcie, jedzcie. Kochanie nie krępuj się. Nakładaj sobie.
- Już dziękuję. Jestem najedzona. Było wyśmienite. Dziękuję bardzo. – powiedziała to i stanęła przy zlewie, aby umyć naczynia.
- Co Ty robisz, kochanie? Zostaw te talerze, ja posprzątam. Jesteś naszym gościem, nie pozwolę Ci sprzątać. Boże widzisz i nie grzmisz. – zawołała radośnie ciocia.
- Dziękujemy ciociu, wujku. – skierował wzrok na Laurę i rzekł – Chodź ze mną.
- Już idę. Jeszcze raz bardzo dziękuję za pyszny obiad. – poszła za chłopakiem. Weszli do jego pokoju. Zamknął drzwi i zaczął szukać czegoś w szafie. Laura rozglądała się po pokoju. Zauważyła gitarę. Podeszła do niej spokojnie i dotknęła drewnianej obudowy. Rozmarzyła się. Przypomniała sobie wszystkie chwile spędzone w ramionach ukochanego. Pamiętała każdą nutę jaką jej zagrał. Zaśmiała się wspominając ich pierwsze spotkanie. Dziewczyna otarła wtórującą jej łzę. Odwróciła się i gdy napotkała jego pytające spojrzenie i przytuliła się.
- Kocham Cię. – rzekła delektując się jego zapachem. Stali tak objęci przez dłuższą chwilę. Laura chcąc przerwać ciszę rzekła – Zwolnili mnie.
- Co? Jak to? Kiedy? – pytał zdziwiony tuląc ją w ramionach. Ciepło jego ciała była czymś czego Laura najbardziej pragnęła.
- Dzisiaj.
- Czemu Cię zwolnili?
- Nie ważne. Ważne że teraz będę miała więcej czasu dla Ciebie. Fajnie tu. Nie mówiłeś mi, że interesujesz się malarstwem. – odsunęła się i podeszła do obrazu wiszącego na ścianie.
- Nie interesuje się. Moja ciocia maluje i to jest jedyny pokój, w którym trzyma swoje obrazy.
- Są piękne. – podeszła i zaczęła oglądać każdy z osobna. – Włącz radio. – uczynił o co prosiła. Włączył radio a z głośników poleciała wolna piosenka. Niewiele myśląc poprosił Laurę do tańca. Objął ją w pasie. Położył głowę na jej ramieniu i poruszali się w rytm piosenki. Oboje powrócili wspomnieniami do ich pierwszego tańca. Pocałowali się. Laura usiadła na łóżku. Wojtek położył głowę na jej kolanach. Bawiła się jego czupryną, patrzyła na niego powabnie i radośnie. On zamknął oczy rozkoszując się obecną chwilą.
- Kocham tę Twoją czuprynę. Nigdy jej nie ścinaj. Rozumiesz?
- Wedle rozkazu. Królowo. – roześmiał się głośno.
Zastanawiała się nad wspólną przyszłością. Myślała już nad tym od dłuższego czasu, jednak nie była do końca przekonana. Nie wyobrażała sobie swojego życia bez Wojtka. Jednocześnie bała się wyjechać z nim do obcego miasta. Nie zniosłaby rozstania z rodzicami. Wmawiała to sobie, łudząc się, że zastanie z nią we Wrocławiu. Przestała wierzyć, że samo się ułoży, bo jak do tej pory los przysporzył jej samych wątpliwości. Wiedziała, że dla Wojtka gotowa była zrobić wszystko. Mimo tego co mówił jej Iza, nie była jeszcze gotowa zamieszkać z nim w dużym mieście. Serce nie mogło się zdecydować. Bała się, że przez swoje obawy straci wszystko. Chciała odwlec jego wyjazd w czasie, jednak w głębi serca wiedziała, że to nieuniknione. Może go przecież odwiedzać. Zbeształa się za tą myśl, gdyż doskonale wiedziała, że to się nie uda. Wiedziała, że Wojtek nie pozostanie obojętny na względy innych pięknych kobiet, a w stolicy jest ich przecież mnóstwo. Zdawała sobie sprawę, że to już koniec. Nie chciała dopuścić do siebie tej myśli jednak musiała to zrobić. Bolało ją to, bo Wojtek był dla niej wszystkim. Był jej powietrzem. Ufała mu, jednak bała się rozłąki. Zdawała sobie sprawę, że Wojtek nie zraniłby jej jednak nie zniosłaby zerwania tej więzi jaka powstała między nimi. Była ona magiczna. Wyjątkowa. Dawała jej dużo siły, której wcześniej nie miała. Wojtek leżał z zamkniętymi oczami, gdy nagle usłyszał głośne westchnienie ukochanej.
- O czym myślisz?
- O nas.
- Właśnie. – powiedział podnosząc się z jej kolan. – Mam coś dla Ciebie.
- Co takiego? – podszedł do komody i podniósł gitarę.
- Proszę. Weź ją. – i podał jej instrument.
- To Twoja ukochana gitara. Nie mogę.
- Możesz. Chcę abyś o mnie zawsze myślała gdy na nią spojrzysz.
- Nie. Nie mogę. Nie mogę zabrać Ci ukochanej gitary. Wiem ile ona dla Ciebie znaczy.
- Nic nie jest ważniejszego od Ciebie. – po tych słowach pocałowała go. Chłopak poczuł jak po twarzy Laury spływają łzy. Spojrzał na nią czule i rzekł ocierając łzę z jej policzka:
- Hej, nie płacz.
- Wiem, że miałam o tym nie mówić, ale co będzie z nami dalej?
- A cóż to za pytanie?
- Odpowiedz. Chcesz dalej ze mną być?
- Tak. Oczywiście, że tak. Odległość to nie kłopot. Są telefony, jest Internet. Odwiedzisz mnie czasami, ja odwiedzę Ciebie.
- Kochanie. Wiesz doskonale, że to się nie uda. Na pewno spotkasz jakąś dziewczynę, zakochasz się i o mnie zapomnisz.
- Zazdrosna jesteś? – zapytał z uśmiechem.
- Nie chodzi tu o zazdrość. Chociaż nie ukrywam, że jestem trochę zazdrosna. Jednak dobrze wiesz, że to się nam nie uda.
- Czemu z góry zakładasz, że nam się nie uda?
- Nie wiem, ale takie mam przeczucia. Poza tym związki na odległość nigdy nie zdają egzaminu.
- Laura, nie martw się na zapas. Jeśli nie spróbujemy możemy potem tego bardzo żałować.
- Masz rację. Nie wiem czego ja się boję. Jednak nie jestem na to jeszcze gotowa. Zrozum mnie.
- Nie chcę Cię do niczego zmuszać. Jednak wierzę w to, że wybierzesz mądrze. Zależy mi na Tobie.
- Mnie na Tobie również. Wiem, że moje słowa mogą zabrzmieć jak cytat z taniego romansidła, ale jesteś dla mnie najważniejszy. Oddałabym wszystko aby nie stracić naszej miłości. – powiedziawszy to przytuliła się.
***
Minął kolejny tydzień. Spotykali się niemal codziennie. Chodzili na spacery, prowadzili długie rozmowy, spali wtuleni w swoje ramiona a wszystko po to aby oszukać uciekające minuty. Spędzali ze sobą każdą wolną chwilę, jednak myśl o tym, że ich rozstanie jest coraz bardziej nieuniknione doprowadzała kochanków do rozpaczy.
Pewnej pięknej nocy, kiedy leżeli obok siebie, Laura gładziła jego śpiącą twarz i upewniała się w przekonaniu, że jej miłość jest tak silna, że pozwoli jej przezwyciężyć lęki. Wstała z łóżka i podeszła do okna. Ubrała koszulkę Wojtka i usiadła w oknie. Wpatrywała się w gwiazdy. Odgłos świerszczy dawał jej chwilę zapomnienia. Cisza jaka panowała o tej porze była czymś wspaniałym. Lubiła czasami patrzeć na śpiące miasto i rozmyślać, o czym śnią Ci wszyscy ludzie. W pewnej chwili Wojtek otworzył oczy. Przetarł je gwałtownie i zauważył, Laurę wpatrzoną w niebo. Widok dziewczyny w jego ubraniu wprawił go w zadowolenie. Spojrzał w okno i rzekł zaspanym głosem:
- Czemu nie śpisz?
- Boże, ale mnie wystraszyłeś. Nie rób tego więcej.
- Przepraszam. Co robisz? – ziewnął.
- Lubię nocą posłuchać śpiącego miasta.
- I co, strasznie chrapią? – zapytał z lekką ironią.
- Oj nie czepiaj się. Chodź, spać. – położyła się obok niego i wtulona w jego ramiona zasnęła.
***
Następnego dnia rano przebudzili się rześcy i szczęśliwi. Zjedli śniadanie, wykąpali się, powygłupiali, poleniuchowali i po południu udali się na zakupy. Chodzili po centrum handlowym i rozglądali się po sklepach. Laury nie stać było na drogie ubrania czy ekstrawaganckie perfumy. Jak każda kobieta jednak lubiła oglądać sklepowe wystawy i wyobrażać sobie te rzeczy na sobie. Przechodzili przy sklepie z biżuterią. Laura zauważyła na wystawie srebrny łańcuszek a na nim wisiorek z cyrkonii w kształcie małego serduszka.
- Jaki piękny. – powiedziała stojąc przy wystawowej szybie.
- Co takiego?
- Ten łańcuszek po prawej. Widzisz?
- To serduszko?
- Tak. Szkoda, że mnie na niego nie stać. – nagle Wojtek wpadł na pomysł.
- Poczekaj chwilkę. – i wszedł do sklepu.
- Co Ty robisz? Gdzie idziesz? – nie słuchał jej. Wpatrywała się w niego z zainteresowaniem. Po kliku minutach wyszedł ze sklepu i wręczył Laurze małe pudełeczko.
- To dla Ciebie.
- Dla mnie?
- Otwórz. – gdy uchyliła wieczko, oczom dziewczyny ukazał się łańcuszek z wystawy.
- To dla mnie? – zachwyciła się Laura.
- Tak, kochanie. – wziął łańcuszek w ręce i zapiął go na szyi dziewczyny.
- Jest piękny, dziękuję. – i pocałowała go. - Musiałeś wydać fortunę.
- Dla mojej królowej wszystko.
Wieczorem udali się do pubu. Wojtek zamówił dwa piwa i usiedli naprzeciwko sceny. W klubie trwał akurat konkurs muzyczny. Tłum szalał z radości. Nagle na scenę wyszedł wysoki mężczyzna i krzyknął do mikrofonu:
- Witajcie, ziomale i ziomaki! Czy jest tu osoba, która odważy się stanąć na naszej scenie i zaśpiewać razem z naszym zespołem! Czy są jacyś chętni?! – niespodziewanie z krzesła wstała Laura. Spojrzała na chłopaka i ruszyła w kierunku sceny. Wojtek zdziwił się na jej gest. DJ pomógł jej wejść na scenę i zawołał:
- No, widzę, że mamy pierwszą ochotniczkę. Jak się nazywasz?
- Laura.
- Piękne imię. Co masz zamiar zaśpiewać? – Laura podeszła do chłopaka z gitarą.
- Mogę pożyczyć? – chłopak z uśmiechem podał jej instrument. – Napisałam piosenkę, którą chciałabym Wam zaśpiewać. Mogę?
- Pewnie! Przed wami Laura. - gdy do chłopaka dotarły słowa Laury, wyprostował się. Zaskoczył go jej gest, jednak ucieszył się na niego. Przypomniał sobie jak zobaczył ją pierwszy raz. Jaka była wystraszona, kiedy zagadał do niej tamtego wieczoru. Pamiętał jak śpiewała mu pierwszy raz. Był wtedy oczarowany jej głosem i pasją z jaką to robiła. Chciał znowu usłyszeć ten anielski głos. Uśmiechnął się na znak, że jest z nią całym sercem. Laura uderzyła w struny. Niestety pierwszy odgłos był zbyt przyjemny.
- Przepraszam, dawno na tym nie grałam. Jestem trochę zdenerwowana. Pozwólcie, że zacznę jeszcze raz. - publiczność zaśmiała się i klasnęła wyrażając tym swoją aprobatę. Dziewczyna spojrzała w oczy Wojtka i uderzyła w struny. Dźwięk, powolnej melodii jaka wypełniła cały pub, dotarł do chłopaka. Laura z powagą spojrzała mu w oczy i zaśpiewała tak:
Piszę znów miłosny list,
piszę w nim jak dobrze było mi tu dziś.
Że gdy wstałam byłeś obok mnie.
Że gdy bałam się to przytulałeś mnie.
Mimo, że niedługo skończy się to.
Chcę na zawsze zapamiętać Twój głos.
Zawsze będziesz w sercu mym, bo kocham Cię.
Wspominam gwiazdy oraz wiatru szum,
pierwszy dotyk, pocałunki jak ze snu.
Nie zapomnę tego nigdy, wiem
że na zawsze pozostanie we mnie Twój cień.
Mimo, że niedługo odejdziesz stąd
w mej pamięci pozostanie Twój głos.
Zawsze będziesz częścią mnie, bo kocham Cię.
Mimo, tego pamiętaj, że
zawsze będę kochać Cię
Chłopak wiedział, że śpiewa o nim. Dziewczyna nie mogła powstrzymać łez. Przez cały występ nie spuszczała wzroku z chłopaka. Chciała przekazać mu jak bardzo go kocha. Jak bardzo boli ją ich rozstanie, które jest nie uniknione. Czuł się podle. On również bał się rozstania, jednak wiedział, że musi wrócić do domu. Mógł zamieszkać tu. Chciał tego, jednak całe jego życie było w Warszawie. Tam pracował. Tam miał rodzinę. Tam miał swój świat. Gdy poznał Laurę, zmieniło się całe jego życie. Stał się mężczyzną. Wcześniej nie odchodziły go takie sprawy jak szczerość, lojalność czy obowiązek. Laura nauczyła go kochać, szanować i słuchać. Dziękował jej za każdą rzecz. Dziękował za jej dobroć, za jej spokój. Uwielbiał w niej tą nieśmiałość, pokorę i dystans do samej siebie. Kochał jej usta, nos, nogi. Wielbił jej radość ze świata, z jego wad oraz zalet. Cieszył się, że akceptowała wszystkie jego wady. Nigdy nie podejrzewał, że zwykła dziewczyna ze wsi zrobi na nim tak piorunujące wrażenie. Zwykła dziewczyna? Laura nie była zwykłą dziewczyną. Była osobą, przy której odkrył co to znaczy miłość. Wspólny seks dawał mu wiele przyjemności. Wcześniej nie obchodziło go co czują dziewczyny. Były one jedynie zabawą. Oderwaniem od rzeczywistości. Laura nauczyła go, że kobieta czuje, myśli i kocha. Wiedział, że musi ją chronić. Dzięki niej zrozumiał, że miłość nie jest wymysłem zdesperowanych alkoholików, tylko wspaniałym elementem ludzkiego istnienia. Kiedy znajdzie się tą właściwą osobę, życie staje się prostsze i piękniejsze. Zauważył w jej oczach smutek i wiedział, że cała ta historia musi ją potwornie boleć. Nie chciał aby ją to bolało. Miał ją przecież chronić. Miał zapewnić jej bezpieczeństwo. Nienawidził siebie za jej ból. Nie mógł znieść widoku łez w jej oczach. Na ich widok od razu miał ochotę ją przytulić. Laura skończyła śpiewać. Publiczność nagrodziła ją owacją na stojąco. Wojtek podszedł do niej i mocno przytulił. Ona rozpłakała się na dobre. Nie umiała pogodzić się z jego wyjazdem. Pocałował ją czule i wyszli z klubu. Przez dłuższą chwilę nie odzywali się. Zaniepokojony smutkiem Laury, chłopak przystanął. Spojrzał na nią i rzekł cicho:
- Dziękuję Ci za piosenkę. Pozostanie ona na zawsze w mojej pamięci.
- Podobała Ci się?
- Wiedz, że nie ważne co by się działo, zawsze będę Cię kochał. Zawsze, zawsze. – i pocałował ją delikatnie.
Udali się do pokoju Laury. Już od progu nie mogli powstrzymać narastającego pożądania. Laura całowała Wojtka czule, drapieżnie. On smakował jej usta, potem szyję i piersi. Rzuciła go na łóżko. Jednym ruchem zrzucili z siebie ubrania i kochali się przy zapalonym świetle. Chciał widzieć jej twarz, chciał widzieć jej usta. Chciał widzieć jak szczytuje. Był to dla niego najpiękniejszy obraz. Kontury jej napiętego ciała oraz jędrne, sterczące piersi wprawiały Wojtka w jeszcze większe pożądanie. Był to ich ostatni, pożegnalny seks. Następnego dnia Wojtek wracał do domu. Chciała zapamiętać tą chwilę. Chciała dać mu rozkosz, aby wyjechał stąd pełen ciepłych wspomnień. Jęczała z rozkoszy. Ocierała się kokieteryjnie o jego ciało, powodując narastające podniecenie. Całowała jego nagi tors. Zapamiętywała kształt jego mięśni, bawiła się włosami. Poruszali się dynamicznie czasami wręcz w szaleńczym tempie. Chcieli zatrzymać uciekający czas. Znali swoje ciała na pamięć. Wiedzieli co przyniesie drugiemu rozkosz. Napawali się namiętnością, która buzowała między nimi. Delektowali się swoimi rozgrzanymi ciałami. Spływający pot chłodził ich nieco. Miała wrażenie, że eksploduje z rozkoszy. Był to ich pożegnalny seks, więc oboje chcieli aby był on wyjątkowy. Oboje szczytowali w tym samym momencie. Widok ten sprawił, że ta chwila pozostanie w ich pamięci na zawsze.
***
Nastał najgorszy dzień w ich życiu. Nadszedł czas ich rozstania. Oboje nie mogli pogodzić się z tą myślą. Serca się krajały na widok zapłakanych twarzy kochanków. Laura nie chciała wypuszczać ukochanego z uścisku. Wojtek pocałował ją mocno i rzekł:
- Obiecaj, że mnie odwiedzisz.
- Obiecuje. – przytuliła się. Zrobiłaby wszystko aby pociąg odjechał bez Wojtka. Nie patrzyła na zegar, który wisiał u sufitu peronu. Płakała.
- Wiesz, że Cię kocham.
- Wiem. Ja nie chcę abyś wyjeżdżał. Nie chcę.
- Ja też tego nie chcę. Wierz mi, że jest to dla mnie bardzo trudne.
- Jak tylko dojedziesz do Warszawy zadzwoń do mnie. Chcę wiedzieć, że dojechałeś cały i zdrowy. – wybiła ta nieubłagana chwila. Wojtek wsiadł do pociągu. Stał w oknie przez dłuższą chwilę i patrzył na płaczącą Laurę. Serce mu się krajało. Łzy zakręciły mu się w oczach. Nagle pociąg ruszył. Wojtek nie wiele myśląc krzyknął:
- Kocham Cię, Lauro!. Czekam na Ciebie!
- Ja też Cię kocham! Ja też… - nie skończyła gdyż pociąg oddalał się coraz szybciej. Próbowała dogonić wagon Wojtka, jednak nie dała rady. Stanęła na skraju peronu i patrzyła na oddalający się pociąg. Nie mogła powstrzymać łez. Płakała. Chciała cofnąć czas. Chciała mu jeszcze tyle powiedzieć. Chciała znowu poczuć jego zapach. Przed oczami stanął jej tamten wspaniały wieczór, kiedy rozmawiała z nim po raz pierwszy, ich pierwszy taniec oraz ich ostatnia wspólna noc. Zostawił ją. Zostawił ją samą na tym szarym dworcu. Odjechał.
***
Minęły trzy tygodnie. Codzienne telefony i długie rozmowy dawały Laurze, ulgę. Brakowało jej jednak jego ciepłej skóry, jego pocałunków oraz figlarnego spojrzenia. Wspominała ciągle jego głos. Bawiła się wspomnieniami. Układała w głowie co mu powie jak się spotkają. Znalazła dorywczą pracę. W weekendy śpiewała w klubie. Cieszyło ją to zajęcie. Czuła przy tym obecność ukochanego. Nie płakała. Wiedziała, że on na nią czeka.
***
Pewnego słonecznego popołudnia wybrały z się z Izą do parku. Nie mogła skupić się na podstawowych czynnościach. Czytała książkę, ale jej myśli wirowały w obcym świecie.
- Gadałaś z Wojtkiem, całą noc. Zamorduje jak następnym raz nie pozwolisz mi spać.
- Wybacz Izunia. Nie wiedziałam, że tak głośno się śmiałam.
- No wybaczam. Lubię jak się uśmiechasz. Co u niego słychać?
- Dostał podwyżkę. Opowiadałam mu jak śpiewałam w sobotę. Oh Iza już nie mogę się doczekać kiedy go zobaczę.
- Nie dziwię Ci się. Ja nie widziałam Irka od dwóch dni i już za nim tęsknie.
- Gdzie planujecie ślub?
- Tutaj. Nie mówiłam Ci. Pojechaliśmy wczoraj zobaczyć jakąś salę weselną. Wyobraź sobie, że we wszystkich trzeba składać rezerwacje z kilkuletnim wyprzedzeniem. – ekscytowała się Iza.
- No, niestety tak jest.
- Na szczęście udało nam się znaleźć lokal na lipiec następnego roku. Kurwa, mam nadzieję, że ojciec się zgodzi.
- A ile gości chcecie zaprosić?
- Nie wiem, ale jak ostatnio liczyłam to z 50 osób będzie na pewno.
- Wiesz, mam pomysł. Co powiesz, na wesele w mojej wsi? Ksiądz Baltazar Cię zna i na pewno udzieli Wam ślubu w odpowiednim terminie. Remiza jest do wynajęcia, od zaraz. Sądzę, że wyjdzie to o wiele taniej. Co o tym myślisz?
- Ty wiesz? To jest nawet dobry pomyśl. Muszę pogadać o tym z Irkiem. – nagle zauważyły jak z oddali nadchodzi wesoły Irek. Skierował wzrok na Izę i uśmiechał się jak dziecko.
- Hej, kochanie. – i pocałował Izę w czoło – Cześć mała.
- Eh, nie nawiedze kiedy tak do mnie mówicie. – oburzyła się Laura, ale za chwilę na twarzy pojawił się uśmiech.
- Co się stało, kochanie?
- Skąd wiesz, że coś się stało?
- Misiaczku, znam Cię nie od dziś i wiem, że jak na twarzy masz taki szeroki uśmiech to musi się coś dziać.
- No tak. To nie sprawiedliwe. Nie mogę mieć przed Tobą nawet sekretów.
- Zwłaszcza sekretów. – pogroziła mu z ironią Iza. – No mów.
- Laura, mam dla Ciebie wspaniałą wiadomość.
- Dla mnie? Co jest?
- Gadałem z szefem. Nasz zespół bardzo spodobał się jednemu klientowi. Zaproponował nam występy w jego nowej knajpie w Warszawie. Jeśli się sprawdzimy to możemy nawet nagrać demo. Co Ty na to?
- Do Warszawy? – zapytała z niedowierzaniem.
- I co ja zostanę tutaj sama? – zapytała Iza.
- Nie, kotku. Pojedziemy tam w trojkę. Dla Ciebie też mam newsa.
- No?
- Zorganizowałem, wystawę Twoich fotografii.
- Co? Jak? Kiedy?
- Przez cały miesiąc w parku Łazienkowskim będą wywieszone Twoje zdjęcia.
- Kochanie, nie mogę uwierzyć. Jak Ci się to udało?
- Ma się ten urok. – powiedział puszczając do narzeczonej oko.
- Gdzie będziemy mieszkać?
- Nie wiem. Coś się zorganizuje.
- Zaraz zadzwonię do Wojtka. Ucieszy się. – powiedziała podekscytowana Laura. Nie mogła uwierzyć, że go zobaczy. Nie mogła uwierzyć, że znowu go pocałuje, że znowu go obejmie. Wróciły wspomnienia z ich pierwszego spotkania. Uśmiech nie schodził z niej ust.
- Kiedy jedziemy? – zapytała.
- Za tydzień.
- Długo. – zasmuciła się Laura.
- Romeo zaczeka. – rzekła Iza podnosząc się z trawy.
- Co?
- Mówię, że wytrzymasz te kilka dni. Nie uschnij nam tu tylko. Julio. – zaśmiała się Iza
***
Nastał wieczór. Przez całe południe nie mogła dodzwonić się do Wojtka. Zaczęła się niepokoić gdy tu nagle zadzwonił telefon. Uradowana odebrała i wesołym głosem rzekła:
- Cześć.
- Cześć kochanie.
- Dzwoniłam chyba z dziesięć razy. Czemu nie odbierałeś? – nastała jakaś niezręczna cisza.
- Pracowałem, skarbie, i nie słyszałem. Jak tam?
- Mam dla Ciebie wspaniałą wiadomość.
- Tak, jaką?
- Nasz zespół spodobał się jakiemuś klientowi …
- Tak?
- Chce abyśmy śpiewali w jego nowej knajpie. Irek mówi, że jeśli będziemy dobrzy to nawet mamy szansę na demo. Czy to nie wspaniałe?
- Fajnie, ale co to za wspaniała wiadomość?
- W następnym tygodniu, przyjadę do Ciebie. Znowu Cię zobaczę. Już nie mogę się doczekać.
- Co? Kiedy? – wyraźnie głos Wojtka przyjął dziwny odgłos. Miała wrażenie, że nie chciał aby przyjeżdżała.
- W następnym tygodniu. Nie cieszysz się?
- Cieszę się kochanie. Czym przyjedziesz?
- Pociągiem. Przyjadą jeszcze Iza z Irkiem.
- Super. To Ty będziesz spać u mnie a im zorganizuje jakieś lokum.
- Fajnie. Odezwę się jeszcze. Kocham Cię.
- Ja Cię też kocham. – powiedział. Laura wyczuła smutek w jego głosie. Zastanawiała co się stało. Pewnie był zmęczony po pracy, pomyślała.
***
Nadszedł dzień wyjazdu. Laura spakowana i gotowa czekała na taksówkę. W pewnej chwili zadzwonił telefon.
- Cześć, kochanie. – usłyszała w słuchawce.
- Cześć. – odparła zadowolona.
- Kiedy będziesz w Warszawie?
- Według tego co jest na bilecie, pociąg ma być o 18.39 na stacji Warszawa Centralna.
- Dobrze. Będę na Ciebie czekał. Trzymaj się i kocham Cię. – wyczuła sztuczność w tym stwierdzeniu. Coś było wyraźnie nie tak. Zaczęła się nad tym zastanawiać gdy przyjechała taksówka.
- Na dworzec poproszę.
- Już się robi, panienko.
Przyjaciele czekali już na dworcu. Wysiadając z taksówki zauważyła jak przytulonych przyjaciół. Poczuła szczęście na myśl, że za parę godzin znów poczuje ciepłe ciało Wojtka, że znów poczuje jego piżmowy zapach. Niestety myśl o dziwnym głosie chłopaka nie dawała jej spokoju.
- Reszty nie trzeba. – powiedziała do taksówkarza i ciągnąc walizkę poszła w kierunku przyjaciół.
- No wreszcie jesteś. Dzwoniłaś do Wojtka?
- Tak. Będzie czekał na nas, na peronie. Ja pojadę do niego, a wy do jego kumpla.
- Super. Chodźmy, bo zaraz nam pociąg odjedzie.
Gdy weszli do przedziału, Laura usiadła przy oknie i zastygła w jednej pozycji. Męczyła ją ta dziwna sytuacja. Nie chciała mówić o tym Izie bo może jej się tylko wydawało. Całą drogę rozmyślała jak się zachowa gdy go znowu zobaczy. Emocje buzowały w niej niczym gejzer. Cieszyła się, że znowu spojrzy w jego oczy, że poczuje jego dotyk na twarzy. Mimo, że codziennie rozmawiali, brakowało jej jego obecności. Nie mogła się do nie przytulic, nie mogła go pocałować, nie mogła zasnąć bez wspomnienia sobie jego ciepłego ciała, jego pocałunków pozostawionych na jej rozgrzanej szyi. Brakowało jej pieszczot. Dziwiła się sobie ale było to bardzo przyjemne uczucie.
- Laura, chcesz coś zjeść? – przerwał jej trans Irek.
- Co?
- Mała, nie patrz się przez to okno, bo krowy wystraszysz. – rzekła roześmiana Iza.
- Ha, ha, ha. Chętnie napije się herbaty.
- Tobie to potrzebny jest litr czystej a nie herbata. Wyłączyłaś się zupełnie.
- Co byś zrobiła jak byś nie widziała Irka trzy tygodnie?
- Pewnie bym się upiła i śpiewała do wiadra. Jak wtedy … nigdy tego nie zapomnę.
- Daj jej spokój. Idziemy do Warsu. Chodź. – rzekł Irek, nie ukrywając śmiechu.
- A bagaż?
- Nie ucieknie. Chodź. – przekonali ją.
- Jak nazywa się ta knajpa? – zapytała Laura dzierżąc w ręku kubek z herbatą.
- Jazz Bistro.
- Gdzie to jest?
- Gdzieś w centrum.
- A od kiedy zaczynamy?
- We wtorek. Mamy więc kilka dni dla siebie.
- Super.
- Nie knuj, zbereźnico. A co z moją wystawą? – spojrzała na narzeczonego pytająco.
- Z tego co wiem, zaczyna się ona w środę. Mam nadzieje, że wzięłaś wszystko?
- No pewnie, że wzięłam. Hej, mała o czym myślisz? – Irek zauważył, że dziewczyny chcą pogadać i poszedł do przedziału. – No mów. – Iza przysunęła się do Laury i nasłuchiwała.
- Nie wiem Iza, ale mam wrażenie, że Wojtek nie cieszy się na mój przyjazd.
- Co Ty wygadujesz?
- No, wyczułam w jego głosie jakąś sztuczność.
- Ee … wydaje Ci się. Jak zwykle wydziwiasz. Czemu martwisz się na zapas? Wypiłaś już? Chodź bo zaraz będziemy w Warszawie.
***
Pociąg wjechał na peron. Wojtek stał i wpatrywał się w nadjeżdżającą lokomotywę. W głębi serca bardzo radowała go wizyta Laury. Znowu ją zobaczy, znowu ją przytuli. Rozmyślał czy się zmieniła. Powróciły wspaniałe wspomnienia. Wziął sobie kilka dni wolnego, by spędzić z nią jak najwięcej czasu. Cieszył się, że znowu ją obejmie, że zatopi usta w jej szczupłej szyi, że usłyszy jej głos. W głowie cały czas słyszał tekst piosenki, który napisała dla niego w przed dzień jego wyjazdu. Jest. Wagon numer 24. Zauważył ją. Stała przy wyjściu. Uśmiechnął się i zaczął kierować się na sektor 1. Otworzyły się drzwi. Najpierw wysiadła jakaś starsza kobieta, jakieś dzieciaki i ona. Pomogła wysiąść Izie i zaczęła rozglądać się po peronie. Próbował zwrócić jej uwagę. Udało się. Gdy Laura go zauważyła, rzuciła bagaż i pobiegła w jego kierunku. Biegła ku niemu i nie mogła uwierzyć, że znowu go widzi. Serce chciało wyskoczyć z piersi. Nie zmienił się pozostał taki sam jak wtedy gdy widziała go po raz ostatni. Stał z otwartymi ramionami i czekał na nią. Nie wiele myśląc wpiła się w jego usta i złożyła na nich magiczny pocałunek. Pocałunek był pełen miłości, szczęścia a zarazem podniecenia. Wojtkowi od razu stanęła przed oczami ich pierwsza noc. Całował ją łapczywie, gwałtownie. Nie chciał wypuszczać jej z rąk. Serce zabiło mu mocniej. Gdy odkleiła się od niego powiedział szczęśliwy:
- Wreszcie jesteś, kochanie. – do Laury dołączyli przyjaciele. Wojtek chwycił walizkę Laury i trzymając ją w miłosnym uścisku przywitał się z resztą. Stojąc przy wyjściu na miasto rzekł:
- Mikołaj mieszka na ulicy Andersa 56/42. Wyjechał wczoraj do Anglii, więc chata wolna. Oto klucze. – wręczył Irkowi duży brelok.
- To fajnie. Pojedziemy się rozpakować. Jeszcze raz dzięki. – odparła Iza. Laura odruchowo poszła za Izą. Wojtek stanął i rzekł ironicznym głosem:
- A Ty dokąd królewno?
- My nie jedziemy z nimi?
- Nie. Ty jedziesz ze mną. Zaparkowałem z tyłu.
- Zgadamy się. – powiedział Irek i udał się do taksówki. Iza powędrowała za nim posłusznie.
Wojtek włożył torbę Laury do bagażnika i usiadł za kierownicą. Dziewczyna przez całą drogę obserwowała zatłoczone ulice i tłumy ludzi na przystankach. Nie tak wyobrażała sobie stolicę, jednak podobało jej się tu. Wojtek patrzył na nią z ukratka i radował się jej niewinnością. Mimo, że minęło dużo czasu czarowała go tą swoją zaciekawioną miną. Nic się nie zmieniła. Była jeszcze piękniejsza, jeszcze bardziej podobały mu się jej kształty. Zatrzymał się na skrzyżowaniu i wpatrywał się w jej radosną twarz. Laura to zauważyła i nie śmiale opuściła wzrok.
- Co to jest? – zapytała wskazując na biały budynek.
- To jest Belweder.
- Aha. A co tu jest?
- Tutaj? Tutaj jest Park. To są Łazienki. Zabiorę Cię tutaj. – imponowało mu, że może pokazać jej swoje miasto. Bawiła go jej reakcja na uzyskane informacje. Laura chciała wiedzieć co gdzie się znajduje. Jak to funkcjonuje. Mimo, że była dziewczyną ze wsi, nie czuła się obco w tym mieście. Nie mogła znieść myśli, że bała się tu przyjechać. Wiadomo, że nie jest to jej wioska, ale podobało jej się to miejsce. Była, w końcu obok ukochanego mężczyzny. Dojechali do mieszkania Wojtka. Chłopak wyszedł pierwszy, pomógł jej wysiąść i sięgnął po walizkę. W pewnej chwili zauważył, że Laura stoi i czemuś się przygląda. Jej wyraz twarzy dał do zrozumienia że czegoś ewidentnie się bała. Zamknął bagażnik. Postawił walizkę na chodniku i spojrzał przed siebie. Naprzeciwko Laury stał ogromny rotwailer. Warczał, szczekał. Laura nie mogła się ruszyć. Wojtek zauważył, że pies szykuje się do ataku i krzyknął:
- Robert! Zabierz tego psa!
- Już, sorki. Rambo! – pies na zawołanie pana odstąpił od ataku i pobiegł za nim. Chłopak podszedł do Laury i obejmując ją rzekł:
- Wszystko, ok.?
- Tak. Przepraszam.
- Nie przepraszaj. Chodź. – weszli do budynku. Wojtek nacisnął przycisk windy i czekał w milczeniu. Bardzo ją to zdziwiło.
- Jak w pracy?
- Dobrze. Wziąłem kilka dni urlopu. Niestety w piątek muszę iść do pracy.
- Wspaniale. – dziwnym trafem rozmowa w ogóle nie chciała się kleić. Pojechali na trzecie piętro. Otworzył drzwi od mieszkania i zaprosił dziewczynę do środka. Postawił walizkę w przedpokoju i wszedł dalej. Nie powiedział przy tym żadnego słowa. Laura zdjęła płaszcz i poszła za nim. Nie wiedziała gdzie co jest wiec trudno było jej się odnaleźć. Zwłaszcza w tak krępującej ciszy.
- Może jesteś głodna? – zapytał zaglądając do lodówki. Laura usiadła na taborecie i w milczeniu obserwowała jak chłopak krząta się po kuchni. Nie rozumiała jego zachowania. Biegał po mieszkaniu, czegoś szukał. Nie patrzył na nią. Traktował ją jak powietrze.
- Dość tego! – krzyknęła zdenerwowana Laura. Chłopak na dźwięk tych słów wyprostował się i z szeroko otwartymi oczami czekał na ciąg dalszy. – Wychodzę! – udała się w kierunku drzwi, kiedy zatrzymał ją drżący głos Wojtka.
- Co się stało?
- To ja się pytam! Powiedz mi to wprost!
- Ale co?
- Traktujesz mnie jakbym była duchem. Nie odzywasz się! Biegasz po mieszkaniu jak naćpany! Co jest?! – zauważył gniew w jej oczach. Była taka delikatna, taka wrażliwa. Nienawidziła siebie za to, ale co mogła zrobić. – W ogóle się nie cieszysz, że przyjechałam.
- Co Ty opowiadasz, kochanie? – zbliżył się do niej.
-Dziwnie się zachowujesz. Nie odpowiadasz na pytania, nie słuchasz mnie. Jakbyś był w jakimś transie. Nie wiem, ale mam wrażenie, że moja obecność Ci przeszkadza. Jak tak to pojadę do Izy. Tylko mi powiedz.
- Laura, nie mów tak. Bardzo się cieszę, że przyjechałaś.
- Udowodnij to. – powiedziała zbliżając się nieco. Nie wiele myśląc ujął jej twarz w dłonie i pocałował. Zrobił to z takim uczuciem jakby chciał ją za coś przeprosić. Smakował jej usta. Czuł zapach jej perfum. Delektował się miękkością jej skóry. Odsunął się nieco. Patrzył jak Laura przełyka ślinę. Spojrzała na niego wyzywająco. Rozpuściła włosy i pocałowała go w szyję.
- Kochaj mnie. – powiedziała siłując się z guzikami jego koszuli. Nie czekając długo, zaniósł ją do sypialni. Wiedział czego oczekiwała. Znał jej pragnienia. Były proste, niewymagające poświęceń a i tak cieszył się gdy je spełniał. Położył ją na łóżku i całował po całym ciele. Jej ciało smakowało tak samo jak wtedy kiedy kochali się po raz ostatni. Ona wiła się z rozkoszy. Po chwili role się odwróciły. Leżeli tak i spełniali swoje pragnienia. Wojtek od trzech tygodni nie czuł takiego podniecenia. Kochał ją też za to. Kochał to, że potrafiła oddać mu się bezgranicznie. Wiedział kiedy kłamie, kiedy mówi prawdę. Uwielbiał kiedy się złościła. Wtedy na jej policzki wyskakiwał różowy rumieniec. Zawsze całował go delikatnie i po chwili Laura była spokojna. Tym razem naprawdę się zdenerwowała. Nie chciał tego. Nie zdawał sobie sprawy, że jego codzienne zachowanie doprowadzi ją do takiej złości. Jednak mimo to kochał ją.
- O czym myślisz? – zapytała leżąc obok niego. Kołdra okrywała delikatnie jej nagie piersi. Dotykał ich i czuł bicie jej serca.
- Przepraszam. Przepraszam za swoje wcześniejsze zachowanie.
- Oj już dobrze. Ja też się niepotrzebnie uniosłam. – pocałowała go. – Bardzo się cieszę, że znowu Cię widzę.
- Ja też. Tęskniłem za Tobą. – przytulił ją z taką siłą jakby znowu chciał ją za coś przeprosić.
- Hej, co się dzieje?
- Nic, czemu pytasz?
- Jesteś jakiś nieobecny. Masz problemy w pracy? – gdyby chodziło o pracę olałby to.
- Nie, w pracy wszystko ok. Ostatnio nawet dostałem podwyżkę, pamiętasz? Mówiłem Ci.
- Tak, mówiłeś. Widzę jednak, że coś cię gryzie.
- Nic nie mów tylko mnie pocałuj. – rozkazał jej. Zasnęli objęci. Znowu byli razem. Jednak wisiała nad nimi jakaś chmura, która zwiastowała nieszczęście. Mimo, wielkiej miłości jaką Laura czuła do Wojtka, nie mogła pozbyć się myśli, że jego złe samopoczucie ma związek z jej przyjazdem.
Przy śniadaniu dziewczyna czuła się niezręcznie. Oboje siedzieli przy stole, jednak żadne z nich nie odezwało się nawet słowem. Wprawiało to Laurę w złe samopoczucie. Dziewczyna siedziała na balkonie i rozmawiała z Izą. Wojtek przypadkowo podsłuchał ich rozmowę:
- Nie wiem Iza, ale mam wrażenie że Wojtek w ogóle nie cieszy się na mój przyjazd. Po części go rozumiem. Wyskoczyłam z tym wyjazdem tak nagle. Nie miał czasu się przygotować. Eh … męczy mnie to ale nie wiem jak mu to powiedzieć. Nie. Nie chcę go zranić. Nie dość, że przyjechałam tak z nienacka to jeszcze … - słuchał i nie mógł uwierzyć. Obwiniała samą siebie za jego zły nastrój. Poczuł się podle. Liczyła pewnie na to, że przywita ją z otwartymi ramionami, a on odstawiał szopkę ze złym humorem. Uderzył dłonią o blat stołu. Laura to usłyszała i rzekła odejmując słuchawkę od ust:
- Co się dzieje?
- Nic. Uderzyłem się. – skłamał. Wkurzało go, że przyjął ją w taki sposób. Zawrócił do kuchni i zawołał ubierając kurtkę:
- Wychodzę! Będę za 10 minut. – dziewczynę zdziwiło to zachowanie. Zauważyła, jak Wojtek wsiada do samochodu. Zamknął nerwowo drzwi i odjechał. Skończyła rozmawiać z Izą i zastanawiała się czemu Wojtek tak się zachowuje. Wydawało jej się, że gdy go odwiedzi będzie tak jak we Wrocławiu. Myślała, że będą rozmawiać godzinami, chodzić po ulicach Warszawy i śpiewać na całe gardła. Nie przewidziała takiego obrotu spraw. Nagle zauważyła nadjeżdżający samochód Wojtka. Chłopak wyszedł ze środka, a w rękach trzymał wielki bukiet kwiatów. Schowała się do pokoju aby jej nie zauważył. Usłyszała dźwięk kluczy w drzwiach i stukot butów. Spojrzała przed siebie i ujrzała zatroskaną twarz chłopaka.
- Witaj kochanie. Cieszę się, że jesteś. – powiedział dając bukiet. Laura nic nie powiedziała tylko ze łzami w oczach wtuliła się w niego.
- Dziękuję, są piękne. Nie musiałeś. – powąchała bukiet.
- Musiałem. Potraktowałem Cię okropnie. Nie wiem czemu tak się zachowałem. – powiedział ale w jego głosie było coś dziwnego. Mimo tego Laura przyjęła jego gest z radością. – Chciałbym przedstawić Cię mojej rodzinie. Co powiesz na wspólny obiad, dzisiaj po południu?
- Z wielką przyjemnością. Mam nadzieję, że spodobam się im.
- Na pewno.
***
Po południu udali się na zaplanowany obiad. Mimo ciepłego dnia, Laura ubrała się skromnie i dystyngowanie. Nie chciała wywrzeć złego wrażenia na pierwszym spotkaniu. Obawiała się trochę tego wydarzania. Chłopak zauważył jej lęk i rzekł obserwując skrzyżowanie:
- Nie bój się. Będzie dobrze.
- Nie boję się. Tylko nie wiem czy znajdziemy wspólny temat.
- Uwierz mi, będzie dobrze. – dojechali do przyjemnego osiedla. Ukryty między drzewami dom witał urokiem. Weszli do środka. Rzeczywiście było tak jak zapowiadał Wojtek. Matka chłopaka od razu pokochała Laurę. Ojciec jak zwykle peszył jego gości zadając krępujące pytania. Laura jednak starała się odpowiadać na nie swobodnie. Znalazła również wspólny temat z jego bratem. Bartek był przystojnym chłopakiem. Pisał gry komputerowe. Imponowało to dziewczynie.
- Piszesz gry? Fantastycznie. Musi być to ciężkie zajęcie. - Wojtek musiał zauważyć że Laura wpadła Bartkowi w oko, bo przyglądał mu się z wielką powagą. Gdy brat napotkał jego spojrzenie zakłopotany odsunął się nieco od dziewczyny. Laura czuła się tam wspaniale. Mogła swobodnie opowiadać o sobie, bez obawy że Ci ludzie nie będą chcieli jej słuchać. Była w końcu ze wsi. Widocznie nikogo to nie obchodziło bo z każdym potrafiła nawiązać wspaniały kontakt. Wojtek cieszył się, że rodzina zaakceptowała Laurę. Gdy wychodzili podszedł do niego brat i rzekł pilnując by Laura tego nie usłyszała:
- Nie spiedol tego, bracie. Ona jest wyjątkowa.
- Wiem. Dzięki. Pa mamo. Pa tato.
W samochodzie zastanawiał się co by było jakby się jej oświadczył. Był na to gotów. Byłby wtedy najszczęśliwszy na świecie. Jednak teraz musiał załatwić parę spraw i czuł, że dobrze na tym nie wyjdzie. Zauważył, że Laura wpatruje się w niego gorączkowo oczekując zwrócenia na nią uwagi.
- Tak?
- Nie słuchasz, mnie. Nie jestem chyba taka nudna, co?
- Nie. Oczywiście, że nie skarbie. – i pocałował ją w policzek.
- Mówiłam, że Twoja mama to urocza kobieta.
- Mówiłem, że będzie dobrze. Wredna jesteś. – dodał po chwili.
- Ja? Czemu? – naburmuszyła się Laura.
- Podrywać Bartka na moich oczach, pięknie. Mam potwora za dziewczynę. – zaśmiał się radośnie.
- Ja, nikogo nie podrywałam. Z Bartkiem fajnie mi się gadało i tyle. Nie bądź tak zazdrosny. – odparła wesoło.
***
Dojechali do domu. Wieczór zapowiadał się bardzo przyjemny. Laura wyszła na balkon i wpatrywała się w wysokie budynki zastanawiając się czy mogłaby tu zamieszkać. Wojtek robił coś w pokoju, gdy usłyszała dźwięk głośnej rozmowy. Zainteresowało ją to. Weszła do pokoju. Gdy chłopak zorientował się, że dziewczyna stoi za jego plecami, w pospiechu rozłączył się.
- Przepraszam, chciałam tylko wziąć książkę. – jego wystraszony wzrok tkwił w myślach dziewczyny. Wiedziała, że coś się dzieje, ale nie wiedziała co. Nie mogła również wyciągnąć od Wojtka żadnej informacji. Gdy zaczynała o tym mówić zbywał ją mówiąc że wszystko jest porządku. Miała jedynie nadzieję, że wkrótce wszystko jej wyjaśni. Wyszła do salonu. Znowu do Wojtka dotarło to uczucie nienawiści do samego siebie. Był wobec niej oschły i nie potrafił tego zmienić. Chciał to zrobić jednak coś nie dawało mu spokoju. Laura usiadła na sofie i wlepiła wzrok w biały sufit. Bolało ją, że ma przed nią jakieś sekrety. Tłumaczyła sobie, że to minie. Jednak nie mijało. Dostrzegła w koncie pokoju gitarę. Tą gitarę, na której grał jej nad stawem. Tą gitarę, którą chciał jej podarować. Dotknęła łańcuszka, który podarował jej w przeddzień wyjazdu. Nigdy go nie zdjęła. Dodawał jej sił, za każdym razem gdy miała złe dni. Podeszła do instrumentu i dotknęła strun. Nie wiele myśląc podniosła ją i siadając na sofie zaczęła grać. Pierwsze szarpnięcie wydało przyjemny, delikatny odgłos. Błądziła myślami i nie mogła zrozumieć co się zepsuło między nimi. Wiedziała, że jej przyjazd przysporzył mu problemów. Wojtek usłyszał melancholijną melodię i wyszedł z pokoju. Źle mu było z myślą, że ona ma do niego żal. Miała żal o jego obojętność. On jednak wiedział, że musi coś z tym zrobić. Nie mógł dłużej traktować jej w taki sposób. W jej oczach wiele razy wyczytał smutek. Nie była tą radosną, dziewczyna jaką poznał. Wiedział, że jest za to odpowiedzialny. Stojąc w korytarzu nasłuchiwał cichego śpiewu Laury. Słysząc jej smutny głos, nie mógł uwolnić się od myśli przytulenia jej. Wsłuchiwał się w słowa i karcił się w myślach za jej ból. Piosenka, którą śpiewała, dała Wojtkowi do zrozumienia, że to ona jest tą jedyną. Podszedł do niej. Usiadł obok i wpatrywał się w jej zaskoczoną minę.
- Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać. – odparła.
- Nie przepraszaj. No co ty. Graj. Uwielbiam jak grasz. Tylko trochę smutna ta piosenka.
- A tak jakoś mnie naszło. – wiedział co było powodem jej złego samopoczucia.
- Kiedy zaczynasz prace w pubie?
- We wtorek.
- Czyli mamy jeszcze dwa dni dla siebie. – próbował ją pocałować. Ona jednak odsunęła się od niego. Wstała z sofy i podeszła do okna. Zdziwił się na jej gest. Siedział na sofie i wpatrywał się w jej plecy. Miał ochotę ich dotknąć.
- Muszę się przejść. – powiedziała kierując się do drzwi.
- Stało się coś? – wstał i poszedł za nią. Laura nie powiedziała nic tylko wyszła na dwór. Wyszła przed blok i rozpłakała się. Czuła, że to wszystko wymyka jej się spod kontroli. Nie mogła poradzić sobie z jego sekretami, obojętnością. Ich seks też był inny. Nie umiała tego opisać, ale miała wrażenie że Wojtek zmusza się do kochania jej. Chłopak siedział w domu i walił ręką w stół. Nie mógł zapomnieć jej wyrazu twarzy. Zrobiło się późno a ona nie wracała. Zaczął się niepokoić. Zszedł na dół i dostrzegł jej szczupłą sylwetkę pod drzewem. Rękami zakrywała twarz. Przeraził się widząc ją w takim stanie. Podbiegł i rzekł wystraszony:
- Kochanie, martwiłem się. Nic Ci nie jest?
- Teraz Cię to interesuje?
- Czemu tak mówisz? – dotknął jej ręki.
- Nie wiem czemu się tak zachowujesz. Nie wiem czemu ignorujesz moją obecność. Mam dziwne wrażenie, że nie chcesz abym tu była. Powiedz mi tylko prawdę. Obiecuję, że sobie pójdę. Boli mnie, że masz przede mną jakieś sekrety. Już mnie nie kochasz? – po tym pytaniu zakuło go serce. Kochał ją, mocniej niż mogła sobie to wyobrazić. Nie odpowiedział jej tylko chwycił jej twarz i pocałował z uczuciem. Chciał jej powiedzieć prawdę, jednak nie wiedział jak ona to przyjmie. Wiedział, że go znienawidzi. Sam się za to nienawidził. Musiał jednak znaleźć odpowiedni moment. Całował ją czulej niż dotychczas. Spojrzał w jej niebieskie oczy i poczuł się największym skurwielem na świecie. Nie mógł jednak cofnąć czasu. Objął ją mocno i słuchał jej oddechu.
- Kocham Cię. Bardzo Cię kocham. – odparł po chwili.
- To czemu tak mnie traktujesz?
- Nie wiem. Nie umiem tego wyjaśnić. Chodź do domu, zimno się zrobiło.
Tej nocy spali razem jednak oboje nie mogli zmrużyć oka. Trzymał ją za rękę. W pewnej chwili i jego zaczęła męczyć ta sytuacja.
Nastał nowy dzień. Wstali, zjedli śniadanie, oczywiście wszystko odbywało się w totalnej ciszy. Laura zmywając talerze, zastanawiała się ile to jeszcze będzie trwało. Chciała jak najszybciej obudzić się z tego koszmaru. Nie mogła znieść tej obojętności, tej ciszy. Wojtek podszedł do niej i całując w policzek rzekł:
- Muszę wyjść. Będę po południu. Zabiorę Cię na wspaniałą wycieczkę. Co Ty na to?
- Gdzie idziesz? Powiesz mi czy znowu będziesz ukrywał ten fakt przede mną?
- Idę pomóc ojcu. Muszę jechać z nim do lekarza. Nie denerwuj się.
Posłał jej zaskakująco szczere spojrzenie i wyszedł. Minęło kilka godzin. Aby nie myśleć za dużo, Laura zajęła się sprzątaniem. Odkurzyła całe mieszkanie, powycierała kurze, umyła łazienkę. Po kliku godzinach pracy, usiadła z kubkiem herbaty na balkonie i czytała gazetę. Nagle usłyszała dzwonek do drzwi. Pośpiesznie je otworzyła i zobaczyła w progu rudowłosą dziewczynę. Patrzyła na Laurę rozbawionym spojrzeniem. Żuła ostentacyjnie gumę. Szczupła, wysoka, umalowana trochę za mocno oraz przesadnie opalona dawała Laurze do zrozumienia, że świat należy do niej. Miała wrażenie, że gdzieś już ją widziała.
- Słucham?
- Hej, mogę wejść? – już chciała wejść do mieszkania gdy Laura zagrodziła jej drogę.
- Kim jesteś i czego szukasz?
- Jestem Marta i szukam Wojtusia.
- Nie ma go. Stało się coś? – już wiedziała z kim ma do czynienia. To była Marta. Ta sama dziewczyna, o której Wojtek w ogóle nie chciał jej opowiadać. Nie nalegała, gdyż była pewna, że wiąże się z tym smutna historia. Serce podpowiadało jej, że to spotkanie nie będzie należało do najmilszych.
- Tak. Chciałam z nim pogadać. Ty jesteś pewnie jego kuzynką?
- Nie … jestem jego dziewczyną. – powiedziała łamiącym głosem. Zdawała sobie sprawę, że sekrety Wojtka mogą mieć coś wspólnego z tą całą Martą.
- Ty jesteś jego dziewczyną? Nie wierzę.
- Uwierz. Czego chcesz?
- Pogadać.
- O czym?
- Jak mnie wpuścisz, to się dowiesz. – zrezygnowana Laura otworzyła szerzej drzwi i wpuściła dziewczynę do środka. Marta rozejrzała się po mieszkaniu i z uśmiechem rzekła:
- No Wojtek świetnie wybrał. Kochanka, sprzątaczka i kucharka w jednym. – spojrzała z ironią na Laurę.
- Mów, czego chcesz.
- Czemu się tak dziwnie zachowujesz? Na wsi nie nauczyli dobrych manier?
- Co?
- Pstro. Przejrzyj na oczy, dziewczyno. Wojtek już ma swoją królewnę. Niestety nie jesteś nią Ty, słońce.
- Do prawdy?
- A tak. – przeszła dalej nie zważając na obecność Laury. Usiadła na sofie i rzekła rozbawiona – Facet z miasta, co? To nie ta bajka kochana.
- Nie rozumiem.
- Pewnie, że nie rozumiesz. Myślałaś, że dorwiesz faceta z miasta, z kasą ale spóźniłaś się siostro. On jest mój.
- Nie, nie jest Twój. I jeśli myślisz, że chcę od niego pieniędzy to się mylisz.
- Oj bo Ci uwierzę. Nie udawaj księżnej Diany i wracaj na wieś. Tu się nie nadajesz. On jest mój.
- Niby czemu uważasz, że on jest Twój. Jakoś jest teraz ze mną.
- Bo jest mu Ciebie żal. Sam mi mówił ostatnio, że spotkał taką sierotkę i postanowił się nią zaopiekować bo sobie rady w życiu nie da. To pewnie było o Tobie? – zaśmiała się przesadnie głośno.
- Mów sobie co chcesz. Nie wierzę a ani jedno Twoje słowo.
- Tak? – tu wstała z kanapy i podeszła do Laury. Z uśmiechem na ustach powiedziała – Kiedy Ty siedziałaś we Wrocławiu on nie próżnował.
- O czym mówisz?
- Byliśmy na imprezie. – powiedziała zwycięsko.
- I co z tego? – poczuła, że zaraz się rozpłacze. Nie mogła jednak dać jej tej satysfakcji.
- Było nam cudownie. Mmm. Prawda, że ma wspaniale wysportowane ciało?
- Co? – poczuła na twarzy rumieniec. – Wynoś się. Nie wierzę.
- Nie chcesz nie wiesz. – już miała wyjść gdy nagle odwróciła się i rzekła z uśmiechem – Nie wiem jak dać dziecku na imię. Może mi podpowiesz?
- Że co?
- Jestem w ciąży.
- Słucham? – nie mogła uwierzyć w to co słyszy. – W ciąży?
- Nie powiedział Ci. Dziwne … myślałam, że Wojtek nie ma przed Tobą żadnych tajemnic. Buziaki. – i wyszła zadowolona. Dziewczyna dostrzegła tylko odchodzący cień dziewczyny. Nie mogła uwierzyć, że tak ją oszukał. Nie mogła znieść myśli, że przez tyle czasu ją oszukiwał. Udawał jej chłopaka, udawał swoją miłość do niej. Już wiedziała czym było spowodowane jego dziwne zachowanie. Dziewczyna nie mogła powstrzymać łez. Nie mogła oddychać. Powietrze było coraz cięższe, co powodowało, że nie mogła złapać tchu. Nie mogła uporać się z poczuciem upokorzenia, wstydu. Opadła na dywan i zakryła twarz rękami. Wszystko w co wierzyła, okazało się kłamstwem. Płakała jak nigdy wcześniej. Serce ją zakuło, a przed oczami miała czarną plamę. Krzyczała z rozpaczy. Krzyczała przeklinając chwilę, w której poznała Wojtka. Nie mogła uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Skuliła się na dywanie i nie mogła przestać płakać. Całe ciało krzyczało z rozpaczy. Zrozumiała, że ich związek był fikcją. Próbowała złapać oddech, jednak bezskutecznie. Łzy oślepiały dziewczynę i nie mogła ona zrobić kroku. Po dłuższej chwili jednak wstała i udała się po swoje rzeczy. Musiała jak najszybciej opuścić to wstrętne miejsce. Chciała wrócić do domu. Nie mogła dłużej patrzeć na szare ulice tej pieprzonej Warszawy. Nienawidziła tego miasta. Nienawidziła Wojtka. Czuła do niego jedynie odrazę. Pakowała w pośpiechu rzeczy, nie zważając na ich ład. Musiała jak najszybciej stąd uciec. Usłyszała pukanie do drzwi. Nie otworzyła. Nie miała siły aby cokolwiek mówić. Jak najszybciej chciała uporać się z ubraniami i wyjść nim popełni kolejne głupstwo. Po chwili do pokoju wszedł Wojtek. Gdy zorientował się, co ona robi przystanął. Wpatrywał się w nią zszokowany, obserwując jej zamaszyste ruchy. Po chwili jednak ocknął się, podszedł do niej i spytał zdziwiony:
- Co Ty robisz?
- To co powinnam zrobić już dawno temu!
- Laura, co się dzieje? – nie wytrzymała. Odłożyła bluzkę, spojrzała załzawionymi oczami w zdziwioną twarz chłopaka i spoliczkowała go. Zrobiła to z całej siły, próbując przekazać mu wszystkie swoje emocje. Przestraszył się jej zachowania. Nigdy nie wiedział jej w takim stanie. Złapał się za policzek i patrzył na nią skołowany:
- Jeszcze śmiesz się pytać?!
- Laura?
- Rozumiem, że się nie oszczędzałeś?!
- Nie rozumiem, o co Ci chodzi?
- Od samego początku kłamałeś! Nie kochasz mnie! Nie obchodzę Cię ani trochę! Nic co powiedziałeś nie jest prawdą! Ja głupia we wszystko wierzyłam.
- Kochanie …
- Nie mów tak do mnie! Nigdy więcej tak do mnie nie mów! Zapomnij, że istnieję!
- Nie rozumiem!
- Już wszystko wiem! Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć?!
- Ale co?!
- Nie wiem jak możesz patrzeć rano w lustro! To, że jestem Twoją kuzynką to zniosłam! To, że olewałeś mnie od pierwszego dnia mojego przyjazdu jakoś przełknęłam ale to, że zdradziłeś mnie od razu po swoim przyjeździe tego nie mogę Ci wybaczyć. Obiecywałeś, że nigdy nic i żadna! No co stoisz jak kłoda?! Może wreszcie powiesz mi prawdę? Chociaż nie … nic nie chcę wiedzieć.
- Jak się dowiedziałaś?
- Nie ważne skąd wiem! Ważne, że okłamywałeś mnie od samego początku! Ja głupia myślałam, że mnie kochasz. Myślałam, że jestem dla Ciebie ważna.
- Jesteś dla mnie najważniejsza. Nie spotkałem wspanialszej dziewczyny od Ciebie.
- Powiedz mi coś. Dobrze się bawiłeś?
- To nie tak!
- A jak?! Dałeś mi słowo, że nie będziesz się spotykał z innymi kobietami. Wmawiałeś mi, że mnie kochasz i że nie możesz beze mnie żyć! Byłam tylko zabawką!
- Nie, to był przypadek!
- Przypadkiem Twoja była jest z Tobą w ciąży?! – krzyknęła zapłakana. – Przypadkiem się z nią przespałeś?! Może ja też była tylko przypadkiem?!
- Nie, Ty jesteś najważniejsza w moim życiu. Z Martą to inna sprawa! Byłem na imprezie. Upiłem się. Takie rzeczy się zdarzają.
- Czy Ty siebie słyszysz?! Takie rzeczy się zdarzają?! Nie poznaje Cię!
- Laura kocham Cię. Zrozum mnie … - pożałował tych słów.
- Mam Cię zrozumieć, tak? – spojrzała na niego z pogardą. - Czy nie wymagasz ode mnie zbyt wiele. Zdradzasz mnie, będziesz miał dziecko ze swoją byłą i traktujesz mnie jak bym była tylko ciężarem! Nie wypowiadaj słów, których nie rozumiesz!
- Źle zrobiłem prawda. Nie jestem z tego dumny przyznaję. Wybacz mi. Proszę.
- Nie, to nie ma sensu. – złapała walizkę i próbowała wyjść z pokoju. Wojtek jednak uniemożliwił jej to. Chciał ją pocałować, jednak odepchnęła go z nienawiścią w oczach.
- Nie dotykaj mnie!
- Ona dla mnie nic nie znaczy. Tylko Ty się dla mnie liczysz.
- Daruj sobie takie teksty. – złość na niego brała górę. Nie miała już czym płakać. Nie mogła patrzeć na jego zrozpaczone spojrzenie. Chciała się do niego przytulić jednak odraza jaką do niego czuła powstrzymała ją od tego.
- Mówię prawdę. Laura, kochanie. Tamten wyskok nic dla mnie nieznaczny.
- Ale dla mnie znaczy. Potraktowałeś mnie jak panienkę na chwilę. Ja Ci zaufałam. Będziesz miał z nią dziecko! – usiadła na łóżku i schowała twarz w dłoniach. To strasznie bolało. Nigdy nie przypuszczała, że Wojtek był gotowy tak się nią bawić.
- Laura, wiem że mnie nienawidzisz. Wiem że jestem skurwielem. Jednak uwierz mi, że tylko Ciebie kocham.
- Nie wierzę w ani jedno Twoje słowo! – krzyknęła z oburzeniem. – Wszystko było grą! Wszystkie słowa były żartem! Żałuję każdej chwili spęczonej z Tobą! – po tych słowach nie mogła dłużej wstrzymywać duszącego ją płaczu. Stała przed nim i płakała. Były to łzy gniewu, pogardy, cierpienia.
- Nie zostawiaj mnie, proszę. – przytulił ją. Wyrywała się jednak on nie puszczał. Biła go w ramiona rzewnie płacząc. Nie kryła złości jaką do niego czuła. Wszystkie piękne wspomnienia zniknęły. Serce wypełnił żal i wcześniej jej nieznana pustka.
- Będziesz miał z nią dziecko!
- To nie jest teraz ważne.
- Będziesz miał z nią dziecko! Dalej nic nie rozumiesz?! Dalej będziesz udawał ofiarę. Z nami koniec! Nie pozwolę abyś zniszczył tej dziewczynie życie. Nie zrobisz tego co zrobiłeś mnie! Chodź raz zachowaj się jak facet i ponieś konsekwencję swoich czynów!
- Wykorzystała mnie. – nie wiedział jak się bronić jednak było mu to już obojętne bo wiedział, że stracił Laurę na zawsze.
- Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego! Żałuję że Cię poznałam! – krzyczała zrozpaczona dziewczyna. – Żałuję każdego pocałunku! Każdej nocy spędzonej z Tobą. Uważałam, że jesteś inny.
- Jestem.
- Nie, nie jesteś. Jesteś taki sam jak wszyscy. Jesteś zmanierowany, kłamiesz! Myślicie tylko o jednym. Jak zaciągnąć dziewczynę do łóżka. Potem droga wolna. Rób sobie dziewczyno co chcesz. Nie w takim Wojtku się zakochałam. Przepuścisz mnie wreszcie! Nie szukaj mnie, nie dzwoń. Nigdy Ci tego nie wybaczę. Zniszczyłeś wszystko! Gratulacje. – wyszła z mieszkania trzaskając drzwiami. Zeszła po schodach i stanęła przed drzwiami wyjściowymi. Było jej ciężko iść. Kołatanie serca uniemożliwiało jej chodzenie. Czuła dziwny ból. Wojtek czym prędzej pobiegł za nią.
- Laura, czekaj! Laura!
- Zostaw mnie. – zauważyła nadjeżdżającą taksówkę.
- Zostań. Proszę zostań. Wybacz mi. Nie odchodź. Wiem, że mną gardzisz, ale ja nie mogę bez Ciebie żyć. Kocham Cię. – mówił zapłakany. – Naprawdę Cię kocham!
- Trzeba było myśleć o tym zanim poszedłeś z nią do łóżka. – wsiadła do samochodu. Łzy nie przestawały lecieć. Cichym głosem powiedziała:
- Na Andersa 56. – do Wojtka dotarło, że stracił ją na zawsze. Dziewczyna przez całą drogę płakała. Nie mogła uwierzyć, że tak to wszystko się skończyło. To nie tak miało być. Miała przyjechać do Warszawy, spotkać ukochanego i zostać przy jego boku. Miał ją kochać. Miał się nią opiekować. Czy wymagała zbyt wiele? Myślała, że gdy przyjedzie do Warszawy zmieni się jej życie. Była nawet gotowa z nim zamieszkać. Z pogardą patrzyła na zakorkowane ulice. Chciała jak najszybciej wyjechać z tego piekła. Chciała umrzeć. Całe jej życie legło w gruzach. Wszystkie jej plany, wszystkie marzenia zniknęły w czeluściach piekła w jakim się znalazła. Mimo wyczuwalnego tętna czuła się jak w letargu. Zabił ją. Zabił jej miłość oraz jej delikatne ciało. Myśl o tym, że będzie miał dziecko z inną bolała ją najbardziej. Bolało ją to bardziej niż sama zdrada.
- Jesteśmy, panienko.
- Ile się należy? – zapytała ocierając łzy.
- 30 zł.
- Proszę. – udała się do mieszkania, w którym przebywali przyjaciele. Zadzwoniła do drzwi. Usłyszała jak ze środka dochodzą śmiechy. Poczuła się jak pies. Łzy ponownie napłynęły do oczu. Nie mogła znieść otaczającego ją szczęścia. Wszystko było koszmarem, z którego nie mogła się obudzić. Drzwi otworzyła roześmiana Iza. Gdy tylko zobaczyła zapłakaną Laurę krzyknęła przerażona:
- Boże, mała. Co się stało?
- Wiatr popsuł mi fryzurę. – spojrzała na Izę i wtuliła się w nią. Płakała tak strasznie, że samej Izie napłynęły łzy do oczu. Jeszcze nigdy nie widziała przyjaciółki w takim stanie. Irek też zmartwił się na widok zapłakanej Laury.
- Laura, co się stało?
- Okłamał mnie. Okłamywał mnie przez cały czas. Wmawiał mi, że mnie kocha, że jestem dla niego najważniejsza. Wystarczyła jedna impreza … będzie miał dziecko z inną. – płakała dziewczyna.
- Co?
- Będzie miał dziecko.
- Jak to?
- Przespał się ze swoją byłą. Usprawiedliwiał się tym, że się upił i takie tam. Iza, jeszcze nikt mnie tak nie zranił. Nikt mnie tak nie upokorzył. Ja go naprawdę kochałam. Ja chce umrzeć. – zakryła twarz rękoma i płakała.
- Co za skurwiel! – wkurzyła się Iza. Tuliła przyjaciółkę jak małe dziecko. Była taka bezbronna. Iza nie mogła słuchać płaczu Laury.
- Przepraszam, Cię Irek, ale nie dam rady śpiewać. Musisz odwołać te koncerty. Jutro wracam do Wrocławia. Nie chcę zostać w tej Warszawie ani minuty dłużej.
- Dobrze. – powiedział smutno Irek. Liczył na to, że wypromuje pub a także swój zespół. Jednak przyjaciółka była dla niego najważniejsza i nie mógł zostawić jej samej w tak trudnej dla niej chwili.
Laura siedziała w oknie i myślała. W dłoniach trzymała srebrny łańcuszek. Łzy jedna po drugiej spływały na niego. Nie mogła uwierzyć, w to co się zdarzyło. Wspomnieniami sięgnęła do dnia kiedy spotkali się po raz pierwszy. Pamiętała każdy wspólnie spędzony dzień. Wszystko potoczyło się nie tak jak tego chciała. Po raz kolejny Wojtek próbował się do niej dodzwonić jednak ona nie chciała z nim rozmawiać. Nie chciała słuchać tych jego tłumaczeń. Jeszcze była skłonna mu wybaczyć. Nie znosiła swojego charakteru. Widząc na wyświetlaczu numer Wojtka łzy popłynęły jednym ciurkiem. Rzekła płacząc:
- Czemu to wszystko musiało, spotkać mnie? Boże czemu tak mnie każesz? – nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Laura nie ruszyła się z miejsca. Czuła że ta zabawa jeszcze się nie skończyła.
Schowała się w kuchni i nasłuchiwała. Iza otworzyła drzwi i gdy zobaczyła Wojtka krzyknęła:
- Czego tu szukasz?!
- Jest tu Laura? Nie odbiera moich telefonów.
- Skoro tego nie robi to musi mieć jakiś powód, nie sądzisz?
- Wpuścisz mnie?
- Nie, wynoś się! – w pewnej chwili Wojtek dostrzegł jak Laura przygląda mu się z pogardą.
- Laura, Laura. Wysłuchaj mnie, proszę.
- Wynoś się! – Iza próbowała zatrzasnąć mu drzwi przed nosem. Laura wyszła z kuchni i podeszła do drzwi.
- Nie mamy o czym rozmawiać. Nie chcę Cie znać. – i rzuciła mu łańcuszek w twarz. Iza pospiesznie zamknęła drzwi. Wojtek podniósł łańcuszek i ze łzami w oczach odszedł. Wiedział, że zaprzepaścił wszystko. Nienawidził siebie za wszystko co jej zrobił. Spojrzał ostatni raz w jej okno. Ujrzał w nim płaczącą Laurę. Patrzyła na niego z żalem i pogardą. Spojrzał ostatni raz w jej niebieskie oczy i odszedł załamany. Wiedział, że zniszczył wszystko na czym zależało mu najbardziej na świecie.
***
Minęło pięć lat. Laura porzuciła studia i wróciła do rodzinnej wsi. Przez wiele miesięcy nie mogła wyleczyć złamanego serca. Nie umiała pogodzić się ze swoim losem. Zadręczała się myślami o Wojtku, jego dziecku i rodzinie, którą założył z inną dziewczyną. Zastanawiała się czy potrafiłaby mu kiedykolwiek wybaczyć. Iza próbowała swatać ją z kolegami męża jednak niestety Laurze nie było dane związać się z żadnym z nich. Pamiętała co zrobił jej Wojtek i nie mogła zaufać już żadnemu innemu chłopakowi. Starała się spędzać z nimi mile czas, jednak po drugiej lub trzeciej randce zrywała kontakt. Nie umiała kochać. Nie potrafiła ufać. Wszystko zostało jej odebrane z premedytacją. Musiała wyjechać z Wrocławia, gdyż każdy zakamarek Starego Miasta przypominał jej Wojtka. Nawet jej rodzinny dom nie był wolny od wspomnień. Pamiętała jak właśnie tu wyznał jej miłość. Wspominała jak siedzieli nad stawem i rozmawiali godzinami. Wszystkie wspomnienia powodowały, że Laura traciła radość z życia. Pogłębiająca się nostalgia spowodowana była również, śmiercią ukochanej babci. Każdy dzień był coraz bardziej przytłaczający. Jesień w tym roku była bardzo chłodna i mimo kolorowych liści nie przynosiła ukojenia. Wręcz przeciwnie. Przynosiła smutek. Przynosiła cierpieniem. Nie mogła dłużej oszukiwać samej siebie. Musiała coś ze sobą zrobić. Kochała Wojtka i to coraz bardziej. Mimo pogardy jaką do niego czuła nie mogła przestać nim myśleć. Nie wiedziała czemu jej życie potoczyło się w takim kierunku. Cały czas miała w głowie słowa księdza Baltazara, który podczas spowiedzi powiedział jej tak:
„Bóg daje nam wiele dróg do wyboru. Ty musisz zdecydować, którą drogą podążysz. Widocznie Ty musisz iść drogą ku wybaczeniu.” Te słowa nie dawały dziewczynie spokoju. Zastanawiała się co sędziwy proboszcz miał na myśli.
***
Pewnego dnia Laura zrozumiała, że musi zmienić swoje życie. Po długim namyśle postanowiła, że swoje życie poświęci Bogu. Gdy dziewczyna oznajmiła to rodzicom, matka nie ukrywała łez żalu. Nie chcieli aby ich córka była w zakonie. Błagali ją by tego nie robiła, jednak Laura nie dała się przekonać. Przyjęła święcenia i stała się służebnicą Boga. Z dumą spełniała się jako siostra. Wypełniała swoje obowiązki z wielką radością. Wspomnienia o Wojtku schowała głęboko w sercu i starała się o tym nie myśleć. Jednak nie miała kiedy tego robić. Zawsze była komuś potrzebna. Wszyscy mieszkańcy wsi byli jej wdzięczni, za jej ciepłe serce, za jej miłość oraz za jej oddanie. Nikt nie bał się poprosić jej o pomoc gdyż widział, że zawsze ją uzyska.
***
Pewnej pięknej wiosny Laura czekała na odwiedziny swojej przyjaciółki Izy. Iza mieszkała w Gdyni razem z mężem i czteroletnią dziewczynką Marzenką. Wiodło im się bardzo dobrze. Irek prowadził restaurację, a Iza zajmowała się ukochaną fotografią i aranżacją wnętrz. Marzenka była bardzo podobna do Izy. Miała jej rysy, jej chód i jej charakter. Oczy, głos i wdzięk odziedziczyła po ojcu. Była z niej piękna, księżniczka tatusia. Umówiły się przy fontannie na rynku Świętej Katarzyny. Kiedy tylko Marzenka ujrzała Laurę wystrzeliła do niej jak kamień z procy. Wtuliła się kobietę i z szerokim uśmiechem zawołała:
- Ciocia, ciocia!
- Witaj, słoneczko. – przywitała ją gorąca Laura. – Cześć Izunia. – przytuliła się do przyjaciółki. O decyzji Laury przyjaciółka dowiedziała się stosunkowo późno. Nie chciała wierzyć, że Laura jest do tego zdolna. Wsparła jednak Laurę mając w duchu nadzieję, że minie jej ta fascynacja zakonem.
- No jak się trzymasz?
- Wspaniale. Pięknie wyglądasz. Rozkwitasz w tym małżeństwie.
- Ciocia, cieszysz się, że przyjechałam?
- Pewnie, kochanie. Chodź. Mam dla Ciebie prezent.
- Widzisz mama.
- Widzę. – uśmiała się Iza. Laura zaprosiła je do dużego pokoju w parafii gdyż jej cela była za mała aby przyjąć tyle osób. Posadziła je przy stole i udała się do kuchni. Po chwili wróciła z tacą pełną lodów.
- Siostra Marianna zrobiła dla Ciebie lody.
- Dla mnie? – ucieszyła się Marzenka, a jej oczy zamigotały jasnym blaskiem.
- Tak. Powiedziałam jej że lubisz czekoladowe i truskawkowe.
- Skąd wiedziałaś?
- Aniołek mi powiedział.
- Jaki aniołek? – zdziwiła się dziewczynka.
- Od kiedy się urodziłaś stoi przy Tobie taki mały aniołek. On pilnuje aby nic złego Ci się nie stało. Mówi mi również czy byłaś grzeczna czy nie.
- Ale ja go nie wiedziałam.
- Ponieważ on jest tutaj. – i skierowała rękę na jej serce.
- Aha. Mamo, słyszałaś?
- Tak, kochanie. Jedz te lody, bo się rozpuszczą. – mała złapała za łyżkę i ze smakiem jadła lody.
- Jak się czuje Irek?
- W porządku. Laura, jak długo masz zamiar to ciągnąć?
- Ale co?
- Tą szopkę z zakonem? Nie wmawiaj mi, że to tak na serio bo i tak Ci nie wierzę.
- Nie wiem, o czym Ty mówisz?
- Doskonale wiesz. Marzenko idź umyj rączki. – gdy dziewczynka poszła Iza dodała – Miałam nadzieję, że wyleczysz się z tego pomysłu.
- Iza, ja nie mam się z czego leczyć. To jest moje życie. Wiem, co robię.
- Nigdy nie sadziłam, że będziesz taka słaba.
- Jak to słaba?
- Pozwalasz aby wspomnienia z przeszłości odbierały Ci radość z życia.
- Wcale mi nie odbierają. Jestem tu szczęśliwa. W końcu odnalazłam siebie. Wreszcie mogę robić to co kocham. Skoro sługę Bogu uważasz za słabość to tak jestem słaba.
- Jeden zawód miłosny i Ty już się podajesz.
- Minęło pięć lat. To dla mnie już nic nie znaczy.
- Czemu się oszukujesz?
- Co Ty możesz wiedzieć? – zdenerwowała się Laura. Miała dość ciągłych oskarżeń.
- Oszukujesz się myśląc, że wszystko z Wojtkiem skończone.
- Bo skończone. Nie wiem czemu masz do mnie ciągle jakieś pretensje?
- Mam pretensje, że tak łatwo się poddałaś. Nie ważne że minęło tyle czasu. Zamknęłaś się tu jak w więzieniu i nie chcesz słyszeć o niczym co ma związek z tym facetem. Nie chcesz słyszeć o rodzie męskim. Mimo, tego że jesteśmy przyjaciółkami nie mogę pogodzić się z tym, że poddałaś się tak łatwo.
- Słuchaj, dosyć mam tych Twoich ciągłych oskarżeń pod moim adresem. Nie wiem co sobie myślisz i powiem Ci, że mało mnie to obchodzi. Nie oszukuje się i wiedz, że jest mi tu dobrze. A jeśli chodzi o Wojtka to zrozum wreszcie że wszystko skończone. Nie dociera do Ciebie, że on mnie zranił. Nie rozumiesz mnie bo nigdy nie przeżyłaś tego co ja i nie wiesz jak się czułam.
- Laura, wiem, że było Ci ciężko, ale czemu od razu do zakonu?
- Wałkowałyśmy to tysiące razy.
- Czemu tak krzyczycie? – zapytała Marzenka wchodząc do pokoju.
- My nie krzyczymy. Chodź do mnie. – Laura posadziła ją na kolanach. W słowach Izy była nutka prawdy. Zawsze marzyła o córeczce, o białej sukni oraz o dużej rodzinie. Może rzeczywiście za łatwo się poddała.
- Ciociu, czemu jesteś smutna?
- Nie kochanie. Powiedz mi masz jakieś koleżanki?
- Tak. Na podwórku bawię się z taką Alicją. Nie pozwala mi dotykać swoich lalek. Lena jest fajna, ale jak bawiłyśmy się w piaskownicy uderzyła mnie łopatką. Ostatnio byłam na basenie z tatą i taką Kasią. Było bardzo fajnie.
- Słyszałam od mamy, że chciałabyś mieć kotka?
- Tak, ale tatuś się nie zgadza.
- Może tata się boi kotków. – zaśmiała się Laura.
- Tatuś? Nie. Ciocia, powiem Ci coś ale nie powiesz nikomu?
- Co takiego?
- Będę miała braciszka.
- Tak? – spojrzała na Izę. Dopiero teraz zauważyła jej zaokrąglony brzuszek. Iza siedziała rozkojarzona nad kubkiem herbaty. – Czemu nic mi nie powiedziałaś?
- Myślałam, że się domyślisz.
- Przepraszam. Powinnam się domyśleć. Który to miesiąc?
- 3-ci.
Wybiła godzina 11:30. Laura przeprosiła przyjaciółkę i poszła do swojej celi aby przygotować się do sumy. W trakcie mszy nie mogła się jednak skupić. Cały czas w głowie miała słowa przyjaciółki. Mimo, że minęło tyle czasu ona dalej pamiętała. Tkwiło to w niej jak cierń w koronie Chrystusa. Oszukiwała się, że ten rozdział jej życia został zamknięty. Okłamywała się wmawiając sobie, że Wojtek jest przeszłością. Zdawała sobie sprawę, że całe jej życie uległo zmianie. Laura zawsze marzyła o dużej rodzinie, o mężu. Miał nim być Wojtek, ale czy tylko on jest na świecie. Z drugiej jednak strony kochała dotychczasowy tryb życia. Uwielbiała spokój jaki panował w jej życiu. Miała nad nim pełną kontrolę. Nie musiała o nic walczyć. Jednak ciągle zastanawiała się czy ścieżka, którą wybrała jest tą prawidłową. Nie chciała jednak tego zmieniać. Nie potrafiłaby rozstać się z siostrami i ukochaną wsią. Codziennie modliła się o spokój, zdrowie i siłę. Kochała to miejsce z całego serca. Potrafiła dogadać się z każdym i każdemu udzielić pomocy. Nie była obojętna na ludzki ból. Kochała dzieci, które uczyła w szkole, pacjentów ze szpitala, wszystkich ludzi. Nauczyła się, że ludzkie dobro przynosi ulgę i radość z życia. Odnalazła tu swoje miejsce i nie wyobrażałaby sobie teraz tego zmieniać. Niestety coraz częściej łapała się na tym, że myśli o innym życiu. Obserwując rodziny w szpitalu czy na niedzielnej mszy chciała tak jak oni zasiadając razem do stołu, modlić się przed snem i wspominać każdej nocy swoje wspaniałe życie. Oddała się jednak w ręce Boga i to Jemu przysięgała służyć.
***
Po sumie została sama w kościele. Uklękła na podłodze, spojrzała w oczy Najświętszej Panienki i zaczęła się modlić. Prosiła ją aby dała jej siłę i aby jej życie nie zmieniało się. Nagle poczuła czyjąś obecność za plecami. Odwróciła się i ujrzała zatroskaną twarz proboszcza. Przeżegnała się i podeszła do księdza. On dotknął jej ramienia i rzekł:
- Nie byłaś dzisiaj na mszy, drogie dziecko.
- Ależ byłam, ojcze.
- Owszem, byłaś ciałem, ale myślami chyba nie. – nie wiedziała co powiedzieć. Spojrzała mu w oczy. Zauważyła w nich troskę i chęć rozmowy. Wiedziała, że nikt tak jak on nie udzieli jej duchowego wsparcia. – Lauro, co Cię trapi?
- Powiedziałam już o tym Najświętszej Panience. Wierze, że wysłucha moich modlitw i pomoże wybrać odpowiednią drogę.
- To dobrze, drogie dziecko. Tutaj możesz mówić o wszystkim. Do zobaczenia Lauro.
- Do zobaczenia, ojcze.
Ksiądz Baltazar odszedł do zakrystii a Laura została i wpatrywała się w jego oddalający cień. Wyszła na zewnątrz i usiadła na ławeczce. Spojrzała w niebo i obserwowała chmury. Poruszały się powoli ale powabnie i delikatnie. Każdy powiew wiatru poruszał je w inne strony. Zauważyła nagle cień. To Iza. Podeszła do Laury. Usiadła obok i nie odzywała się. Laura wyczuła jednak, że Izę coś dręczy.
- Przepraszam.
- Za co? – zapytała Laura nie patrząc na nią.
- Za moje słowa.
- Nie musisz mnie przepraszać. Gdzie Marzenka?
- Została u mojej mamy we Wrocławiu. Oczywiście chciała jechać, ale musimy pogadać. – spojrzała Laurze w oczy.
- Oczywiście. Iza masz po części rację. – powiedziała po chwili.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Chcę powiedzieć, że masz rację w tym że może za szybko się poddałam. Jednak musisz wiedzieć, że takie życie jakie prowadzę teraz jest takim jakim chciałam żyć. Fakt nie ma przy mnie ukochanego mężczyzny. Jednak nie mogę narzekać. Mam wszystko o co proszę. Mam świadomość, że macie do mnie o to żal. Jestem wreszcie szczęśliwa.
- Cieszę się z tego. Uwierz mi, że jest to dla mnie ważne. Zastanawiałam się jedynie czemu wybrałaś taką właśnie drogę.
- Mówiłam Ci to już wiele razy.
- Jednak nie powiedziałaś mi nigdy co przesądziło o Twojej decyzji. Jesteś osobą wierzącą w to nie wątpię. Znam Cie Laura i wiem, że nie było to podyktowane jedynie powołaniem. – miała tu trochę racji jednak nie mogła się do tego przyznać. – Musisz być szczera sama ze sobą. Dopiero wtedy będziesz szczęśliwa. Tak myślę. – Laura nie odpowiedziała tylko spojrzała na chmury.
***
Nastał wieczór. Laura stała przy oknie w swojej celi. Wpatrywała się w gwiazdy, które tej nocy były bardzo jasne. Laura nie mogła zapomnieć słów przyjaciółki. Szczerość. Codziennie powtarzała to słowo swoim uczniom jednak czy była szczera sama ze sobą. Nie wiedziała tego. Nie umiała odpowiedzieć czy to co uważa, że szczerość rzeczywiście nią jest. Przez wiele lat wmawiała sobie, że to jest jej życie i nie chce go zmieniać. Wszystko znowu powróciło. Laura zasnęła jednak jej myśli nie pozwoliły na dobry sen.
***
Następnego dnia wstała, jak zwykle o 4:30. Zeszła na poranną modlitwę. Siedziała w ostatnim rzędzie i wpatrywała się w obrazy świętych. Zastanawiała się czy to właśnie jest to o czym marzyła jako mała dziewczynka. Mimo słonecznego dnia w duszy Laury panował zamęt. Jej dotychczasowy spokój zburzyło jedno słowo. Szczerość. Właśnie szczerość zniszczyła jej życie. Czy to na pewno była szczerość? W pewnej chwili podeszła do niej siostra przełożona rzekła zmartwiona:
- Laura, kochanie, nic Ci nie jest?
- Nie, proszę siostry.
- Widzę, że coś Cię gnębi. Czy mogę Ci jakoś pomóc?
- Nie. Dziękuję. – uśmiechnęła się i poszła do swojej celi. Nie miała ochoty zasiąść z innymi siostrami do wspólnego śniadania. Pogrążyła się w nostalgii. Wiedziała, że musi być w tym jakaś prawda.
***
Po zajęciach w szkole udała się do szpitala by odwiedzić chore dzieci. Jechała z radością na swoim starym rowerze i podśpiewywała coś pod nosem. Nie chciała aby dzieci smuciły się widząc jej rozterki. Weszła na oddział i od razu podeszła do pielęgniarki:
- Cześć Basiu?
- O cześć. Jak się cieszę, że już jesteś. Jestem po dyżurze i lecę do domu się przespać.
- Jak Janek?
- A dochodzi do siebie. Dzięki.
- Dobrze, przebiorę się i idę do moich maluchów.
- Wiesz, mam do Ciebie sprawę.
- No?
- Wczoraj przywieźli do nas nową dziewczynkę.
- Tak?
- Jest strasznie wystraszona i nie chce z nami rozmawiać.
- Co jej jest?
- Wykryto u niej białaczkę.
- Oj. Biedne dziecko. Jakie ma szanse?
- Duże. Zostało to wcześnie wykryte i jest duża szansa na wyleczenie.
- Dobra nie traćmy czasu. Idę do niej. Gdzie leży?
- Na dwójce. Nazywa się Maja.
- Dobra. Do jutra.
- Pa.
Laura szła korytarzem i witała napotkane dzieci. Gdy urwisy ją zobaczyły ucieszyły się na jej widok. Każdy z osobna uśmiechał się i nie krył napełniającej go radości. Laura weszła do białej sali, gdzie leżała nowo przyjęta dziewczynka. Mała leżała z otwartymi oczami i wpatrywała się w kwiaty za oknem. Kobieta przywitała się z innymi dziećmi i podeszła do dziewczynki.
- Piękne kwiaty, prawda? – dziewczynka spojrzała na nią zdziwiona. Nigdy nie słyszała tak delikatnego głosu. Nie odpowiedziała jednak na zadane pytanie. – Zaraz zlecą się motyle. Wiesz jakie to piękne? – dziewczynka patrzyła na nią i nie nic mówiła. Laura nie poddawała się, wiedziała że dziewczynka jest wystraszona i nie wolno jej do niczego zmuszać. – Jestem Laura. Słyszałam, że nazywasz się Maja. Jak taka pszczółka. – zauważyła na twarzy dziewczynki delikatny uśmiech. Twarz Laury epatowała ciepłem i od razu dziewczynka poczuła się swobodniej w jej towarzystwie. – Nie wiem ile masz lat ale myślę, że 3.
- Nie. – powiedziała nie śmiale.
- A ile? 4?
- Nie. 5.
- Pięć lat. Duża dziewczynka z Ciebie. Lubisz zwierzęta?
- Tak. – pokiwała głową.
- Ja też. Słyszałaś jak śpiewa słowik?
- Nie.
- Na pewno usłyszysz. Przylatuje tutaj taki mały ptaszek. Ja nazywam go Elemelek. Codziennie rano przylatuje tu i śpiewa nam na rozpoczęcie dnia. Prawda Małgosiu? – tu pokazała dziewczynkę w podobnym wieku co mała Maja, która leżała po drugiej stronie sali.
- Prawda. – odparła inna.
- Widzisz. Lubisz rysować?
- Tak.
- To świetnie. Co najbardziej?
- Księżniczki.
- Dobrze. Posłuchaj, każdy tutaj ma jakąś ksywkę. To jest Glizda, to jest Tekla, obok w sali leży Janson. Ty będziesz … Pszczółka. Zgadasz się?
- Tak.
- Podoba Ci się, Pszczółko?
- Tak. – uśmiechnęła się dziewczynka. Laurę ucieszyła ta mina. – Tata. – zawołała z uśmiechem dziewczynka. Laura z uśmiechem odwróciła się aby przywitać mężczyznę. Wiedziała, że ten człowiek przeżywa piekło. Chciała podnieść go na duchu. Gdy spojrzała w górę zaniemówiła. Z jej twarzy zniknął uśmiech a oczy wpatrywały się w twarz mężczyzny. Nie mogła uwierzyć, w to co widzi.
- Wojtek? – powiedziała przestraszona. Przed nią stał Wojtek. Wpatrywał się w nią zszokowany. Jego przenikliwe spojrzenie zawstydziło Laurę jednak nie mogła oderwać od niego wzroku. Nie widziała go od pięciu lat. Przypomniała sobie ich ostatnie spotkanie. Pamiętała, że było ono przepełnione żalem i cierpieniem. Przez te pięć lat z chłopaka, Wojtek przemienił się w mężczyznę. Przystojnego, wysportowanego, dojrzałego Wojtka. Był od niej nieco wyższy, co sprawiało, że wyglądał jeszcze dostojniej. Takiego go zapamiętała. Wszędzie poznałaby tą czuprynę. Nie ściął jej. Jego brązowe oczy, ten sam piżmowy zapach. Nie mogła uwierzyć, że widzi go po tak długim czasie. Cała miłość odżyła, wszystkie uczucia jakimi do niego pałała powróciły. Zdała sobie sprawę, że mała Maja to właśnie córka Wojtka. Łzy zakręciły jej się w oczach jednak powstrzymała się od płaczu. Nie chciała wystraszyć małej Mai.
- Laura? To naprawdę Ty? – odparł Wojtek przyglądając się jej z radością w oczach. Zauważył jej szary habit i zdał sobie sprawę jakie życie teraz prowadzi Laura. Nie ukrywał szczęścia z tego spotkania. Nie dowierzał jednak, że spotka ją w takim miejscu i w takiej okoliczności. Kobieta nie odpowiedziała, skierowała tylko wzrok na Maję i rzekła powstrzymując łamiący głos:
- Pszczółko, przyjdę do Ciebie później, dobrze? Porozmawiaj z tatą. – trudno było jej wymówić to słowo, gdyż właśnie ono zniszczyło jej życie. – Przepraszam. – wyszeptała i jeszcze raz spojrzała. Ze łzami w oczach wybiegła na korytarz. Mężczyzna nie wiele myśląc pobiegł na nią. Maja zdziwiła się zachowaniem taty jednak nie płakała. Wiedziała, że jest tu bezpieczna. Wojtek pobiegł w kierunku wyjścia. Ujrzał jak kobieta wybiega do przyszpitalnego ogródka i poszedł za nią. Musiał z nią koniecznie porozmawiać. Musiał jej wszystko wytłumaczyć. Czuł, że taka okazja nigdy więcej się nie powtórzy. Przez wiele miesięcy szukał jej. Chciał jej wszystko wytłumaczyć, chociaż wiedział, że nic tym nie wskóra. Nikt nie chciał jednak zdradzić jej miejsca pobytu. Cierpiał na myśl, że nigdy mu nie wybaczy. Bolała go myśl, że nigdy więcej jej nie zobaczy. Kiedy spotkał ją po tak długim czasie wszystkie uczucia jakimi ją darzył wróciły ze zdwojoną siłą. Wreszcie ją dogonił.
- Laura, poczekaj. – powiedział łapiąc ją za ramię. Ona przystanęła. Bała się jednak odwrócić. Poczuła to samo ciepło, co tamtego wieczoru, kiedy zawołał ją po raz pierwszy. Oczy napełniły się łzami, a serce zaczęło bić szybko. Nie mogła złapać tchu. Po chwili jednak odwróciła się. Spojrzała mu w oczy. Nie mogła jednak wykrztusić słowa. – Nie wierzę, że to Ty. – rzekł radośnie mężczyzna.
- Witaj. – powiedziała spuszczając wzrok. Nie mogła patrzeć w te brązowe oczy. Przypominały jej ich wspólnie spędzone chwile. Była teraz służebnicą Boga i nie mogła myśleć o takich rzeczach. Poprawiła habit i spojrzała na niego poważnie.
- Co Ty masz na sobie? – zapytał wyraźnie zdziwiony.
- Habit.
- Co? Jesteś zakonnicą?
- Tak. – odparł z dumą. Zdawał sobie sprawę, że jest to po części jego wina. Jednak nie przypuszczał że Laura wybierze taki styl życia.
- Nie wiesz nawet jak się cieszę, że Cię widzę. – nie potrafiła odpowiedzieć mu tego samego. Nagle Wojtek zbliżył się do niej i przytulił ją mocno. Nie zważał na jej odzienie. Chciał znowu poczuć zapach jej ciała, gładkość jej skóry. Nie mylił się. Jej blond włosy nie straciły połysku a jej skóra była tak samo delikatna jak wtedy gdy całował ją pierwszy raz. Mimo, mętliku w głowie, Laura nie odepchnęła go. Chłonęła jego słowa niczym gąbka. W głębi serca bardzo się ucieszyła na jego widok. Wiedziała, że ich zachowanie jest niedozwolone jednak nie mogła powstrzymać tego uczucia w żołądku. Miała wrażenie, że zakochuje się w nim od początku. Nagle jednak odsunęła się i poprawiając habit rzekła:
- Przestań. – spojrzał na nią bacznym spojrzeniem i stanął wyprostowany - Co u Ciebie słychać? – dodała po chwili. Dziwnie zabrzmiało to pytanie jednak nie mogła już się z niego wycofać.
- Widzę, że poznałaś już Maję. – wiedział, że cała ta sytuacja dalej ją boli.
- Tak. Biedne dziecko. Czemu nie leży w Warszawie? – zabrzmiało to tak jakby chciała się jej pozbyć. Jednak pokochała tą dziewczynkę. Nie wiedziała czemu tak się stało, ale zależało jej na losie małej bardziej niż na losie innych dzieci. Skarciła się za tą myśl.
- Nie mieszkamy już w Warszawie.
- Nie? A gdzie? – zobaczył iskierki w jej oczach.
- Od dwóch lat mieszkamy w Katowicach. Przyjechałem z nią tutaj gdyż wiem, że mają tu dobrych lekarzy. – wyczuła, że Wojtek bardzo kocha tą dziewczynkę. Nie miała mu tego za złe.
- Gdzie Marta? – musiała o to zapytać.
- Marta? Marta oznajmiła mi, że nie jest gotowa na macierzyństwo i odeszła. Zostawiła mi Majkę i poszła w świat. Nie wiem gdzie obecnie mieszka. Słyszałem plotkę, że mieszka w Niemczech. – zauważył w jej oczach dziwną radość. Miał nadzieję, że ta wiadomość ją ucieszy. Laura nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć.
- Aha. Co u Ciebie? – spojrzała na niego pytająco. Wojtek nie mógł oderwać spojrzenia od jej różowych ust. Miał ochotę je pocałować. Nie mógł jednak tego zrobić gdyż Laura była teraz zakonnicą. Nie mógł przyzwyczaić się do jej nowego oblicza. Jednak mimo tego dziwnego ubioru była tą samą Laurą. Była jego Laurą.
- W porządku. Jakoś idzie.
- Powinieneś iść do Mai. – powiedziała bojąc się, że zaraz zrobi coś czego potem będzie żałować. – Ja muszę już iść. – już miała wyjść kiedy Wojtek nachylił się, spojrzał w jej niebieskie oczy i rzekł czule:
- Wiedz, że nigdy nie przestałem Cię kochać. – i pocałował ją w policzek.
- Ale ja Ciebie tak. – powiedziała i odeszła nie oglądając się za siebie. Nie mogła ukryć, że ucieszyła się na dźwięk tych słów. Z widocznymi łzami wybiegła ze szpitala. Musiała stamtąd uciec aby nie wystraszyć dzieciaków. Nie mogła zapomnieć spojrzenia Wojtka. Było takie samo jak pięć lat temu. Wsiadła na rower i czym prędzej pojechała do Izy. Nie zważała na odległość. W połowie drogi stanęła przy drzewie i rozpłakała się. Miłość do Wojtka była silniejsza niż dotychczas. Zastanawiała się czemu jej życie tak diametralnie się zmienia. Była zakonnicą. Była służebnicą Boga. Musiała wyrzec się miłości do mężczyzn. Musiała kochać wszystkich, ale jak siostra, jak matka. Nie jak kobieta. Nie wolno jej było kochać, nie wolno jej było pragnąć. Sama wybrała taki los, jednak zastanawiała się czy wybrała dobrze. Czy właśnie o takiej szczerości mówiła Iza? Czy tak ma się zakończyć jej dotychczasowe życie? Wszystko było bardzo skomplikowane. Nie umiała poradzić sobie z tą sytuacją. Stojąc na rozdrożu wpatrywała się w zachmurzone niebo.
- Boże, jaką drogą powinnam pójść? Czemu na mojej drodze postawiłeś właśnie Wojtka? Czy to jest kolejny sprawdzian? Co mi chcesz powiedzieć? - otarła łzy i ponownie wsiadła na rower. Dojechała do domu matki Izy. Zadzwoniła do drzwi. Usłyszała stukot stópek biegnących do drzwi. Drzwi otworzyły się a w nich stała Marzenka.
- Ciocia. Mamo! Przyszła ciocia.
- Ty nie boisz się sama otwierać drzwi?
- Nie, jestem duża.
- Marzena! Ile razy Ci mówiłam … Laura?
- Cześć. Mogę wejść?
- Jasne. Marzenko przynieś cioci coś do picia. – usłużna dziewczynka zrobiła to o co poprosiła ją Iza. Postawiła na stole szklankę i rzekła szczęśliwa:
- Proszę, ciociu. Pójdziesz ze mną na plac zabaw? – Iza zauważyła, że Laura nie jest w najlepszym nastroju.
- Mamo, zabierz Marzenę do parku!
- Już kochanie. O, szczęść Boże, Lauro. Co u Ciebie?
- W porządku. Dziękuję.
- Marzenko, ubieraj się. Pójdziemy na plac zabaw.
- Ciocia nie idzie z nami?
- Nie, słoneczko. Mama i ciocia chcą porozmawiać.
- O czym?
- Nie wiem … – gdy wyszły Iza zaparzyła kawy i rzekła do przyjaciółki.
- Widzę, że przyjechałaś do mnie bo coś Cię gryzie.
- Iza, nie wiem co ja mam robić.
- Najpierw powiedz mi co się stało?
- Spotkałam go. – tu opuściła głowę.
- Kogo?
- Wojtka.
- Gdzie?
- Byłam dzisiaj w szpitalu. Przyjęli nową dziewczynkę. Okazało się, że to … że to jest … córka Wojtka.
- Co? Ale jak to? – Laura zaczęła opowiadać przyjaciółce o spotkaniu po latach, o Majce, o swoich uczuciach. Nie mogła powstrzymać potoku słów. Mówiła, a Iza nie chciała jej przerywać. Czuła, że Laura musi się wygadać. Wiedziała, że Laura dalej kocha Wojtka. Wiedziała, również że decyzja o zakonie została podjęta pod wpływem chwili. Miała nadzieję, że przyjaciółka przejrzy na oczy i zacznie normalnie żyć. Nie chciała jednak aby bardziej cierpiała. Miała jednak dosyć użalania się Laury nad swoim życiem. Musiała wziąć sprawy w swoje ręce.
- Kiedy go zobaczyłam zaniemówiłam. Wszystko mi się komplikuje. Nie wiem już co mam robić.
- Czyli nadal go kochasz?
- Nie. – wypierała się Laura.
- Nie kłam. Chodź raz się przyznaj. Chodź raz bądź szczera sama ze sobą.
- Nie kocham go. Nie sadziłam tylko, że znowu go zobaczę.
- Nie wmawiaj mi, że z obojętnością zareagowałaś na jego widok. – no tu Iza miała rację.
- Myśl sobie co chcesz.
- Słuchaj, po co Ty do mnie w ogóle przyjechałaś? Chciałaś tylko opowiedzieć mi, że spotkałaś Wojtka? Jeśli tak, powiedziałaś swoje!
- Czemu się denerwujesz?
- Bo mam dosyć Twojej niedojrzałości. Dziewczyno, znam Cię i wiem, że ciągle czujesz coś do niego. Nie, nie próbuj mi wmówić, że to nieprawda, bo widzę co się z Tobą dzieje jak o nim mówisz. Twoje oczy błyszczą jak tysiące świec, i jak wypowiadasz jego imię to z takim uczuciem, że sama nie wiem czy się w nim nie zakocham. Zdecyduj Ty się wreszcie.
- Nie potrzebuje Twoich rewelacji. Poradzę sobie sama. – wstała i chciała wyjść kiedy rzekła Iza.
- Mnie możesz oszukiwać. Wojtka możesz oszukiwać. Tylko czemu na miłość Boską oszukujesz samą siebie? – Laura nie odpowiedziała tylko wyszła trzaskając drzwiami. Iza wiedziała, że ma rację. Nie poszła za przyjaciółką, gdyż wiedziała, że potrzebuje ona teraz samotności. Bolały ją te słowa jednak musiała potrzasnąć przyjaciółką. Laura trzymając rower, szła po szosie i rozmyślała nad słowami przyjaciółki. Czy rzeczywiście oszukiwała samą siebie? Czy jej dotychczasowe życie było jedynie przykrywką? Pojechała do parafii okrężną drogą. Wchodząc do kościółka rozpłakała się:
- Czy potrafię wybaczyć i zacząć żyć na nowo? Czy mogę zapomnieć o jego zdradzie i żyć normalnie? Czy zakon to rzeczywiście był błąd? Co mi chcesz powiedzieć Matko Najświętsza? Nie rozumiem Twoich słów. – zdała sobie sprawę, że zakon to była ucieczka, jednak dziewczyna sama nie widziała do końca przed czym. Wiedziała, że uciekała przed kolejnym rozczarowaniem, przed kolejnym bólem i żalem. Uciekała przed miłością. Do kościoła weszła siostra Antonina. Gasiła świece i zauważyła Laurę pogrążoną w zadumie.
- Siostro? Stało się coś?
- Nie. – powiedziała i nie patrząc na siostrę opuściła nawę kościoła.
***
Nastał kolejny dzień. Laura oczywiście nie spała spokojnie. Męczyła ją ta cała sytuacja. Znowu dręczyły ją wątpliwości czy nadaje się na zakonnicę. Czuła, że życie wymyka się z pod kontroli. Każda godzina powodowała, że Laura miała dosyć wszystkiego. Miała poukładane życie. Nagle zjawił się on i wszystko jej zburzył. Może musiało się to stać? Może taki właśnie był jej los? Nie umiała powiedzieć. Całą noc wspomniała Wojtka, jego ciepłe ręce, jego uścisk. Przypomniała sobie jego spojrzenie, kiedy ujrzał ją w habicie. Miał wystraszony wzrok, ale jednoczenie widać w nim było radość ze spotkania. Nadal ją kochał. Kiedy wspominała jego słowa robiło jej się ciepło na sercu. Nie mogła jednak zapominać, że ona była zakonnicą a on ojcem. Ojcem chorego dziecka, które potrzebuje wsparcia, miłości i uwagi. Czuła się teraz jak takie chore dziecko. Miała chorą duszę. Zawsze to ona przynosiła ukojenie, jednak teraz sama potrzebowała opieki oraz wsparcia. Wchodząc na lekcję odruchowo westchnęła. Dzieciaki od razu zauważyły jej zły nastrój. Jedna z uczennic spytała zdziwiona:
- Siostro? Stało się coś?
- Nie, kochanie. Męczyły mnie jakieś koszmary w nocy i nie mogłam spać. – skłamała. - Otwórzcie katechizmy na stronie 12. Dzisiaj przeczytamy przypowieść o owieczkach. Kasiu, zacznij, proszę, czytać. – dziewczynka czytała powoli, a Laura zanurzyła się w rozmyślaniach. Ocknęła się widząc na sobie zdziwione spojrzenie uczniów.
- Przepraszam, Was. – spojrzała na dziennik i rzekła wysilając twarz do uśmiechu – Jesteście wolni. – dzieciaki z piskiem wybiegły na korytarz. Laura otworzyła okno i wpatrywała się w zachmurzone niebo. Po chwili wyszła ze szkoły i udała się do szpitala. Chciała dowiedzieć się czegoś na temat stanu zdrowia Majki. Zależało jej na małej jak jeszcze na nikim. Owszem, każde z dzieciaków było bliskie jej sercu, ale Maja była wyjątkowa. Laura nie wiedziała czemu tak jest. Zdawała sobie sprawę, że Wojtek musi bardzo to wszystko przezywać. Nie mogła zostawić go przecież samego. Weszła na oddział. Zauważyła jak na jednym z krzeseł siedzi Wojtek. Głowę miał podpartą na rękach. Oczy miał zamknięte. Musiał siedzieć przy niej całą noc. Przechodząc obok kuchni oddziałowej, weszła tam. Zalała duży kubek kawy i udała się w jego kierunku. Musiała mu jakoś pomóc. Musiała go wspierać. Przeszłość nie miała tu teraz znaczenia. Chciała pomóc mu uporać się z tym poczuciem bezradności. Wiedziała, że dla rodzica to uczucie jest najbardziej bolesne. Podeszła do niego cicho i usiadła obok. Po raz pierwszy od pięciu lat, dotknęła jego ręki. Była ciepła, silna i taka jaką zapamiętała. Przypomniała sobie jego dotyk. Skarciła się za tą myśl. Gdy mężczyzna poczuł delikatny dotyk ocknął się. Rozejrzał się zmęczonym wzrokiem i zauważył uśmiechniętą twarz Laury. Ucieszył się na jej widok. Jej radosna twarz poprawiła jego złe samopoczucie.
- Trzymaj. – podała mu kubek. – Wiem, że nie jest to kawa parzona, ale mam nadzieje, że choć trochę postawi Cię na nogi. – pamiętała jaką kawę lubił najbardziej. Ucieszyło go to. Zdał sobie sprawę, że Laura wciąż coś do niego czuje. Wywnioskował to z jej spojrzenia pełnego ciepła, serdeczności i zrozumienia. Habit nie miał dla niego znaczenia. Chciał ją odzyskać. Chciał aby znów była jego Laurą. Wierzył, że kiedyś mu wybaczy i ponownie zaufa. Wiedział, jednak, że nie będzie to takie proste.
- Dziękuję.
- Może chcesz coś zjeść?
- Nie. Muszę tu być jak przywiozą Maję.
- Jak ona się czuje? – zapytała patrząc się na niego z uczuciem.
- Miała dzisiaj pierwszą chemioterapię.
- Wierzę, że będzie dobrze. – trzymała jego rękę w uścisku. Nie chciała jej puszczać. Wiedziała, że Wojtek tego teraz potrzebuje. Chciała być blisko niego.
- Też się o to modlę. Jest ona dla mnie wszystkim. Nie wybaczyłbym sobie gdyby coś jej się stało. – odparł upijając łyk kawy. Laura podziwiała go za jego uczucie do Majki. Wiedziała, że jest on dobrym ojcem.
- Musisz odpocząć.
- Nie. Czuje się dobrze. – nie ukrywał, że obecność Laury dawała mu najwięcej siły. Miała ona w sobie coś magicznego. Uwielbiał jej towarzystwo. Bał się jedynie, że to wszystko jest chwilowe. Nie mógł przyzwyczaić się do Laury w habicie. Nie spodziewał się, że ich drogi jeszcze kiedyś się skrzyżują. Widocznie było im to pisane. Uważał, że na zawsze stracił szansę naprawić krzywdę jaką jej wyrządził. Przez lata nienawidził siebie za to. Nie ukrywał, że Marta była pomyłką i gdyby mógł to cofnąłby czas. Nie zrobiłby tego po raz drugi. Jednak z drugiej strony dziękował Bogu za Majkę. Była ona jego całym światem. Była jego słoneczkiem, które rozświetlało jego szare dni. Codziennie dawała mu siły by wstać z łóżka i cieszyć się życiem. Miał dla kogo żyć. Miał kim się opiekować. Teraz kiedy jego księżniczka była chora nie mógł patrzeć na jej smutną minkę. Bolało go, że jego ukochana córeczka musi przechodzić przez takie piekło. Za jakie grzechy, ona? Zrozumiałby gdyby to spotkało jego. Gdyby płacił za swoje grzechy. Jednak nie mógł zrozumieć czemu dotknęło to jego aniołka. Oddałby życie za jej szczęście. Nigdy nie przypuszczał, że stanie się taki odpowiedzialny. Brakowało tylko jednego elementu w całej tej układance. Laury. Miał nadzieję, że teraz wszystko się zmieni. Miał nadzieję, że dostał od życia kolejną szansę.
- Wojtek? – usłyszał nagle głos Laury. Rozejrzał się po korytarzu. Zauważył jak pielęgniarka pcha łóżko Mai. Szybko poderwał się z krzesła i podszedł do małej.
- Moja księżniczka. – wyszeptał i pocałował ją w czoło. Krajało mu się serce, gdy widział swoją dziewczynkę na tak wielkim łóżku. Laura zauważyła jego zmartwioną minę. Chwyciła jego dłoń w mocniejszy uścisk. Wojtek poczuł to i spojrzał na nią z podziękowaniem Był jej wdzięczny za dobroć i miłość. Skinieniem głowy pokazała na lekarza. Rzekła do niego w pośpiechu:
- Panie, doktorze, jak przebiegł zabieg?
- Siostra jest z rodziny?
- Nie. Tu jest jej ojciec. – gdy wypowiedziała to słowo nie brzmiało ono jak za pierwszym razem.
- Panie doktorze, jak się czuje moja córka? – rzekł Wojtek. Spojrzał na Laurę, ale ona odsunęła się nieco. Lekarz rzekł:
- Panie Zięba, pierwsza chemioterapia przebiegła prawidłowo. Dziewczynka będzie przez kilka godzin ospała. Jednak są duże szanse na całkowite wyleczenie. Teraz musimy czekać. Proszę być dobrej myśli. Przepraszam, ale musze iść do innych pacjentów.
- Co powiedział? – zapytała zaciekawiona Laura.
- Majka, ma duże szanse na całkowite wyleczenie. – po tych słowach przytulił ja na znak wdzięczności. Podniósł ją do góry i nie mógł opanować rozpierającej go radości. – Przepraszam. – powiedział stawiając ją z powrotem na podłogę.
- Ja też się cieszę. – nastała krępująca cisza.
- Laura? Czy to przeze mnie? – rzekł spoglądając na jej ubiór.
- Nie … ja … - wiedział, że po części była to jego wina. Nie chciał jej dłużej niepokoić swoimi sugestiami.
- Dziękuję Ci za wszystko. Majka nie może przestać o Tobie mówić. Jesteś aniołem. – pocałował ją w rękę. Zarumieniła się na ten gest. Uwielbiał te jej rumieńce.
- Chodź, zobaczmy jak się czuje Pszczółka. – powiedziała zmieniając temat.
- Kto?
- Pszczółka. – weszli do pokoju. Wszystkie dziewczynki ucieszyły się na widok Laury. Do każdej z nich podeszła i ucałowała na przywitanie. Wojtek poszedł do córki. Zauważył, że mała otworzyła oczy. Wpatrywała się w ściany i nie była pewna co się wokół niej dzieje. Zauważyła ojca i rzekła cichym głosikiem:
- Cześć, Tatusiu.
- Cześć, księżniczko.
- Pszczółko. – poprawiła go dziewczynka.
- Przepraszam, Pszczółko. Długo spałaś śpiochu.
- Gdzie Laura?
- Tu jestem Pszczółko. – gdy Maja zobaczyła uśmiechnięta twarz kobiety zaśmiała się zaspana. Wojtek usiadł na krześle obok i głaskał córkę do póty aż nie zasnęła. Laura przyglądała się jedynie z jakim uczuciem Wojtek traktuje tego aniołka. Musiał ją bardzo kochać. Spojrzenie jakie jej posłał świadczył o tym, że cieszy go obecność Mai. Uśmiech nie schodził z jego twarzy.
- Laura, poczytasz nam?
- Oczywiście kochanie. Będę czytała cicho bo Pszczółka zasnęła. Tekla jaką książkę Wam przeczytać?
- Tą – i podała jej egzemplarz. Laura usiadła na krześle. Otworzyła książkę na pierwszej stronie i zaczęła czytać.
- Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, w pięknym zamku, mieszkała księżniczka Łucja. Była ona … - Laura czytała z taką pasja i radością, że w pewnej chwili Wojtek odwrócił się i nasłuchiwał ciepłego głosu kobiety. Zdał sobie sprawę, że nadal ją kocha. Uczucia, którymi ją darzył powróciły i spowodowały, że postanowił zawalczyć o nią na nowo. – W sąsiednim królestwie mieszkał książę, który z całego serca kochał księżniczkę Łucję ...– po tych słowach Laura spojrzała na Wojtka. Napotkała jego przenikliwe spojrzenie. Ona była Łucją, a on – jej księciem. Uśmiechnęła się do niego. Odwzajemnił uśmiech i dalej słuchał jej delikatnego głosu. – W królestwie była zła królowa, która nie chciała aby tych dwoje kiedykolwiek się pobrało. Uknuła więc intrygę. Zaczarowała księżniczkę. Łucja kłamała, oszukiwała i była bardzo nie miła dla swoich poddanych. Książę Karol robił wszystko aby uratować swoją ukochaną … - tu znowu spojrzała na Wojtka. Zauważyła, że ma on przymknięte oczy. Rozczulił ją ten widok. Chciała go otulić jednak nie było na sali wolnej kołdry. Odłożyła książkę, podeszła do niego i dotknęła jego pleców. On obudził się i spojrzał na nią zmulonym spojrzeniem.
- Co?
- Idź się połóż. Posiedzę przy niej. – przetarł zaspane oczy. – Będzie w dobrych rękach. Obiecuje. – wiedział, że może jej zaufać.
- Nie, jest ok. – tu ziewnął.
- Właśnie widzę. Ledwo trzymasz się na nogach. Musisz wypocząć.
- Może masz rację? – ziewnął. – Pójdziesz ze mną?
- Muszę zostać w dzieciakami. Jednak obiecuje, że odwiedzę Cię. Gdzie się zatrzymałeś?
- W Posejdonie.
- Dobrze, idź teraz odpocznij a ja zajmę się małą. Nie marudź. – uśmiechnęła się do niego tym samym uśmiechem co pięć lat temu. Wiedział, że zostawia swoje dziecko w dobrych rękach. Poszedł korytarzem do wyjścia. Obejrzał się ponownie obserwując jej powabne ruchy. Jedyne co mu w niej przeszkadzało to ten nieszczęsny habit. Nie mógł powstrzymać myśli o jej delikatnej skórze, jędrnych piersiach i wspaniałych pełnych ustach. Musiał zrobić coś aby ponownie mu zaufała. Pojechał do hotelu. Przez całą drogę nie przestawał myśleć o Laurze. Jej ponowne spotkanie dało mu nadzieję, że są oni sobie przeznaczeni. Nie chciał dłużej żyć nadzieją. Musiał zacząć działać. Musiał pokazać jej, że żałuje swojego czynu i jest gotowy aby ją odzyskać. Przez ten cały czas brakowało mu jej ciała, brakowało mu pieszczot. Spotykał się, co prawda, z innymi kobietami, jednak nie gościły one w jego sercu na długo. Były to z reguły przelotne romanse. Zależało mu też na tym, aby zapewnić bezpieczeństwo Majce. Nie mógł stworzyć rodziny z kobietą, która nie kochałaby Majki. Dziewczynka nigdy nie poznała swojej biologicznej matki. Nie mógł zburzyć jej świata wprowadzając do jej życia nową mamę. Nie wiedział jak to wpłynie na dziewczynkę. Gdy zobaczył Laurę na nowo poczuł żar namiętności oraz radość. Wiedział co do niej czuł, wiedział jakie relacje ich łączą. Chciał stworzyć z nią rodzinę. Widział jak Maja patrzyła na Laurę. Nigdy nie widział takiej radości w oczach dziecka. Wiedział, że mała potrzebuje matki. Jako ojciec był dobry i wiedział o tym doskonale. Robił wszystko aby Majka czuła się bezpieczna i kochana. Położył się do łóżka i zamknął oczy. Przyśniła mu się ich pierwsza wspólna noc. Pamiętał płomyki w jej oczach. Od ponad czterech lat śnił o niej niemal bez przerwy. Nie mógł o niej zapomnieć. Była ona jego pierwszą prawdziwa miłością.
***
Nastał kolejny dzień. Przez całą noc Laura czuwała przy małej Majce. Nie umiała określić co czuje do tej małej. Jednak wiedziała, że jest ona dla niej ważna. Dziewczynka obudziła się. Spojrzała na Laurę zdziwionym spojrzeniem i rzekła cicho:
- Cześć.
- Cześć. Jak się spało, Pszczółko?
- Dobrze. – Laura zauważyła, że mała jest cała rozpalona. Nagle dziewczynka zemdlała. Laura wpadła w panikę. Zaczęła cucić dziewczynkę jednak bezskutecznie. Mała dostała drgawek. Kobieta w pośpiechu wybiegła na korytarz:
- Lekarz! Gdzie jest lekarz?! – z pokoju wyłoniła się czyjaś głowa. Laura dostrzegła biały kitel i szybko zaalarmowała o złym stanie dziewczynki.
- Co się dzieje? – zapytał lekarz.
- Ma drgawki, temperaturę.
- Kto?
- Maja Zięba z dwójki. Szybko. – lekarz pobiegł do wskazanego pokoju. Nie pozwolił Laurze wejść.
- Proszę zawiadomić jej ojca.
- Zaraz do niego zadzwonię. – Laura wybiegła na korytarz. Zaczęła gorączkowo szukać telefonu. Nie mogła powstrzymać łez. Była ona jedną z tych wszystkich dzieci, które codziennie odwiedzała, które codziennie podnosiła na duchu. Jednak nigdy nie bała się tak o żadne inne dziecko. Ze łzami w oczach wykręciła numer hotelu, w którym zatrzymał się Wojtek.
- Hotel Posejdon w czym mogę pomóc?
- Z pokojem Wojciecha Zięby, proszę. – powiedziała zdenerwowana Laura.
- Z kim mam przyjemność?
- Laura Kujawiak.
- Proszę poczekać.
***
Wojtek spał w najlepsze nie mając pojęcia o stanie zdrowia Majki. Obudził go telefon. Zaspanym głosem rzekł, podnosząc słuchawkę:
- Tak?
- Witam Pana. Nazywam się Renata Tylawska i dzwonie z recepcji.
- Tak, słucham? – przetarł zaspane oczy.
- Dzwoni Pani Laura Kujawiak. Czy mam ją połączyć?
- Tak. Tak. Proszę. – ucieszył się gdy usłyszał to imię. Zdziwił go jednak telefon od niej o tak wczesnej porze.
- Wojtek? – usłyszał w słuchawce jej zdenerwowany głos. Zmartwił się. Zerwał się z łóżka i nasłuchiwał jej zdenerwowanego głosu:
- Laura, co się stało? – zapytał wystraszony.
- Majce się pogorszyło! Przyjedź tu szybko! – nie wiele myśląc rzucił słuchawkę, pospiesznie się ubrał i pojechał do szpitala. Pamiętał jej zdenerwowany głos. Wbiegł do szpitala. Zauważył jej szczupłe ciało przed jedną z sal. Szybko do niej podszedł. Dostrzegł łzy w jej oczach, poczuł ucisk w sercu.
- Laura, gdzie Majka? Gdzie moje dziecko?! – kobieta nic nie powiedziała tylko wskazała ręką salę. Wokół dziewczynki było mnóstwo ludzi. Lekarz zauważył Wojtka, podszedł do niego i rzekł podając rękę:
- Witam, Panie Wojtku.
- Panie doktorze, co z moją córką?
- To jest normalna reakcja na chemioterapię. Jej organizm walczy. Musimy czekać. Niech Pan się nie martwi. Będzie dobrze. Proszę niech Pan do niej idzie. – poklepał go po plecach i odszedł. Wojtek podszedł cicho do łóżka Majki i nie mógł ukryć wzruszenia. Bał się o nią. Bał się o swoją małą córeczkę. Kochał ją jak nikogo na świecie. Usiadł na łóżku i patrzył jak mała śpi. Gładził jej delikatną buzię i dziękował Bogu, że Majka przyszła na świat. Nagle dziewczynka otworzyła oczy, spojrzała na ojca i powiedziała wesoło:
- Cześć.
- Cześć kochanie. Nie strasz mnie tak nigdy więcej. – pocałował ją w czółko.
- Gdzie Laura? – no tak Laura. Dzięki niej o wszystkim się dowiedział. Spojrzał na korytarz. Nie było jej tam. Musiała pomyśleć, że ma do niej jakieś pretensje. Nic jej nie powiedział. O niczym nie wie.
- Zaraz po nią pójdę. – pośpiesznie wyszedł z sali. Szukał Laury, ale nie mógł jej znaleźć. Nagle dostrzegł jej sylwetkę przy oknie. Siedziała na parapecie ze skrzyżowanymi nogami i wpatrywała się w zielone drzewa. Podszedł do niej i cicho powiedział:
- Dziękuję.
- Za co?
- Gdyby nie Ty, o niczym bym nie wiedział.
- Zadzwoniliby do Ciebie. Nie ma tu mojej zasługi. Jak mała się czuje? – nie patrzyła na niego.
- Dobrze, to była typowa reakcja na chemioterapie. Laura … spójrz na mnie. – zrobiła o co poprosił. Spojrzała na niego smutnym wzrokiem. Zbliżył się do niej i bez zbędnych słów przytulił ją. – I tak bardzo Ci dziękuję. – Laura nie broniła się. Potrzebowała jego dotyku. Potrzebowała poczuć, że nie ma on do niej żalu. Obiecała mu przecież, że Majce nic się nie stanie. Stała tak wtulona w jego ramiona. Było jej dobrze, było jej tak dobrze jak pięć lat temu, kiedy leżeli razem na trawie, a on gładził jej włosy. Laura miała żal do samej siebie, że oszukiwała się przez cały ten czas. Iza miała rację. Zakon to była ucieczka, przed miłością. Całe jej dotychczasowe życie było jedynie przykrywką jej prawdziwych uczuć. Wtulona w jego muskularne ramiona, rozpłakała się. Żałowała tej decyzji. Żałowała chwili, kiedy zdecydowała się wstąpić do zakonu. Wojtek usłyszał jej płacz i przytulił ją mocniej. Zrozumiała, że przez wszystkie te lata, brakowało jej czułości, bliskości i nie potrafi dłużej żyć bez Wojtka u boku. Nie mogła dłużej siebie oszukiwać. Nie chciała dłużej tkwić w takim życiu. Ponowne spotkanie Wojtka uświadomiło jej że jest on dla niej najważniejszy na świecie. Co noc wspominała jego usta, jego dłonie, jego zapach. Co noc pamiętała namiętność jaka była miedzy nimi. Już dawno wybaczyła mu zdradę. Dawno już uporała się z uczuciem krzywdy i wstydu. Złe emocje wyparowały wraz z wybaczeniem. Widocznie właśnie tą drogą musiała iść. Wiedziała, że Wojtek, teraz musi myśleć perspektywicznie. Nie chciała burzyć jego relacji z Majką. Uświadomiła sobie, że kocha tą małą jak własną córkę. Była ona dla niej bardzo ważna. Całe jej życie wywróciło się o 180 stopni. Odsunęła się od niego na bezpieczna odległość i rzekła ze łzami w oczach:
- Muszę iść. Przepraszam.
- Majka chce Cię zobaczyć. – poszła więc do dziewczynki. Gdy tylko ją ujrzała wzruszenie ogarnęło jej całe ciało. Usiadła obok niej i zapytała łamiącym głosem:
- Jak się czujesz, Pszczółko?
- Dobrze. Czemu płaczesz? – dotknęła jej policzków. Jej małe rączki sprawiły, że na twarzy kobiety pojawił się uśmiech. Łzy poleciały po policzkach.
- Bardzo się o Ciebie bałam, kochanie. – przytuliła dziewczynkę. Mała odwzajemniła jej uścisk. Wtuliła się w szyję Laury. Wojtek nie ukrywał radości na ten widok. Wiedział, że Laura była by świetną matką.
- Czuję się dobrze. Był tu Rico.
- Rico? – zapytał Wojtek.
- To klaun. Fajny był? – zapytała Laura.
- Tak. Robił takie śmieszne sztuczki.
- Tak? Jakie na przykład? – dziewczynka zaczęła opowiadać Laurze o klaunie i śmiała się przy tym w niebo głosy. Promienna twarz dziewczynki koiła serce zdenerwowanego Wojtka. Laura spojrzała na niego i dostrzegła iskry w jego oczach. Te same iskry, który widziała pięć lat temu. Wstała z łóżka. Pożegnała się z dziewczynką i ze smutkiem w oczach wyszła.
- Tatusiu?
- Tak, żabko?
- Pszczółko! – oburzyła się Majka.
- Wybacz, ciągle zapominam.
- Fajna jest ta Laura, prawda?
- Tak, bardzo fajna. – spojrzał na jej znikający cień.
- Dlaczego ma taką dziwną sukienkę? – też zadawał sobie to pytanie.
- Laura jest zakonnicą.
- Kto to jest konnica?
- He, he. Zakonnica. Jest to Pani, która … - szukał odpowiedniego słowa. - … która całe dnie się modli.
- Aha. – do pokoju wszedł lekarz. Niósł w rękach białą teczkę. Podszedł do mężczyzny i rzekł radosnym głosem:
- Panie Wojtku, mam wyniki badań Pana córki.
- Tak?
- W poniedziałek może Pan zabrać córkę do domu. Tu ma Pan receptę. Musi brać te leki przez 2 miesiące. Po wybraniu wszystkich leków zgłosi się Pan do mnie. Przeprowadzimy badania i zobaczymy co dalej. Gdyby cokolwiek się działo, Abo gdyby miał Pan jakieś pytania proszę do mnie dzwonić.
- Dziękuję doktorze. Czy jest szansa na całkowite wyleczenie?
- Tak. Musimy tylko poczekać. Organizm Mai potrzebuje czasu aby się zregenerować. Będzie dobrze. – podszedł do dziewczynki i zapytał z uśmiechem:
- Jak się czujesz, Pszczółko?
- Dobrze. – wyciągnął stetoskop i przystawił dziewczynce do płuc.
- Nic Cię nie boli?
- Nie. – nasłuchiwał płuc i serca. Wszystko było w porządku.
- Oddychaj głęboko. Bardzo dobrze. Jesteś bardzo dzielna.
- Wiem. Laura obiecała, że będę miała włoski. – spojrzała promiennym wzrokiem na ojca. Wojtek tylko się uśmiechnął. Lekarz zapisał coś na kartce i wyszedł z pokoju. Maja rzekła:
- Tatusiu, wracamy do domu?
- Tak, kochanie. Nie długo jedziemy do domku. – pocałował małą w czoło.
- A Laura pojedzie z nami?
- Nie wiem. Musisz ją o to zapytać.
- Kiedy przyjdzie?
- Pewnie jutro. Nie przepuści takiej okazji żeby nie dać Ci buziaka. Śpij, kochanie.
Wiedział, że gdy wyjedzie straci Laurę na zawsze. Znowu pozwoli jej odejść i nigdy więcej jej nie zobaczy. Musiał wiedzieć co ona do niego czuje. Chciał wiedzieć czy ma na co czekać. Nie chciał znowu jej stracić. Czuł, że chce spędzić z nią resztę życia. Musiał jedynie sprawić aby stała się na nowo jego Laurą. Musiał przekonać ją do zrzucenia habitu i powrotu do normalnego życia.
***
W tym samym czasie Laura siedziała w swojej celi i płakała. Wiedziała, że kiedyś on wyjedzie i znowu będzie tylko miłym wspomnieniem. Miała wyrzuty sumienia, że znowu pozwoli mu odejść. Nie mogła do tego dopuścić. Nie mogła zostawić Majki. Kochała ją. Nie mogła wyobrazić sobie życia bez tej dwójki. Zawsze wiedziała co należy zrobić, zawsze umiała dobrać zachowanie do odpowiedniej sytuacji. Jednak tym razem nie rozumiała głosu swojego serca. Nie umiała podjąć decyzji. Nurtowało ją pytanie o jej dotychczasowe życie. Było ono poukładane i zawsze z góry zaplanowane. Może właśnie tego się bała. Zmiany. Jednak w głębi serca chciała na nowo zacząć żyć. Chciała budzić się z pytaniem co przyniesie nowy dzień. Chciała cieszyć się każdym dniem i nie udawać kogoś kim nigdy nie była. Chciała budzić się u boku ukochanego mężczyzny i tulić w ramionach małą Majkę. Chciała widzieć jak dorasta, jak się uśmiecha, jak idzie pierwszy raz do szkoły. Chciała być dla niej mamą. Musiała zakończyć tą farsę. Nie chciała dłużej żyć nie swoim życiem. Oszukiwała się myśląc, że takie życie jakie wiodła przez te pięć lat jest takim jakie chciała mieć. Zawsze marzyła o domu, rodzinie. Zawsze chciała wyjść za mąż i urodzić córkę. Nie mogła dopuścić do tego, żeby jej marzenia nigdy się nie spełniły.
Nagle usłyszała pukanie do drzwi. Otarła łzy i pośpiesznie je otworzyła. W drzwiach stał proboszcz Baltazar. Zdziwiła się ma jego widok, gdyż on nigdy nie odwiedzał sióstr w klasztorze. Zaprosiła go do środka i z wymuszonym uśmiechem zamknęła drzwi celi.
- Szczęść Boże, Lauro. – rzekł chropowatym głosem Baltazar.
- Szczęść Boże, ojcze.
- Widzę, dziecko, że męczą Cię jakieś sprawy.
- Tak, ojcze. Nie wiem co mam zrobić?
- Opowiedz co Cię dręczy, drogie dziecko.
- Nie wiem czy nadaje się na służebnicę Boga.
- Dlaczego tak uważasz?
- Spotkałam ostatnio mężczyznę …
- Wojtka?
- Tak, skąd ojciec wie?
- Bóg widzi wszystko. Chciałabyś do niego wrócić?
- Nie wiem tego.
- Nie wiesz co do niego czujesz?
- Nie jest to takie proste. Ciągle rozpamiętuje to co mi zrobił.
- Nie umiesz mu wybaczyć?
- Nie tu nie chodzi o wybaczenie. To zrobiłam już dawno temu. Boję się, że …
- … że znowu Cię skrzywdzi?
- Tak. – opuściła głowę.
- Jesteś teraz służebnicą Boga. Musisz zapomnieć o tym mężczyźnie.
- Ja … ja …
- Siostra ma obowiązek służyć Bogu. Proszę przygotować się do mszy. – wyszedł z celi. Doskonale wiedział co robi. Laura stała i nie mogła uwierzyć, że musi o nim zapomnieć. Nie mogła znieść myśli, że musi wymazać jego twarz z pamięci. Podeszła do okna i rzekła do swojego odbicia:
- Musisz wreszcie zrobić coś ze swoim życiem. – i ze łzami w oczach wyszła z celi. Miała teraz inne sprawy na głowie niż uczestniczenie we mszy.
***
Udała się do hotelu, w którym zatrzymał się Wojtek. Musiała wreszcie załatwić wszystko jak należało. Weszła do środka, podeszła do recepcji i ze strachem rzekła:
- Przepraszam Panią …
- Tak?
- Nazywam się Laura Kujawiak. Chciałabym się zobaczyć z Panem Ziębą. W którym pokoju się zatrzymał?
- Proszę chwileczkę zaczekać. – recepcjonistka wykręciła jakiś numer i po chwili rzekła z uśmiechem. – Pan Zięba oczekuje siostry w pokoju 325. Pojedzie siostra na trzecie piętro.
- Dziękuję. – udała się na trzecie piętro. Z obawą szukała pokoju. Jest. Pokój 325. Stanęła przed drzwiami i zastanawiała się co mu powie. Zastanawiała się jak spojrzy mu w oczy. Wahała się aby zapukać gdy nagle drzwi uchyliły się. W nich stanął Wojtek. Ucieszył się na jej widok.
- Wejdź. – jednym skinieniem ręki zaprosił ją do środka. Weszła do pokoju nie patrząc na niego. Serce zaczęło bić szybciej, a puls znacznie przyspieszył. Przeszła dalej. Bała się na niego spojrzeć. – Jak miło, że przyszłaś.
- Obiecałam Ci to. Jak się czuje Maja? – obserwowała ludzi za oknem. Bała się spojrzeć mu w oczy. Wyczuł jej strach jednak nie pośpieszał jej. Czuł, że przyszła do niego w ważnej sprawie.
- Dobrze, w poniedziałek zabieram ją do domu.
- W poniedziałek? – w końcu na niego spojrzała. Nie przewidziała takiego zwrotu wydarzeń. Nie mogła pozwolić mu ponownie odejść. Nie mogła dopuścić, aby znowu jej życie było puste i bezbarwne.
Wojtek zauważył w jej oczach niepokój.
- Majka ciągle o Tobie mówi. Ma nadzieję, że jutro przyjdziesz się z nią pożegnać. – bolały go te słowa. Patrzył na nią i nie mógł wyjść z podziwu nad jej urodą, nad jej delikatnością. Zbliżył się do niej nieco. Ona stała przy oknie i wpatrywała się w niego z powagą. Oczy natychmiast wypełniły się łzami. Spojrzała na niego i rzekła patrząc mu w oczy:
- Nie chcę abyś wyjeżdżał. – przypomniał sobie moment w którym rozstali się po raz pierwszy. Mówiła do niego tak samo delikatnie i z takim samym uczuciem jak wtedy. Podszedł do niej zdecydowanie bliżej. – Wojtek … - szepnęła, a łza spłynęła po policzku - … kocham Cię. – nie wytrzymała i wtuliła się w niego. Pocałowała go namiętnie i śmiale. Całowała go całą sobą. Całowała go z większym uczuciem niż pięć lat temu. Uczucie jakim go darzyła było silniejsze niż dotychczas. Dopiero teraz to sobie uświadomiła. Jego ciepłe ciało, dotyk, zapach dawały Laurze dużo siły, dużo nadziei na lepszą przyszłość. Była gotowa walczyć. Była gotowa postawić wszystko na jedną kartę. Odsunęła się od niego i spojrzała mu z namiętnością w oczy. Wojtkowi spodobało się to, jednak odsunął się od niej i rzekł:
- Nie mogę.
- Dlaczego? – nie odpowiedział a ona pożałowała tego pytania. – No tak. Przepraszam.
- Laura … - chwycił twarz w dłonie i rzekł - … jesteś dla mnie wszystkim. Ale nie mogę tu zostać.
- Czemu?
- Laura, zrozum. Tu nie chodzi o Ciebie. Nie mogę wyprowadzić się kolejny raz. Nie mogę odrywać Majki od znanego środowiska. Mam tam pracę, dom. Majka ma koleżanki. Zna tamto miejsce. Jeśli teraz wyrwę ją z tego środowiska nie wiem co może się wydarzyć. Nie zrozum mnie źle, ale ja muszę wrócić jutro do Katowic.
- Rozumiem, nawet nie wiesz jak dobrze. Wojtek, jestem gotowa jechać z Tobą. Nie chcę stracić Cię ponownie. Nie chcę żyć bez Ciebie. Nie chcę żyć bez Majki. Nie wiem kiedy to się stało ale bardzo ją kocham. Pozwól mi na to. – spojrzała na niego błagająco. Łzy nie przestawały lecieć.
- Jestem szczęśliwy słysząc Twoje słowa. Jednak jesteś teraz zakonnicą. Prowadzisz inny styl życia.
- Zmienię się. Jestem zakonnicą tylko z ubioru. Zrozumiałam, że nigdy nią nie byłam i nigdy nie będę. Oszukiwałam się. Próbowałam ukryć swoje uczucia i zapomnieć o Tobie. Próbowałam zagłuszyć swoje prawdziwe uczucia i pokierowałam swoim życiem nie tak jak chciałam. Kocham Cię. Kocham Cię Wojtek i chcę z Tobą być mimo wszystko.
- Ja też Cię kocham. Laura … - nie dokończył gdy Laura rzuciła go na łóżko. Rozpięła mu w pośpiechu koszulę. On szamotał się przez chwilę z guzikami jej habitu. Całowała go drapieżnie i łapczywie. Zdjęła kwef z głowy a jej blond loki opadły na jej nagie ramiona. Muskała piersiami po jego nagim torsie i delektowała się pocałunkami. On zwilżał językiem jej rozgrzane ciało. Jej szyja smakowała wyśmienicie. Kochali się z wielkim uczuciem. Kochali się z wielkim pożądaniem i upragnioną namiętnością. Wchodził w nią energicznie a ona wiła się z rozkoszy. Zlizywał pot z jej piersi i z radością nasłuchiwał jej przyspieszonego oddechu. Od pięciu lat nie słyszał tak wspaniałej melodii. Miał w nosie że kocha zakonnicę. Miał w nosie, że robi coś zakazanego. Ich oddechy stapiały się w jedną całość. Krew krążyła w ich żyłach coraz bardziej, a serca biły jednym rytmem. Wszystko było tak jak dawniej. Laura pierwsza doznała ekstazy. Wojtek szczytując tulił jej rozgrzane ciało. Opadli na kołdrę całując się długo i namiętnie. Spełniona wtuliła się w niego ramiona i wiedziała, że nic nie jest w stanie ich teraz rozdzielić. Wiedziała już jak chce spędzić resztę życia. Wojtek był człowiekiem, który sprawił, że Laura umiała cieszyć się życiem. Palcem kręciła kółka na jego brzuchu. Uwielbiała dotykać jego nagiego ciała. Spojrzała na niego radośnie i rzekła:
- Kocham Cię. – Wojtek nic nie powiedział tylko pocałował ją ponownie z jeszcze większym uczuciem. Kochała go za wszystko. Kochała jego głos, jego ręce, jego pieprzyki. Kochała jego wady oraz jego zalety. Wiedziała, że ma w nim oparcie. Po dłuższej chwili wstała i skierowała się do łazienki. Wojtek obserwował jej kroki. Cieszył się, że wybaczyła mu zdradę i pokochała na nowo. Wiedział, że teraz wszystko będzie tak jak sobie wymarzył. Kobieta napotkała jego przenikliwe spojrzenie i rzekła z uśmiechem:
- Mam coś na pupie? – obejrzała się jednak nie dostrzegła żadnych skaz. Z pytającym wzrokiem spojrzała na mężczyznę.
- Wolę jak nie nosisz tej dziwnej kiecki. – uśmiechnął się figlarnie.
- Co, nie podoba Ci się? Myślałam, że zakonnica pociąga facetów …
- No wiesz, jakbyś przebrała się za pielęgniarkę lub polic … - nie dokończył gdy kobieta rzuciła w niego poduszką śmiejąc się w niebogłosy. Uwielbiał jej śmiech. Był delikatny, subtelny a zarazem powodował radość.
- Ty zbereźniku! – wskoczyła na niego. Zaczął ją łaskotać. Nigdy wcześniej nie bawiła się tak wspaniale. Pocałował ją jeszcze kilka razy. Nie mieli ochoty wstawać z łóżka. Chcieli podziwiać swoje ciała i delektować się swoją obecnością. Jednak musieli wrócić do rzeczywistości. Laura ubrała habit. Podeszła do drzwi. Przystanęła i rzekła odwracając się w jego stronę.
- O której wyjeżdżacie? – zapytała stojąc w drzwiach.
- Planuję wyjechać o 12. Czemu pytasz? – nie odpowiedziała tylko poprawiła kwef i spoglądając na Wojtka wyszła.
***
Nastał poniedziałkowy poranek. Laura przebudziła się z uśmiechem na ustach gotowa na poważne zmiany. Wiedziała, że najwyższa pora uporządkować swoje życie i spełnić marzenia. Wiedziała już jak powinna pokierować swoim życiem. Zrozumiała, że cała ta przygoda z zakonem była po to aby nauczyła się wybaczać i kochać. Nie chciała dłużej nosić maski. Chciała żyć, chciała się bawić. Nie potrafiła siedzieć w jednym miejscu i żyć według wyznaczonych norm. Dziwiła się samej sobie, że wcześniej nie przeszkadzało jej takie życie. Tego dnia nie założyła habitu. Zwinęła go w kostkę i wraz z kwefem ułożyła na łóżku. Wreszcie od pięciu lat założyła dżinsy i obcisłą bluzkę, która podkreślała jej niewielki biust. Wreszcie poczuła się kobietą. Wreszcie poczuła, że żyje. Umalowała rzęsy. Na usta nałożyła ulubioną szminkę w odcieniu koralu. Blond włosy falowały swobodnie na wietrze. Spakowała wszystkie ubrania i wysprzątała celę. Wychodząc spojrzała ostatni raz na łóżko i rzekła szczęśliwa:
- Żegnaj siostro. Witaj Lauro.
Pośpiesznym krokiem udała się do zakrystii, gdzie siedział zadumany ojciec Baltazar. Pisał kazanie na południową mszę, gdy nagle weszła Laura i rzekła stanowczo:
- Wiem którą drogą muszę iść. – patrzyła na niego z uśmiechem na ustach.
- Tak? Już myślałem, że tego nie dożyję. – odparł podnosząc głowę znad kartki.
- Nie chcę być już zakonnicą. Oddaję to ojcu. – położyła habit na krześle i udała się do drzwi. Ksiądz Baltazar spojrzał na Laurę i rzekł:
- Mam nadzieję, droga Lauro, że wybrałaś mądrze.
- Tak, jestem teraz pewna jaką drogą muszę iść aby osiągnąć szczęście. Jest nią ukochany mężczyzna i jego piękna córeczka. Chcę założyć z nim rodzinę. Chcę wychowywać nasze dzieci. Zawsze marzyłam o takim życiu. Dziękuję Bogu za wszystko co mnie spotkało. Nauczyłam się, że szczęście to nie tylko miłość i radość. Szczęście to przede wszystkim prawda wobec siebie samej oraz radość z wybaczania. Dziękuję Najświętszej Panience za wskazanie mi prawidłowej drogi. Bez niej nie odnalazłabym samej siebie. Dziękuję ojcu, za szansę i dobre słowa. Wiem, że zawsze znajdę u ojca wsparcie. Pobłogosławi mnie ojciec?
- Do widzenia, drogie dziecko. Idź z Bogiem. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.
- Amen. Do widzenia. – wyszła z zakrystii. Pożegnała się z innymi siostrami i na swoim starym rowerze udała się do Izy. Wiedziała, że jeszcze ją zastanie u Pani Danusi. Jej też musiała podziękować. Gdyby nie Iza nigdy by nie odważyła się dokonać tak wielkiej zmiany w swoim życiu. Z radosnym sercem pojechała do przyjaciółki. Stanęła przed drzwiami domu i nacisnęła dzwonek. Usłyszała śmiech Marzenki, więc Iza była jeszcze u swojej mamy. Ucieszyło to Laurę. Drzwi otworzyła oczywiście Marzenka. Spojrzała na Laurę i nie poznała jej. Zielonymi, jak szafir, oczkami wpatrywała się w twarz kobiety i zawołała radosnym głosem:
- Mamo! Mamo, jakaś Pani przyszła!
- Marzena! Ile razy mam Ci powtarzać, abyś nie otwierała drzwi nieznajomym. Słucham, Panią?
- Iza. To ja. Laura. – Iza spojrzała na przyjaciółkę i nie mogła uwierzyć, że to rzeczywiście ona. Rozpuszczone włosy, obcisłe ubranie. Gdzie się podział ten obrzydliwy habit? Nie miało to teraz jednak znaczenia. Iza wytrzeszczyła oczy i nie mogła wymówić słowa. Szczupła figura Laury spowodowała, że Izie opadła szczęka. Od dłuższego czasu Iza nie widziała jej tak rozpromienionej i szczęśliwej.
- Laura? To naprawdę Ty? Wchodź.
- Kto przyszedł kochanie? – zapytała pani Danusia.
- Laura. Mamo, chodź tu szybko. – gdy kobieta zobaczyła Laurę nie mogła wyjść z podziwu. Laura nasłuchała się tylu komplementów, że nie wiedziała jak się zachować i jak ukryć rumieńce.
- Iza, chciałam Ci bardzo podziękować.
- Mnie, za co?
- Za to, że pomogłaś mi przejrzeć na oczy. Wydawało mi się, że uciekając do zakonu rozwiąże wszystkie swoje problemy. Jednak dzisiaj już wiem, że nie była to najlepsza droga.
- Nie jest to moja zasługa.
- Ależ jest. To Ty powiedziałaś mi parę słów prawdy. Ona otworzyła mi oczy. Postanowiłam, że zacznę nowe życie z Wojtkiem. Jestem gotowa zamieszkać z nim w Katowicach nawet od zaraz.
- Bardzo się cieszę.
- Wyjeżdżam. – rzekła Laura nie powstrzymując łez.
- Kiedy?
- Dzisiaj.
- Kochana, wiedziałam, że ockniesz się z tego niedorzecznego snu i spełnisz swoje marzenia. – przytuliła Laurę i rzekła przez łzy – Powodzenia. Spróbuj nie zaprosić mnie na ślub a przyjadę i własnoręcznie Cię uduszę. Rozumiesz?
- Rozumiem. – płakała Laura. Były to jednak łzy szczęścia. Obie wiedziały, że mają wspaniałe życie, kochających partnerów i wspaniałą przyszłość. Laura pożegnała się z Izą i wyszła.
***
Wojtek pakował ubrania swoje i Majki. Zniósł torby do samochodu i włożył je do bagażnika. Zabawki zapakował w oddzielną torbę i położył na tylnym siedzeniu. Przymocował fotelik dla Majki i usadził ją wygodnie. Mała rzekła do ojca:
- Laura, przyjdzie?
- Mam nadzieję, że tak. – rozglądał się na wszystkie strony, wypatrując czy czasem Laura nie stoi w pobliżu. Nagle usłyszał za swoimi plecami delikatny głos:
- Czy znajdzie się wolne miejsce dla jeszcze jednej osoby? – mężczyzna odwrócił się i dostrzegł sylwetkę Laury w promieniach słońca. Nie miała na sobie habitu. Stała przed nim ta sama Laura którą poznał pięć lat temu. Jego Laura. Uśmiechała się do niego. Podszedł do niej i poczuł jak jej delikatne ciało wtula się w jego ramiona. Był szczęśliwy, że wszystko tak pięknie się układa. Był szczęśliwy, że odzyskał miłość Laury. Był dumny, że zdecydowała się na wspólne życie. Ona spojrzała mu w oczy i rzekła nie powstrzymując łez szczęścia:
- Chcesz abym była Twoją dziewczyną, na wakacje?
- Nie. – odparł patrząc w jej niebieskie oczy – Chcę byś była ze mną na zawsze. – stanął za nią i założył jej srebrny łańcuszek. Ten łańcuszek z serduszkiem, który dostała od niego pięć lat temu. Nie spodziewała się, że przez cały ten czas trzymał go przy sobie. Laura wpatrywała się w Wojtka i nie mogła uwierzyć w swoje szczęście.
- Tak. Chcę być z Tobą na zawsze. – całując go nie potrafiła ukryć wzruszenia. Odsunęła się od Wojtka. Jej marzenia się spełniły. Wiedziała, że wszystkie etapy jej życia były potrzebne do tego aby na nowo odkryć smak miłości.
- Tatusiu, kiedy jedziemy? – dobiegło z samochodu.
- Już słoneczko. Jedziemy do domu, kochanie? – zapytał patrząc na Laurę.
- Tak. Jedziemy do domu. – pocałowała go i wsiadła do samochodu. Wojtek schował jej torbę do bagażnika i usiadł za kierownicą.
- Cześć Pszczółko. – powitała Laura dziewczynkę.
- Laura! Jedziesz z nami?
- Tak, kochanie.
- Super.
Podczas jazdy Laura myślała o swoim życiu. Nie mogła przestać głaskać śpiącej dziewczynki. Swojej małej córeczki. Wojtek zauważył zadumę ukochanej i rzekł:
- O czym myślisz?
- Nigdy nie przypuszczałam, że wakacyjna miłość będzie miłością do końca życia.
- Ach ta wakacyjna miłość. – rzekł Wojtek i zaśmiał się radośnie.
KONIEC
Ech to twoje love story... padniety, głodny, zziębnięty, trzymajac powieki rękoma doczytałem...;) CHCE WIECEJ!!!
OdpowiedzUsuńFajne opowiadanie. Spodziewałem się innego zakończenia, ale takie jest lepsze :). Podziwiam, że udało Ci się tyle napisać. Ja zawsze miałem problem z pisaniem wypracowań dłuższych niż strona.
OdpowiedzUsuń